Solidar Śląsko Dąbrow

W Jastrzębiu spełni się nasze marzenie

Blues to tęsknota za wolnością?

Blues ma czarne korzenie i ta muzyka afroamerykańskich niewolników narodziła się m.in. z tęsknoty za wolnością. Bo wolność jest wszystkim. Należy ją wciąż pielęgnować i przypominać, jaka jest ważna. Uważam, że wolność powinna być dana ludziom raz na zawsze.

Zespół The Blues Experience pojawił się na rynku muzycznym w 2009 roku, gdy solidarnościowy zryw 1980 roku był już odległą historią. Pamiętasz tamten Sierpień?

Miałem wtedy 12 lat, ale doskonale pamiętam podpisanie Porozumień Gdańskich. To był bardzo ciepły dzień. Wraz z mamą i jej znajomymi oglądałem telewizyjną relację ze stoczni. Pamiętam wystąpienie Lecha Wąłesy i jego słynny, wielki długopis, którym podpisywał porozumienia. Pamiętam też ogromne ciśnienie, towarzyszące tamtym wydarzeniom. Potem była wielka ulga.

Przesłaniem waszego zespołu jest granie bluesa „ku uciesze własnej i gawiedzi”. Czy brzmiałoby ono podobnie, gdyby przyszło Wam tworzyć na początku lat 80.?

Sądzę, że wtedy nasze przesłanie byłoby identyczne. Dla nas najważniejsze jest, by cieszyć się tym, co robimy i żeby wraz z nami cieszyli się ludzie. Podobnie było, gdy w latach 80. grałem jeszcze w szkolnych zespołach. Pamiętam, jak jechaliśmy autobusem na koncert do Jastrzębia. Potem dwie godziny brnęliśmy w śniegu do Jastrzębia-Bzia ze wszystkimi gratami na plecach. Wtedy nie mieliśmy pojęcia o graniu, to była kompletna amatorka, ale grając czuliśmy się wolni. A najprościej grało się utwory punkowe i rockowe, bo wszyscy je znali. W tamtych czasach wolnością był też festiwal rockowy w Jarocinie. Pojechałem tam w 1984 roku. Mamie powiedziałem, że jadę do babci. O tym, że byłem w Jarocinie dowiedziała się w grudniu ubiegłego roku. Pomimo upływu tylu lat był lekki foch.

Czy The Blues Experience powstał na bazie zespołów, w których wcześniej grałeś? Jak zadebiutowaliście?

W domu kultury w Rybniku, gdzie odbywały się nasze próby, grali z nami różni ludzie. Ale w końcu wykrystalizował się skład zespołu. Graliśmy bez napinania się. W końcu udało nam się zrobić kilka własnych utworów, które wysłaliśmy na eliminacje do pierwszej edycji ogólnopolskiego Kozz All Music Festiwal w Kędzierzynie Koźlu. Tam zdobyliśmy główną nagrodę i możliwość realizacji nagrań w studiu. My, kompletni amatorzy, ale z ogromnym sercem do grania i ciekawą wokalistką, wygraliśmy z bardzo dużą, profesjonalną konkurencją. We wrześniu 2011 roku ukazał się nasz debiutancki album pt. Hold On Time. Udało nam się dotrzeć do redaktora Andrzeja Matysika z katowickiego Radia eM. On w swojej cyklicznej audycji „Godzina blues eM pisana” zaprezentował nasz utwór. W czerwcu, ku naszemu zaskoczeniu, mieliśmy debiut w radiowej Trójce, w audycji Piotra Barona „3 wymiary gitary”. Koleżanka przysłała mi krótkiego sms: włącz Trójkę! Poczułem się tak, jakbym Pana Boga złapał za nogi.

Wspomniałeś o interesującej wokalistce…

Ania jest twarzą, głosem zespołu i autorką bardzo osobistych tekstów. Ma charakterystyczną, rozpoznawalną niską barwę głosu. Na scenie czasem chowa swoje długie włosy pod kapeluszem. Mimo że jest bardzo kobieca, zdarza się, że wśród publiczności pojawiają się wątpliwości: to jest baba, czy facet? Z daleka rzeczywiście można się pomylić. Ania jest najmłodsza w zespole, ma dopiero 25 lat, a średnia wieku w naszej grupie to 43,5.

Wasze muzyczne plany?

Zakwalifikowaliśmy się na Rawę Blues i to jest ogromny powód do dumy. Ale wielkim wydarzeniem będzie dla nas koncert 8 września w Jastrzębiu z okazji 32 urodzin Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności. To będzie dla nas wielki zaszczyt, ze względu na charakter i prestiż tej imprezy. Traktujemy ją wyjątkowo, tak ze względu na rocznicę podpisania Porozumienia Jastrzębskiego, jak i na doborowe towarzystwo, które wystąpi podczas koncertu. To właśnie w Jastrzębiu Zdroju oraz na Rawie Blues spełni się nasze największe marzenie. Zagramy przed zespołem Dżem. Dla nas to ikona bluesa, przed którą należy się pochylać. Na Rawie Robert Cray i Irek Dudek, jako gwiazdy. Czego więcej trzeba?

Miło byłoby, gdyby po Waszym koncercie, któryś z bluesmanów z Dżemu poklepał Cię po ramieniu i powiedział: Stary, fajnie gracie?

Wtedy można byłoby już umrzeć i nic więcej. Ale nie jest to nasze oczekiwanie. Jeśli spodobamy się zawodowcom z tak wysokiej półki, to będzie super.

Czy to, co do tej pory udało się Wam osiągnąć, byłoby możliwe w czasach komuny?

Zdecydowanie nie. Wtedy nie było nawet forum do zaistnienia. Dwa programy w telewizji i cztery programy radiowe. Brak dostępu do dobrego sprzętu. Ciężko byłoby zrobić coś fajnego, a potem to sprzedać. Teraz mamy wiele studiów nagrań, w których każdy może nagrać piosenkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.