Solidar Śląsko Dąbrow

Zwyciężymy uzbrojeni w optymizm

Trzeba zawsze patrzeć w przyszłość z optymizmem, widzieć, że szklanka jest aż do połowa pełna, a nie w połowie pusta. 30 listopada Główny Urząd Statystyczny poinformował, że po raz pierwszy od lutego inflacja nam spadła. W październiku wynosiła 17,9 proc., w listopadzie 17,4 proc., czyli jest niższa aż o 0,5 proc. To podobno zasługa mniejszego niż w poprzednich miesiącach wzrostu cen energii. Fajnie, chciałoby się powiedzieć i zapytać, czy wkrótce wrócimy do poziomu cen sprzed pandemii i sprzed wybuchu wojny?

Odpowiedź musi być stanowcza: Nie, ale zarówno ten rząd oraz obecna Rada Polityki Pieniężnej, a także kolejni rządzący i kolejni członkowie RPP będą bohatersko walczyć z inflacją, aby ją zdławić, zmusić do odwrotu. Jako optymista, głęboko w to wierzę. Wszak naszym celem inflacja na poziomie 2,5 proc. Trochę niepokoi fakt, że czas między otrzymaniem wypłaty, a granicą wchodzenia w debet z miesiąca na miesiąc się skraca, ale nie popadam w pesymizm. Mógłbym przecież w ogóle nie mieć debetu, co oznaczałoby szansę zapoznania się z rynkiem chwilówek, a tą wiedzą, przyznam, nie jestem szczególnie zainteresowany.

W czasie, gdy nasi przywódcy i eksperci walczą zaciekle z inflacją, w tle toczy się inne starcie. Odwieczny bój pesymizmu z optymizmem. Taki grudzień na przykład. Ludziska narzekają, że wydatki na mikołaje, na wigilie, na prezenty. A tu cieszyć się trzeba. I to nie tylko z tych prezentów, które się otrzymuje, ale również z tych, które się rozdaje. Wiecie, jak taki jeden z drugim prezes się cieszy, gdy bon pracownikom na święta da, albo premię, albo bombkę. Co prawda zdarzają się wpadki prezentowe. W jednej z sieci dyskontów pracownicy otrzymali paczki zawierające m.in. skórzane portfele męskie i damskie, etui na karty i na bilon oraz parasolki. Brzmi fajnie, ale problem w tym, że część owej galanterii była pokryta pleśnią. Obdarowani takim „prezentem” poczuli się obrażeni. Zwracali zapleśniałe podarki. Efekt odwrotny od zamierzonego, o wizerunkowej porażce w oczach opinii publicznej nie wspominając. A gdyby pracownicy sieci byli urodzonymi optymistami, to cieszyliby się z prezentu, obmyli z pleśni i korzystali. Powtarzaliby, że przecież nie o prezent chodzi, czy trafiony, czy nie, ale o sam gest i pamięć oraz o dobre chęci.

Narzekają, że ryby na wigilię będą drogie. Skąd to przekonanie, ludzie kochane? A wykluczacie, że Prezes z kolegami wprowadzą specjalny program dopłat do wieczerzy wigilijnej, jakiś „Karp plus”, albo inną antydrożyźnianą tarczę świąteczną? Nie wiecie, jak będzie, to nie kraczcie. Poza tym, nawet jeśli ten karp będzie dwa razy droższy niż przed rokiem, to co się stanie? Raz w roku kupujecie, raz w roku jecie, to te 30 czy 40 zł więcej za kilo można zapłacić. Nie można? Za drogo? To zawsze można kupić w dyskoncie mrożonego morszczuka czy mintaja. Będzie ryba. Będzie taniej. Będziecie zadowoleni, że ości nie ma. A poza tym karp to wcale nie tradycja z dziada pradziada. Potrawa z tej ryby zaczęła królować na polskim wigilijnym stole dopiero kilkadziesiąt lat temu. Nie ma co rozdzierać szat, trzeba się cieszyć z tego, co jest.

Weselmy się więc, bo mamy dobrze całkiem, a nawet i lepiej. Zapomnieliście jak tragicznie było jeszcze 7-8 lat temu? To włączcie sobie telewizję. Aż trudno pojąć, jak myśmy to przetrwali?

Proszę państwa, 30 listopada 2022 roku skończyła się w Polsce galopująca inflacja. Teraz mamy dezinflację. Na razie pełzającą, ale trzeba wierzyć, że przyspieszy. Musi przyspieszyć. Przecież podobno ma już górki.

Jeden z Drugą;)
źródło foto: pxhere.com