Solidar Śląsko Dąbrow

Wielu sędziów i prokuratorów stanu wojennego wciąż nie zostało ukaranych

Byłem w grupie uczniów bytomskich szkół, która zaangażowała się w kolportaż ulotek i biuletynu drukowanych przez bytomską podziemną „Solidarność”. Sprawa wyszła na jaw i 26 lutego kilkanaście osób zostało zatrzymanych przez SB. Miałem ukończone 17 lat i na podstawie dekretu o stanie wojennym następnego dnia po zatrzymaniu otrzymałem decyzję o internowaniu – wspomina dr Andrzej Sznajder, szef katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Po wprowadzeniu stanu wojennego został Pan zatrzymany. Miał Pan niewiele ponad 17 lat i był najmłodszym internowanym. Dlaczego, tak młoda osoba zaangażowała się w działalność opozycyjną?
– Zaangażowanie się w tę działalność to był odruch, forma sprzeciwu, by nie powiedzieć młodzieńczego buntu przeciwko draństwu, jakim był stan wojenny. Mieliśmy już na tyle lat, żeby rozumieć, co wydarzyło się w sierpniu 1980 roku. Rozumieliśmy, o co chodziło przez następnych 16 miesięcy i wydawało nam się czymś oczywistym, że na swój sposób i na swoje możliwości należy się temu sprzeciwić. Byłem w grupie kilkunastu uczniów bytomskich szkół, w tym mojego liceum im. Jana Smolenia, która zaangażowała się w kolportaż ulotek i biuletynu drukowanych przez bytomską podziemną „Solidarność”, pomoc rodzinom internowanych i działalność samokształceniową. Sprawa wyszła na jaw i 26 lutego kilkanaście osób zostało zatrzymanych przez SB. Miałem ukończone 17 lat i na podstawie dekretu o stanie wojennym następnego dnia po zatrzymaniu otrzymałem decyzję o internowaniu.

Pełnej listy ofiar stanu wojennego najprawdopodobniej nigdy nie poznamy. Podobnie, jak nie doczekamy się ukarania tych wszystkich, którzy przyczynili się do szykanowania opozycjonistów…
– Przykładem braku rozliczenia stanu wojennego są zbrodnie sądowe z tego okresu. Przyczyny takiego stanu rzeczy dobrze widać na przykładzie działań Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach. Od 2021 roku podjęła ona 46 takich spraw, a 14 z nich pozostaje w biegu. Zarzuty przedstawiono 19 osobom – byłym sędziom i byłym prokuratorom z okresu stanu wojennego, obecnie będącym poza służbą. Po wniesieniu aktów oskarżenia, sprawy te są umarzane przez sądy z uwagi na brak zgody właściwego organu na pociągnięcie ich do odpowiedzialności. Zdaniem sądów immunitet nadal obejmuje te osoby, mimo zrzeczenia się przez nie urzędu. To kuriozalne podejście. Ponadto skierowano także 13 wniosków o uchylenie immunitetu sędziów i prokuratorów – czynnych lub pozostających w stanie spoczynku. Niestety, od lat pozostają one nierozpoznane przez Sąd Najwyższy.

Od wprowadzenia stanu wojennego minęły 43 lata. Czy pojawiły się jakieś nowe informacje dotyczące tej tragedii?
– Z perspektywy badań historycznych obraz stanu wojennego jest pełny. Badania te są prowadzone w IPN od chwili jego powstania i zaowocowały setkami publikacji. Bardzo ważnym uzupełnieniem, choć poświęconym nie tylko stanowi wojennemu, jest Encyklopedia „Solidarności”. W wydaniu papierowym to kilkutomowa publikacja. Jest ona także dostępna w Internecie. Nie zmienia to faktu, że wciąż na poziomie struktur zakładowych wychodzą na jaw nowe fakty, które wcześniej nie były dostatecznie naświetlone w dostępnych dokumentach.

IPN posiada różnego rodzaju dokumenty dotyczące stanu wojennego. Które są najcenniejsze? Kto i na jakich zasadach może do nich zajrzeć?
– To prawda, te materiały idą już w dziesiątki, jak nie setki metrów bieżących akt. To są np. akta kontrolno-śledcze z postępowań SB przeciwko osobom zaangażowanym w działania przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. To są teczki internowanych, które powstawały w każdym ośrodku odosobnienia. One dają wyobrażenie o tym, co oznaczało bycie internowanym. Są także akta spraw, które toczyły się np. przed sądami wojskowymi przeciwko uczestnikom strajków. W archiwum Instytutu Pamięci Narodowej są przeogromne zasoby, które są przedmiotem badań historyków Instytutu. Nie ma jednak żadnych przeszkód, by zainteresowali się nimi badacze spoza IPN. Tak, jak w każdym archiwum państwowym, dostęp do tych dokumentów jest możliwy, zarówno dla historyków, jak i dziennikarzy. Co ważne, w archiwum IPN nie posługujemy się już materiałami papierowymi. W ogromnej większości są one udostępniane już w formie cyfrowej. Można do nich zaglądać po otrzymaniu linku, nie ruszając się z domu.

Z dr. Andrzejem Sznajderem, dyrektorem Oddziału IPN w Katowicach rozmawiała Agnieszka Konieczny