Solidar Śląsko Dąbrow

Wcale nie doganiamy Zachodu

Nasze wynagrodzenia rosną bardzo powoli, znacznie wolniej niż w bogatych krajach zachodniej Europy. Jak pokazują dane Eurostatu, wbrew temu, co często słyszymy w mediach, dystans płacowy pomiędzy Polską i Zachodem wciąż rośnie. 
 
Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnie wynagrodzenie we wrześniu wyniosło 4217,96 zł brutto. Trzeba jednak pamiętać, że GUS publikuje dane dotyczące wyłącznie przedsiębiorstw i instytucji zatrudniających powyżej 9 pracowników. Małe firmy,
w których w skali całego kraju pracuje ponad 3,5 mln pracowników, w ogóle nie są brane
pod uwagę. Gdyby je uwzględnić, statystyki dotyczące płac nie byłyby już tak optymistyczne. Poziom wynagrodzeń w małych i mikroprzedsiębiorstwach GUS zbadał ostatni raz w 2014 roku. Wówczas średnia płaca w tego typu firmach kształtowała się na poziomie 2257 zł brutto, niemal dwukrotnie mniej od oficjalnej „średniej krajowej”. Po drugie, GUS licząc wysokość średniej płacy, bierze pod uwagę tylko pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Ogromna rzesza osób pracujących na podstawie różnego rodzaju umów śmieciowych jest w tych wyliczeniach pomijana. 
 
Średnia czy mediana?
Nieco bardziej miarodajną wartością obrazującą poziom wynagrodzeń w Polsce jest mediana. Mówiąc obrazowo, mediana to wartość dzieląca wszystkie dane na pół. Jeśli dla przykładu mediana wynosi 1000 zł, oznacza to, że dokładnie połowa pracowników zarabia więcej,
a połowa mniej od tej kwoty. GUS publikuje dane dotyczące mediany wynagrodzeń niezwykle rzadko, bo raz na dwa lata. Ostatni raz miało to miejsce w grudniu 2015 roku. Według tych danych mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi zaledwie 3291 zł brutto. Z kolei najczęstsze miesięczne wynagrodzenie pracownicze wynosiło 2469 zł brutto.
 
Ile zarabiają na Zachodzie
Na tle reszty Europy nasze wynagrodzenia wyglądają bardzo mizernie, nawet jeżeli do porównań użyjemy średniego wynagrodzenia wyliczanego przez GUS, o którym większość
z nas może tylko pomarzyć. Jak wyliczył Eurostat, Polak otrzymujący wynagrodzenie na poziomie „średniej krajowej” zarobił w 2015 roku nieco ponad 8,1 tys. euro netto. W tym samym okresie jego odpowiednik w Belgii po odprowadzeniu podatku dochodowego i składek na ubezpieczenie społeczne otrzymał ponad 27 tys. euro, Niemiec prawie 28,4 tys. euro,
a Brytyjczyk niespełna 38 tys. euro. 
 
Jeszcze gorzej wygląda porównanie danych dotyczących dochodów netto rodzin z uwzględnieniem obowiązujących w danym kraju dodatków i świadczeń rodzinnych. W ubiegłym roku, a więc jeszcze przed uruchomieniem programu „Rodzina 500 plus”, dochody polskiej rodziny z dwójką dzieci, w której oboje rodzice zarabiają średnią krajową, wyniosły w naszym kraju 18,4 tys. euro netto. W Niemczech było to 62 tys. euro, w Holandii 73 tys. euro,
a w Wielkiej Brytanii prawie 78,5 tys. euro. 
 
Płace rosną, ale wolniej 
Według obiegowej opinii często powtarzanej w mediach przez polityków i różnego rodzaju ekspertów, mozolnie gonimy Zachód pod względem wynagrodzeń. Jednak jak wskazują dane Eurostatu, tak naprawdę jest niestety odwrotnie. Przepaść pomiędzy dochodami pracowników w naszym kraju oraz w państwach zachodniej Europy stale rośnie. 
 
W latach 2006-2015 roczne wynagrodzenie netto polskiego pracownika zarabiającego na średnim poziomie wzrosło łącznie o nieco ponad 3,6 tys. euro. W tym samym czasie pensja Niemca zwiększyła się o niemal 5,9 tys. euro, Duńczyka o 8,7 tys. a Szweda o prawie 9,7 tys. euro. Jeśli porównamy dochody rodzin z dziećmi różnice te są jeszcze bardziej wyraźne, ze względu na hojne systemy socjalne funkcjonujące w najbogatszych krajach UE. 
 
Skąd te niskie pensje?
Bardzo niskie wynagrodzenia w naszym kraju bardzo często próbuje się tłumaczyć mizerną wydajnością pracy. Choć rzeczywiście jesteśmy znacznie mniej wydajni niż pracownicy w Niemczech czy Norwegii, to nasza produktywność rośnie niemal najszybciej na świecie.
Jak wynika z danych OECD, od 1993 do 2013 roku wydajność pracy w naszym kraju wzrosła blisko 2,5-krotnie. Jednak mimo że przez te 20 lat produktywność polskich pracowników rosła średnio o 4 proc. rocznie, płace wzrastały średnio, tylko o 1 proc. 
 
Zbyt niski w stosunku do wydajności pracy poziom płac odbija się negatywnie nie tylko na standardzie życia zdecydowanej większości polskich rodzin, ale również na gospodarce. Słabo opłacanych pracowników zwyczajnie nie stać na zakup towarów i usług wytwarzanych przez przedsiębiorstwa, co z kolei hamuje rozwój tych przedsiębiorstw. Jak wynika z opublikowanego w 2013 roku raportu NBP dotyczącego rynku pracy, głównym czynnikiem, który wstrzymuje polskich przedsiębiorców przed zwiększaniem zatrudnienia oraz inwestycjami, jest właśnie obawa, że nie uda im się sprzedać wytwarzanych produktów i oferowanych usług. Trudno się dziwić skoro popyt wewnętrzny jest od lat tłumiony przez niskie płace. 
 
Aby wyrwać się z tego błędnego koła, potrzebna jest chyba przede wszystkim zmiana mentalności pracodawców. Na przyspieszenie tempa wzrostu płac z pewnością ich stać. Według danych Ministerstwa Rozwoju polskie przedsiębiorstwa mają odłożone na kontach
250 mld zł oszczędności. Gdyby choć część tej kwoty przedsiębiorcy zainwestowali w swoich pracowników, skorzystałaby cała gospodarka, a nasze wynagrodzenia wreszcie zaczęłyby doganiać te zachodnie.
 
Łukasz Karczmarzyk
infografika: na podstawie danych Eurostatu
 

Dodaj komentarz