Solidar Śląsko Dąbrow

Wyprzedza nas nawet Bangladesz

W rankingach oceniających jawność decyzji podejmowanych przez urzędy państwowe i samorządowe Polska plasuje się na szarym końcu. Politycy zamiast starać się, aby życie publiczne było bardziej transparentne, próbują ograniczać obywatelom i mediom dostęp do informacji publicznej. W zestawieniu przedstawiającym poziom dostępności do informacji publicznej w poszczególnych krajach, sporządzonym przez Acces Info Europe i Center For Law and Democracy Polska znajduje się na 75 miejscu na 89 państw ujętych w rankingu. Pod tym względem wyprzedza nas nie tylko zdecydowana większość państw europejskich, ale także tak egzotyczne kraje jak, Bangladesz, Liberia czy Uganda.

Zdaniem Grzegorza Wójkowskiego, prezesa Stowarzyszenia Bona Fides, zajmującego się m.in. pomaganiem obywatelom, którym urzędy odmówiły dostępu do informacji, od zachodnich krajów dzieli nas w tej sprawie przepaść. – Kiedy opowiadamy ludziom z Holandii, Niemiec czy Norwegii o naszych problemach związanych z dostępem do informacji publicznej, są zszokowani. Mówią, że w ich krajach nie ma takich organizacji jak nasza, bo swobodny dostęp do informacji jest tam rzeczą tak oczywistą, że nie są one po prostu potrzebne – mówi Wójkowski.

Bona Fides rocznie prowadzi około 100 spraw dotyczących dostępu do informacji publicznej wyłącznie z terenu Śląska. – Kiedy osoba, której odmówiono udzielenia informacji, trafia do nas, piszemy skargę do sądu. Bardzo często wtedy zdarza się, że w ciągu kilku dni osoba ta dostaje informację, o którą wcześniej bezskutecznie prosiła. To pokazuje, iż urzędy wiedzą, że łamią prawo, ale liczą na to, że obywatele nie znają przepisów i nie potrafią korzystać ze swoich praw – zaznacza prezes stowarzyszenia. Czasami jednak nawet wyrok sądu nie gwarantuje nam otrzymania informacji. – To nadal bardzo duży problem. Urzędy często zwlekają z udzieleniem informacji. Nawet jeżeli zdecydujemy się iść do sądu i po długim procesie wygramy sprawę, to często bardzo trudno jest później wyegzekwować ten wyrok – tłumaczy Dominika Bychawska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Swobodny dostęp do informacji publicznej jest jednym z podstawowych praw obywatelskich. Jego ograniczanie znacząco utrudnia funkcję kontrolą społeczeństwa wobec organów państwowych czy samorządowych. – Dostęp do informacji jest nierozłącznym elementem wolności słowa. Żeby dziennikarze mogli informować społeczeństwo o działaniach władz, muszą posiadać wiedzę na ten temat. Jednak problem nie dotyczy tylko dziennikarzy. Każdy obywatel, żeby wyrobić sobie pogląd na temat rządzących musi posiadać informację o ich działalności – podkreśla prawniczka HFPC.

Czy politycy podejmują działania, aby nasze życie publiczne było bardziej przejrzyste? Wręcz przeciwnie. Kilka tygodni temu Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodną z ustawą zasadniczą poprawkę senatora Marka Rockiego do nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej, którą posłowie przegłosowali na ostatnim posiedzeniu Sejmu poprzedniej kadencji. Poprawka zawierała przepisy ograniczające dostęp do informacji publicznej ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa. – To sformułowanie jest ogólnikowe i nieostre. Ograniczenia w dostępie do informacji powinny być wyjątkiem, a zgodnie z tym zapisem nieudostępnianie informacji stałoby się regułą. Poprawka w takim kształcie była niejednoznaczna i pozostawiała zbyt duże pole do interpretacji – mówi Dominika Bychowska.

W praktyce dzięki poprawce Rockiego urzędnicy mogliby odmawiać udzielania informacji w bardzo wielu sytuacjach, zasłaniając się interesem gospodarczym państwa. Opinia publiczna miałaby ograniczony dostęp np. do informacji na temat prywatyzacji państwowych firm, zarządzania majątkiem skarbu państwa, czy szczegółów umów międzynarodowych, negocjowanych przez polski rząd.

Wyrok TK nie oznacza niestety końca problemu. Trybunał nie rozpatrywał merytorycznej zawartości poprawki, a jedynie zgodność z Konstytucją sposobu jej uchwalenia. Bezpośrednio po wyroku autor kontrowersyjnego zapisu, komentując orzeczenie powiedział, że jest przekonany o słuszności swojej poprawki. W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik klubu Platformy Obywatelskiej Paweł Olszewski, który zapowiedział, że PO będzie rozważać ponowne wprowadzenie tego zapisu do ustawy. – Mamy nadzieję, że tego typu pomysły nie będą już wracały do Sejmu. Paradoksalnie pan senator Rocki swoją poprawką zrobił dużo dobrego, bo zwrócił uwagę opinii społecznej na problem dostępu do informacji publicznej. Myślę, że posłowie dwa razy się zastanowią, nim znowu spróbują forsować podobne przepisy – ocenia Grzegorz Wójkowski. – Nikt nie lubi być kontrolowany i sprawdzany, a dostęp do informacji służy przede wszystkim kontroli polityków. To właśnie politycy stanowią prawo więc opinia publiczna musi się bacznie przyglądać, aby tego prawa nie próbowali zepsuć – dodaje.

Łukasz Karczmarzyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.