Solidar Śląsko Dąbrow

Umowy śmieciowe wymknęły się spod kontroli

Z prof. Juliuszem Gardawskim, kierownikiem Katedry Socjologii Ekonomicznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie rozmawia Agnieszka Konieczny.

Solidarność zwróciła się do Międzynarodowej Organizacji Pracy z zapytaniem, czy regulacje uniemożliwiające przystępowanie do związków zawodowych osobom zatrudnionych na umowach cywilno-prawnych są dyskryminacją. To dobry kierunek?
– Sytuacja z umowami śmieciowymi wymknęła się spod kontroli, zarówno strony rządowej, jak i części pracodawców. Rosnąca część polskiego świata pracy praktycznie pozbawiona jest możliwości ochrony ze strony organizacji reprezentujących zbiorowy interes. Coraz więcej Polaków pracuje na kontraktach utrudniających funkcjonowanie i korzystanie z podstawowych zdobyczy cywilizacyjnych. Ludzie zatrudnieni na umowach śmieciowych mają duże problemy z wzięciem długookresowych kredytów w banku, nie mówiąc już o zabezpieczeniu emerytalnym. Ta sytuacja stała się nagle bardzo poważnym wyzwaniem dla wszystkich stron stosunków pracy, w tym dla rządu, zwłaszcza w kontekście obciążeń systemu emerytalnego czy polityki społecznej. Z punktu widzenia nowoczesnego rynku pracownik pozbawiony elementarnych praw jest pracownikiem łatwo wymienialnym. Jeżeli mamy budować gospodarkę opartą na wiedzy i innowacyjny przemysł, to będą nam potrzebni pracownicy, którzy mają ochronę związkową i poczucie podmiotowości. Oczywiście także obecnie pracownicy o dużej wiedzy, o dużym „kapitale ludzkim” nie są zatrudniani w trybie „śmieciowym”. Jeśli jednak praktyka zatrudniania na tego typu umowy stanie się normą, to trudno sobie wyobrazić młodych ludzi masowo podnoszących kwalifikacje, inwestujących w swoją przyszłość. Koło się więc zamknie: Polska zacznie stawać się krajem drugorzędnej produkcji, łatwo przenoszonej do innych, tańszych krajów z wszystkimi tego konsekwencjami. Z umowami śmieciowymi coś należy zrobić i to, że związki zawodowe apelują o szukanie rozwiązań jest postępowaniem zdecydowanie słusznym. Jednak zanim MOP odpowie na to zapytanie minie sporo czasu. Dlatego bardzo ważne jest rozpoczęcie debaty na temat umów śmieciowych w ramach instytucji, które w Polsce istnieją: Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych czy Wojewódzkich Komisji Dialogu Społecznego.

Podobnie jak NSZZ Solidarność jest Pan tegorocznym laureatem nagrody imienia Andrzeja Bączkowskiego. Czy Pana zdaniem dialog społeczny jest w Polsce skuteczny?

– Dialog społeczny wymaga pewnej równowagi sił w ramach stosunków pracy. Tymczasem we wszystkich krajach Europy Środkowej i Wschodniej, a także w dużej części państw zachodnioeuropejskich związki zawodowe i świat pracy zostały osłabione w wyniku złożonego procesu globalizacji, wzrostu konkurencji międzynarodowej, przekształceń technologicznych itd. We wszystkich krajach została też osłabiona możliwość mobilizacji klasy pracowniczej. Mówiąc jednak o stanie dialogu społecznego i partnerstwa w naszym kraju, zaryzykowałbym stwierdzenie, że są kraje w których z funkcjonowaniem dialogu społecznego jest jeszcze gorzej. Znajdujemy się gdzieś w środku skali. Doświadczenie europejskie pokazuje, że kompletne ignorowanie strony społecznej przynosi bardzo negatywne efekty. Z partnerami społecznymi trzeba poważnie negocjować, a z drugiej strony partnerzy ci muszą być bardzo dobrze profesjonalnie przygotowani. Nasi partnerzy nie są źle przygotowani. W niektórych dziedzinach, np. w zakresie polityki społecznej eksperci związkowi są lepiej przygotowani niż eksperci strony pracodawców, są kompetentnym parterem. Niestety, zarówno strona związkowa jak strona pracodawców są ciągle nadmiernie podzielone.

Zapytałam o funkcjonowanie dialogu, bo niedawno zarząd Arcelor Mittal Poland rozpoczął wygaszanie wielkiego pieca w dąbrowskim oddziale firmy, po czym  żaden z przedstawicieli spółki nie pojawił się na pierwszym posiedzeniu WKDS zwołanym w tej sprawie z inicjatywy przewodniczącego Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności. Zdaniem związkowców do końca przyszłego roku pracę może stracić nawet 3 tys. pracowników koncernu. Takie postępowanie nie mieści się w kanonie dialogu…

– Jest naganne pod każdym względem. Pokazuje, że z dialogiem społecznym nie jest najlepiej, skoro może być do tego stopnia lekceważony. Taki lekceważący stosunek do dialogu pojawia się też w innych krajach i wymaga wspólnych nacisków europejskiego świata pracy. Nie chcę przez to powiedzieć, że decyzje rynkowe, ekonomiczne ponadnarodowych korporacji powinny być ograniczane, muszą jednak być racjonalnie uzasadniane, poddawane procesowi konsultacji i odbywać się w ramach otwartego dialogu społecznego.

Jeden z ostatnich sondaży opublikowanych przez CBOS pokazał wzrost zaufania Polaków do Solidarności. Jak postrzega Pan rolę związków zawodowych w obliczu takich zmian jak globalizacja, powrót do liberalizmu, czy fordyzmu?

– To jest największe wyzwanie jakie można postawić przed organizacjami związkowymi. Niełatwo jest chronić świat pracy w czasach trudnych, kiedy mamy do czynienia z drugą stroną stosunków pracy, która sama stąpa po grząskim gruncie. W tej chwili możliwość mobilizacji świata pracy do akcji czynnych jest bardzo mała, a z drugiej strony poparcie społeczne to kapitał, z którego trzeba mądrze korzystać. Bardzo podobały mi się happeningowe manifestacje robione ostatnio przez Solidarność. One nie wnosiły dodatkowego poczucia zagrożenia, a jednocześnie wskazywały, że strona związkowa jednak jest w stanie gromadzić masowych zwolenników.

W jaki sposób organizacje związkowe powinny sobie radzić z tymi problemami?

– Uważam, że nadszedł czas debaty liderów związkowych. Kierownictwa z branż, w których poszczególne związki są silne, nie tylko reprezentatywne, jak Solidarność, OPZZ i Forum, lecz także niereprezentatywne w skali kraju lecz mocno osadzone w danych branżach, powinny tworzyć autonomiczne platformy w oparciu o własnych ekspertów, prawników i korzystając z międzynarodowych doświadczeń szukać rozwiązań optymalnie przyjaznych dla pracowników. Oczekiwania na takie rozwiązania były widoczne w odpowiedziach dawanych w naszych badaniach. Na pytanie kierowane do pracowników: Kto się ma o ciebie troszczyć, poszczególny związek czy wszystkie związki razem, najczęściej padała odpowiedź, że wszystkie związki razem, mimo głębokich podziałów między organizacjami, o których wszyscy wiedzą. Nie mówimy teraz o historii i ideologii, ani o tym, co identyfikuje Solidarność zwłaszcza w zestawieniu z OPZZ, ale o gospodarce i pracownikach. To jest ten czas.
 

Dodaj komentarz