Solidar Śląsko Dąbrow

Wykrzyczymy to 17. listopada w Warszawie

Portfele Polaków chudną w zastraszającym tempie i nikt już nie pyta, czy trzeba będzie zaciskać pasa, tylko jak mocno trzeba będzie zacisnąć. Inflacja w październiku według GUS wyniosła 17,9 proc. To najwięcej od 1996 roku. Ceny żywności wzrosły o 22 proc. Ceny opału astronomiczne, ceny energii dobijające. Ludzie oczekują zdecydowanych i przede wszystkim skutecznych działań rządu, które będą łagodzić skutki tego kryzysu i pozwolą szybko wyjść z dołka. Pytanie, czy ten rząd jest w stanie takie działania przeprowadzić, a nie tylko poprzestać na obietnicach, że kiedyś będzie lepiej.

17. listopada jedziemy do Warszawy wykrzyczeć głośno, że obietnice nas nie zadowalają. Oczekujmy konkretów. Mamy własne pomysły, własne propozycje rozwiązań. Domagamy się od rządzących systemowej obniżki cen energii, aby ulżyć mieszkańcom Polski, aby ulżyć polskim przedsiębiorstwom. Domagamy się podwyżek płac w szeroko pojętej budżetówce. Trzeci nasz postulat dotyczy dotrzymania obietnicy w sprawie emerytur stażowych.

Gdy w Polsce, w Europie i na świecie sytuacja była dobra, rząd radził sobie dobrze. Parę dobrych projektów udało się wdrożyć, parę sensownych rzeczy zrealizować. Gorzej z działaniami strategicznymi, szczególnie tymi dotyczącymi sektora górniczo-energetycznego. Przyszła pandemia, potem wojna i w poczynania rządzących wkradł się chaos. Mszczą się dawne zaniechania, dawne i obecne błędy. Postępowanie partii rządzącej zaczyna niebezpiecznie przypominać to, co robili poprzednicy z koalicji PO-PSL, którzy naobiecywali, słowa nie dotrzymali i oszukali mieszkańców Śląska oraz Zagłębia Dąbrowskiego. To smutne, że wśród warszawskich elit, i to niezależnie od barw politycznych, tak popularne jest myślenie o naszym regionie jako o kolonii. Wykorzystać, zabrać, co najlepsze, a z problemami niech sobie tubylcy ze Śląska radzą sami.

Węgiel zły, górnictwo złe
Już od dłuższego czasu podejrzewaliśmy, że rząd za swoje błędy wobec górnictwa i za błędy poprzednich ekip rządzących winą będzie chciał obarczyć górników. Przerabialiśmy to wielokrotnie w minionym ćwierćwieczu. Ta sama narracja, że to nie nieudolność rządzących, brak sensownego zarządzania całym sektorem paliwowo-energetycznym, błędy strategiczne, lecz górnicy byli, są i będą winni. Kiedyś, że wydobywali za dużo. Teraz, że za mało. Jeśli jeszcze ktoś parę tygodni temu łudził się, że to jakaś pomyłka w przekazie, to oliwy do ognia dolał sam szef partii. Z przekazu, jaki zaserwował wyborcom w Radomiu wynika, że górnictwo jest złe, węgiel złej jakości, dlatego najjaśniej nam panujący idą w atom i w offshore. Coraz bardziej realny jest scenariusz, że kopalnie będą likwidowane wcześniej niż wynika to z umowy społecznej podpisanej przez rządzących z reprezentantami związków zawodowych, pracodawców i samorządowców ze Śląska i Zagłębia. Spełnienie się tego scenariusza oznaczałoby totalny krach gospodarczy w regionie.

Obiecanki-niedotrzymywanki
Niedotrzymywanie umów to cecha wspólna wielu polityków, niezależnie od tego, jakie barwy noszą, jakie poglądy wygłaszają. W przypadku naszego regionu przekonaliśmy się o tym wielokrotnie. Od lat w wielu obszarach wypracowywaliśmy, nie tylko jako śląsko-dąbrowska „Solidarność”, ale wspólnie z innymi związkami zawodowymi, często też z pracodawcami i samorządowcami, programy gospodarcze, projekty rozwiązań, aktów prawnych, mające na celu rozwój regionu i kraju, kreowanie dobrych miejsc pracy. To były naprawdę obiecujące projekty. Niestety większość z nich w praktyce została na papierze. Gdy w maju 2021 roku podpisywaliśmy umowę społeczną w sprawie transformacji górnictwa i regionu, wyraziłem oczekiwanie mieszkańców tej ziemi, że Polska nie zapomni o Śląsku. Wicepremier Jacek Sasin zapewniał, że Polska oczywiście nie zapomni. Minęło kilkanaście miesięcy i muszę stwierdzić, że pamięć polityków z Warszawy jest jednak bardzo zawodna, krótka i nietrwała.

Płace w budżetówce? Budżetowe
Podwyżka płac w budżetówce to jeden z naszych kluczowych postulatów. Wynagrodzenia w tym sektorze dają obraz państwa, jego solidności i skuteczności. Wygląda to niestety bardzo słabo. I nie chodzi mi o płace różnych ważnych funkcjonariuszy. Oni mają się znakomicie. Mam na uwadze szeregowych pracowników budżetówki. To są przedstawiciele przeróżnych zawodów i specjalizacji, od których zależy, jak wygląda poziom i komfort naszego życia, zdrowie, edukacja, bezpieczeństwo, transport i szereg innych ważnych obszarów. Tymczasem wynagrodzenia znacznej części pracowników „budżetówki” kręcą się w okolicach płacy minimalnej, czyli nieco powyżej poziomu zasiłku dla bezrobotnych w Niemczech. To są zarobki dla wielu wręcz upokarzające. Tym bardziej że często są to pracownicy, którzy wiele lat poświęcili na naukę, zdobywanie kolejnych kwalifikacji i de facto muszą się kształcić ustawicznie, bo tego wymaga ich zawód. Upokarzająca jest też rządowa propozycja podwyżki dla pracowników sfery budżetowej. To 7,8 proc.! Inflacja, przypomnę, 17,9 proc.

Trzeba słuchać ludzi
Czy nasza manifestacja w Warszawie wyprostuje rządzących, zlikwiduje ich kłopoty z pamięcią i zmusi do aktywnej walki z problemami, które dotykają obecnie wszystkich Polaków? Im mocniej wybrzmi nasz głos w stolicy, tym szanse uzyskania pożądanego efektu, czyli realizacji postulatów, większe. Rządy PO-PSL upadły po fali protestów społecznych zapoczątkowanych na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Rządzący z tamtej ekipy polegli m.in. dlatego, że uparcie nie chcieli słuchać, czego od nich oczekujemy, czego się domagamy. Arogancja, pogarda dla ludzi myślących inaczej i ostentacyjne lekceważenie były wówczas na porządku dziennym. Jeśli obecnie rządząca koalicja Zjednoczonej Prawicy będzie kopiowała tamte niechlubne wzorce i jeśli nadal będzie głucha jak pień, to finał będzie identyczny.

Dominik Kolorz