Solidar Śląsko Dąbrow

W listopadzie zaostrzymy protesty

Właśnie minęło 10 lat od zarejestrowania Solidarności w Sądzie Rejonowym Katowice. Gdyby nie Twoja determinacja, ta komisja by wówczas nie powstała…
– To była pierwsza Komisja Zakładowa NSZZ „S” w sądownictwie w Polsce. Potem udało nam się namówić do zrzeszenia pracowników sądów w Mikołowie, w Jaworznie i w Tychach. Tak to wszystko się zaczęło. W 2007 roku Sąd Rejonowy Katowice został podzielony na Wschód i Zachód.

Dlaczego pracownicy Sądu Rejonowego Katowice, jednego z największych w Polsce pod względem liczby rozpatrywanych spraw, zdecydowali się na założenie związku zawodowego?
– Nieprawidłowości w relacjach pracowniczych było wiele, ale najbardziej bulwersowało nas niewłaściwe dysponowanie środkami z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Chcieliśmy mieć wpływ na tworzenie zasad wydatkowania środków z funduszu i wynagradzania pracowników.

Co Wam się udało zrobić dla pracowników tej placówki?
– Doprowadziliśmy do zmian w funkcjonowaniu funduszu świadczeń socjalnych. Razem z pracodawcą zaczęliśmy też niwelować dysproporcje w wynagrodzeniach osób zatrudnionych na podobnych stanowiskach. Wszczęliśmy pierwszy w sądownictwie spór zbiorowy dotyczący mobbingu. Doprowadziliśmy też do powołania społecznego inspektora pracy.

Jednak w 2008 roku, kiedy po raz pierwszy zamrożone zostały wynagrodzenia urzędników sądowych, działania na szczeblu poszczególnych placówek przestały przynosić efekty…
– W maju 2008 roku razem ze związkowcami z Sądu Rejonowego Wydziału KRS w Katowicach wysłaliśmy do pracowników wszystkich sądów w Polsce apel, żeby się obudzili. Do tego apelu dołączyliśmy pismo, dotyczące naszych problemów, które pracownicy sądów przesyłali do Ministra Sprawiedliwości. W ten sposób zasypaliśmy ministerstwo listami. W trakcie tej akcji skontaktował się ze mną Waldemar Urbanowicz z Warszawy i umówiliśmy się na pierwsze spotkanie. Zaczęliśmy rozmawiać o powołaniu wspólnej organizacji.

Udało się. Ta organizacja zrzesza już ponad 2,3 tys. urzędników sądowych z całej Polski…
– Dotarliśmy do pracowników wielu placówek i doprowadziliśmy do powstania kilkudziesięciu komisji zakładowych. Wiązało się to z łamaniem stereotypu, że zrzeszanie się w Solidarności zaniża rangę urzędnika sądowego.

Przecież sędziowie też mają swoje stowarzyszenie, jakim jest Iustitia…
– Iustitia działa na podobnych zasadach jak my, ale z tego względu, że zrzesza sędziów, posiada dużo większą siłę przebicia. Chociaż funkcjonujemy w tym samym środowisku, nie ma między nami żadnej konstruktywnej współpracy. Gdy we wrześniu tego roku ustawiliśmy w Warszawie miasteczko namiotowe Iustitia wprawdzie podjęła uchwałę o poparciu naszych działań, ale na tym dokumencie się skończyło. W praktyce zdarzały się przypadki, że sędziowie, nie tylko prezesi i dyrektorzy, utrudniali urzędnikom wyjazd do stolicy.

Co jest największym problemem zwykłych pracowników sądownictwa?
– Przede wszystkim niskie wynagrodzenia. Pracownicy obsługi zarabiają w granicach 1,2-1,3 tys. zł na rękę. Pracownicy administracji niewiele ponad 1,5 tys. zł. Pensja zasadnicza wielu osób jest niższa od płacy minimalnej. Część pracowników dopiero po doliczeniu dodatku za wysługę lat zarabia 1,6 tys. zł brutto. Wiele osób zatrudnionych jest za pośrednictwem Agencji Pracy Tymczasowej.

Ostatni protest w stolicy, to była tylko jedna z wielu akcji, jakie udało wam się przeprowadzić. Wasze działania zaczynają już przynosić efekty…
– Cały czas prowadzimy rozmowy z przedstawicielami Ministerstwa Sprawiedliwości, ale ciągle zmienia się szef resortu i każdemu od nowa musimy tłumaczyć naszą sytuację, mówić o niskich wynagrodzeniach urzędników sądowych, dysproporcjach płacowych i łamaniu prawa pracy w wielu placówkach.

Planujecie kolejne akcje protestacyjne?
– Niedawno otrzymaliśmy pismo podpisane przez nowego szefa resortu Marka Biernackiego, informujące o tym, że nasze wynagrodzenia pozostaną zamrożone do 2016 roku. Dlatego już w listopadzie rozpoczniemy wysyłanie pasków wynagrodzeń do pana ministra. Drugą fazą protestu będzie najprawdopodobniej składanie pozwów zbiorowych przeciwko naszemu głównemu pracodawcy, czyli ministrowi sprawiedliwości.

Jak oceniasz reformy byłego szefa resortu, Jarosława Gowina?
– Deregulację zawodu urzędnika sądowego – pozytywnie. Od trzech lat zabiegaliśmy o to, by pracownicy z długim stażem, którzy do 2017 roku nie ukończą wyższych studiów pierwszego stopnia, nie byli zwalniani. Natomiast jeśli chodzi o reorganizację sądów, to udało nam się ograniczyć liczbę likwidowanych placówek ze 102 na 79. Uważam jednak, że ta reorganizacja nie była potrzebna. Zmiana pieczątek, szyldów i dokumentów kosztowała mnóstwo pieniędzy, a obywatele nie mają poczucia, że sądy działają sprawniej i lepiej. Dodatkowo te zmiany w wielu przypadkach bardzo negatywnie wpłynęły na zwykłych pracowników, którzy niejednokrotnie musieli się zwolnić, bo nie byli w stanie dojeżdżać 80 km do pracy, w związku z przeniesieniem do sądu w innej miejscowości.

Z Edytą Odyjas, przewodniczącą Solidarności pracowników sądownictwa rozmawiała Agnieszka Konieczny

Dodaj komentarz