Solidar Śląsko Dąbrow

Z kryzysu można wyjść albo lepszym, albo gorszym

Kiedy rozmawialiśmy przed ubiegłoroczną Wielkanocą, nie przypuszczaliśmy, że po roku sytuacja będzie tak dramatyczna. Każdego dnia media informują o rekordowej liczbie nowych zachorowań, rośnie liczba zgonów. W jaki sposób te tragiczne wydarzenia mogą zmienić sens postrzegania przez nas Świąt Zmartwychwstania Pańskiego?
– Mam nadzieję, że wzmocni się tęsknota za pełną radością, bo na razie jest ona zmącona otoczeniem zewnętrznym, że będziemy spragnieni tego pierwszego, radosnego śpiewu „Alleluja”, który zawsze, przynajmniej dla mnie, jest wyjątkowym przeżyciem. Oczywiście nikt z nas nie spodziewał się, nawet w najczarniejszych snach, że rok do roku te Święta tak będą wyglądały, ale tym radośniejsze będzie wyjście z tej trudnej sytuacji. Pojawia się analogia do Drogi Krzyżowej, którą w Wielkim Tygodniu przechodził Chrystus i my też przechodzimy, i nadzieja, że później, może na kolejne święta, nasza radość będzie pełniejsza.
Co możemy zrobić, by nie zatracić tego, co jest najważniejsze?
– Jeszcze wielu rzeczy nie znamy. Nie wiemy, co ten czas z nami zrobił i zrobi. Ten kurz jeszcze się unosi, a skala zniszczeń nie jest znana. Co ten czas może nam przynieść? Może zwrócić uwagę na świadomość obcowania ze śmiercią. Niemal każdy z nas musiał pożegnać kogoś bliskiego, czy znajomego, który odszedł z powodu koronawirusa. To może skłonić do myślenia, do zmiany stylu życia, o tym mówi papież – z kryzysu można wyjść albo lepszym, albo gorszym.
Jednym z obowiązków każdego chrześcijanina jest troska o zdrowie bliźnich. Jej wyrazem jest chociażby noszenie maseczek i przestrzeganie zasad sanitarnych. Jak ksiądz postrzega tych katolików, którzy twierdzą, że życie wieczne jest ważniejsze od doczesnego i przychodzą do świątyni bez maseczek? Co im mówi?
– Nie sądzę, by takich osób było wiele. W kościele, w którym odprawiam msze święte, tego typu sytuacje zdarzają się incydentalnie. Zdecydowana większość wyznawców wiary wykazuje troskę o siebie i innych. Może raz rozmawiałem z osobą, która negowała konieczność zachowywania obostrzeń, ale nie rozumiałem jej argumentacji, a ona nie przyjmowała mojej. Trudno mi powiedzieć, dlaczego. Uważam taką postawę za niewłaściwą, ale zdarza się ona nie tylko w świątyniach, tutaj może nawet najmniej. Niedawno przy bankomacie spotkałem młodego człowieka bez maseczki, a gdy go spytałem, czy maseczka go nie obowiązuje, odpowiedział, że nie. Ten czas uczy nas, jak bardzo jesteśmy zależni od innych, że ktoś może nam zrobić krzywdę, choćby potem tłumaczył, że nieświadomie. Tak samo my możemy zrobić innym krzywdę, zarażając ich. Wszelkie niefrasobliwości w tym względzie są poważnym zaniedbaniem. Oczywiście nie możemy się dać zwariować, sparaliżować temu strachowi, ale unikanie zachowań ryzykownych względem drugiego człowieka powinno być priorytetem wynikającym z przykazania miłości.
W dyskusji dotyczącej zatrzymania pandemii pojawiają się głosy epidemiologów, którzy podkreślają, że dobrze byłoby jednak zamknąć kościoły na czas Triduum Paschalnego, by uniknąć większych zgromadzeń. Jak pogodzić ich racje z odczuwaną przez wiernych potrzebą uczestniczenia w obrzędach liturgicznych?
– Oczywiście może byłoby optymalnie, jakbyśmy się na dwa tygodnie zamknęli w domach, zgasili światło i nic nie robili. Transmisja koronawirusa może zostałaby zatrzymana. Tak sobie to wyobrażam, ale nie jestem wirusologiem. No, ale żyć jakoś musimy. Ci, którzy mówią o konieczność zamykania kościołów, muszą uwzględnić, że jest w Polsce spora grupa ludzi, dla których potrzeby religijne są jednymi z priorytetowych i prawa do ich zaspokojenia nie można im odbierać. To jedno z fundamentalnych praw człowieka. Tym bardziej że nie ma żadnych dowodów, z których wynikałoby, że kościoły jakoś szczególnie sprzyjają transmisji koronawirusa.
Przypomnijmy, że osoby, które boją się o swoje zdrowie, czy nie zostały zaszczepione, ze względu na dyspensę nie popełniają grzechu zostając w domu i oglądając transmisję mszy świętej online. Oczywiście nie mają możliwości przystąpienia do sakramentu Eucharystii, ale mogą to zrobić duchowo. Czym tak właściwie jest komunia duchowa?
–  To mocne pragnienie jej przyjęcia w sytuacji fizycznej  niemożności realizacji tego zamiaru. W sytuacji pandemii dotyczy to osób chorych, przebywających na kwarantannie czy lękających się bardzo o swoje życie i zdrowie. Oczywiście nie jest to, podobnie jak i msza św. przeżywana przed telewizorem czy monitorem komputera, zamiennik fizycznego uczestnictwa w Najświętszej Ofierze. To tylko namiastka Eucharystycznej Uczty.
Z ks. Pawłem Rozpiątkowskim, publicystą, ekonomem Diecezji Sosnowieckiej
rozmawiała Agnieszka Konieczny
żródło foto:pixbay.com/CC0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *