Solidar Śląsko Dąbrow

W Brukseli siedzi deputowany, nic tam nie robi przez rok cały

W Parlamencie Europejskim zasiada sześcioro europarlamentarzystów z województwa śląskiego: Jerzy Buzek (PO), Adam Gierek (SLD-UP), Małgorzata Handzlik (PO), Bogdan Marcinkiewicz (PO), Marek Migalski (Polska Razem) oraz Jan Olbrycht (PO). O wybór na kolejną kadencję ubiegają się wszyscy, poza Małgorzatą Handzlik.

Wyborcy nie mają zbyt wielu okazji do zweryfikowania rzeczywistej aktywności eurodeputowanych. Wyniki prac Parlamentu Europejskiego bardzo rzadko przebijają się do krajowej opinii publicznej, a europosłowie, gdy już wypowiadają się w mediach, zazwyczaj skupiają się na komentowaniu bieżących wydarzeń politycznych nad Wisłą, a nie na swoich obowiązkach w Brukseli.

Oblany test europosłów
Swoistym testem dla europarlamentarzystów była inicjatywa Solidarności sprzed ponad dwóch miesięcy. 11 marca przewodniczący śląsko-dąbrowskiej „S” Dominik Kolorz i przewodniczący Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ Solidarność Kazimierz Grajcarek zaapelowali do wszystkich polskich europarlamentarzystów o podjęcie działań mających na celu odrzucenie tzw. drugiego pakietu klimatyczno-energetycznego. Drugi pakiet, zakładający m.in. propozycję redukcji emisji CO2 o 40 proc. do 2030 roku, ma absolutnie kluczowe znaczenie dla Polski, a szczególnie dla naszego uprzemysłowionego regionu. Wejście w życie jego zapisów to utrata konkurencyjności polskiej gospodarki, likwidacja setek tysięcy miejsc pracy, znacznie wyższe rachunki za energię dla polskich rodzin oraz ucieczka przemysłu do krajów, gdzie unijna polityka klimatyczna nie obowiązuje. Pakiet to bezsprzecznie jedna z najważniejszych spraw rozgrywających się obecnie w Brukseli. Jaka była odpowiedź europarlamentarzystów ze Śląska na apel w tej arcyważnej kwestii? Niestety w zdecydowanej większości przypadków nie było żadnej odpowiedzi. Spośród europosłów z województwa śląskiego, którzy 25 maja ponownie będą się ubiegać o nasze głosy, na pismo liderów Solidarności pozytywnie zareagował jedynie Adam Gierek. Pozostali kompletnie zignorowali sprawę.

Przedwyborczy obrońcy węgla
Znamienne, że znaczna część z nich kreuje się często na zagorzałych przeciwników unijnej polityki klimatycznej i obrońców śląskiego przemysłu, a szczególnie górnictwa. Słynie z tego np. „jedynka” na liście Platformy Obywatelskiej Jerzy Buzek. Warto przypomnieć, że to właśnie jego rząd zamykał kopalnie pod koniec lat 90-tych. W późniejszych czasach były szef Parlamentu Europejskiego niejednokrotnie z entuzjazmem wypowiadał się na temat unijnej polityki klimatyczno-energetycznej, używając np. stwierdzeń, że pakiet klimatyczny jest szansą na modernizację polskiej energetyki.

Obrońcą węgla stała się również ostatnio inna wyborcza jedynka, europoseł Marek Migalski. Lider śląskiej listy Polski Razem apel Solidarności zignorował, co nie przeszkodziło mu w zorganizowaniu kilka tygodni później konferencji prasowej na temat energetyki. W jej trakcie, trzymając w ręku bryłkę węgla, eurodeputowany opowiadał, jak ważna dla Śląska i dla całego kraju jest przyszłość branży wydobywczej. Miejmy nadzieję, iż fakt, że Migalski swoją konferencję zorganizował 1 kwietnia był tylko niefortunnym zbiegiem okoliczności.

Tybet i Sahara Zachodnia
Europoseł Marek Migalski, dla którego partia Jarosława Gowina jest już trzecim ugrupowaniem politycznym w obecnej kadencji, był jak dotychczas współsygnatariuszem 103 projektów rezolucji Parlamentu Europejskiego. Na pierwszy rzut oka wynik godny pochwały. Próżno jednak szukać pośród tych projektów dokumentów o tematyce dotyczącej spraw ważnych dla polskiego społeczeństwa i polskiej gospodarki. Znaczna część tych rezolucji dotyczy sytuacji na Ukrainie i Białorusi. Inne poruszają kwestię wolności obywatelskich w Rosji, praw kobiet w Afganistanie, praw człowieka w Tybecie czy sytuacji w Zachodniej Saharze. Słowo „Polska” pojawia się tylko w jednym tytule projektu rezolucji. Chodzi o dokument z 2010 roku zatytułowany „Wspólny projekt rezolucji w sprawie powodzi w krajach Europy Środkowej, a w szczególności w Polsce, w Republice Czeskiej, na Słowacji i na Węgrzech”. To tyle, więcej o Polsce, ani o Śląsku nie ma.

Wśród współsygnatariuszy tego projektu rezolucji był również Jerzy Buzek. Były premier w ciągu ostatnich 5 lat zasiadania w PE podpisał się również pod 8 projektami rezolucji w sprawie sytuacji na Ukrainie, 4 dotyczącymi nacisków Rosji na kraje Partnerstwa Wschodniego i 2 dotyczącymi sytuacji w Egipcie. Łącznie daje to 15 projektów, czyli średnio 3 projekty rezolucji rocznie. W przypadku ostatniej już wyborczej „jedynki” z naszego regionu ubiegającej się o reelekcję – Adama Gierka rachunek jest jeszcze prostszy. Przez całą kadencję polityk SLD-UP nie był współsygnatariuszem ani jednego projektu rezolucji. Może doszedł do wniosku, że te rezolucje są nic niewartymi świstkami papieru?

Lojalni wobec kogo?
Oczywiście liczba opracowanych projektów rezolucji nie jest jedynym miarodajnym wyznacznikiem poziomu aktywności europarlamentarzystów. Pozwala jednak choć trochę przybliżyć, czym i z jakim natężeniem zajmują się nasi wybrańcy w Brukseli, którzy uśmiechając się do nas z billboardów zapewniają, że jadą tam reprezentować nasze interesy.

Wszystkich trzech opisanych wyżej polityków łączy jeszcze jedna cecha. W dobiegającej końca kadencji w ok. 90 proc. przypadków głosowali tak, jak ich frakcja w Parlamencie Europejskim. Czy podobną lojalnością wykazali się wobec swoich wyborców? Każdy z nas może sam odpowiedzieć na to pytanie, wrzucając karteczkę do urny 25 maja.

Łukasz Karczmarzyk

 

Dodaj komentarz