Solidar Śląsko Dąbrow

To oni zdobyli złote medale

Lubię sport. Lubię oglądać programy sportowe. Do niedawna było tak, że normalny człowiek oglądając programy sportowe chronił swój umysł przed zalewem propagandy sączącej się z większości polskich kanałów telewizyjnych. Kibicując szczypiornistom, futbolistom, siatkarzom, narciarzom, łyżwiarzom, lekkoatletom, odpoczywałem od tego wszechogarniającego syfu. Odpoczywałem od tego obrzydliwego politycznego piaru, lokowania partyjnego produktu. Były prawdziwe emocje, prawdziwi ludzi, prawdziwa radość po zwycięstwie, prawdziwy smutek po porażce. Zgrzyty typu kamera nachalnie pokazująca polityka na trybunach były incydentalne. Do niedawna. 
 
W sobotę tę apolityczną enklawę najechał Donald Tusk i jego dworzanie. Ukradli mi radość, zepsuli zabawę. Transmisja wspaniałego wydarzenia sportowego została zamieniona w Tusk show. Medaliści zeszli na dalszy plan. Jeszcze gorzej wyglądało to w Wiadomościach (d. Dziennik Telewizyjny). Gdyby ktoś niezorientowany spędzał ten wieczór z telewizją publiczną mógłby dojść do wniosku, że to nie Kamil Stoch czy Zbigniew Bródka zdobyli medale olimpijskie, ale niejaki Donald Tusk. A nawet jeśli nie on jest medalistą, to z pewnością najważniejszym współtwórcą tych sukcesów, ewentualnie trenerem obu sportowców i legendarnym polskim olimpijczykiem w jednym. 
 
Paradoksalnie ta ordynarna telewizyjna manipulacja może jej pomysłodawcom przynieść sukces. Ludzie oglądający sport w telewizji od święta, albo w ogóle nie interesujący się sportem mogli uwierzyć, że te medale to zasługa Tuska. Wszak to za jego kadencji zbudowano Orliki, na których uczył się skakać Kamil i sunąć na łyżwach Bródka, czyż nie? 
 
Wobec ordynarnego chamstwa i bezczelności zwykły człowiek czuje się bezradny. Choć czuje, że jak w słynnym skeczu Kabaretu Dudek, „chamstwu w życiu należy przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom”, to jednak ręce opadają. Spróbuję przeciwstawić się tak, jak potrafię. Otóż to nie Donald Tusk, ale Kamil Stoch i Zbigniew Bródka zdobyli złote medale. To oni własną, ciężką pracą to osiągnęli. Pomagali im rodzice kosztem wielu wyrzeczeń. To oni są prawdziwymi współtwórcami ich sukcesów. Sukcesy obu olimpijczyków to również efekt wieloletniej pracy ich trenerów, nauczycieli, mentorów. Ani Tusk, ani partia rządząca nie ma z tymi medalami nic wspólnego. Obecne sukcesy polskich skoków to efekt fenomenu Adama Małysza i pielęgnowanej od lat w tej górzystej części Polski niszowej, było nie było, dyscypliny. A sukces polskich panczenistów został osiągnięty niejako wbrew podejściu do tej dyscypliny polskich decydentów od sportu. Został osiągnięty przez strażaka z Łowicza, który musiał walczyć z problemami, z jakimi jego konkurenci w ogóle się nie stykają. Osiągnął sukces m.in. dzięki kolegom z pracy, dzięki tej koleżeńskiej solidarności. Został złotym medalistą w łyżwiarstwie szybkim, mimo że w jego rodzinnym kraju nie ma ani jednego krytego toru do uprawiania tej dyscypliny. 
 
Ze Zbigniewem Bródką i Kamilem Stochem jest tak, jak z każdym z nas. Jeśli osiągamy sukcesy, to nie dzięki jakiemuś długo rządzącemu premierowi, lecz raczej wbrew niemu, na przekór, mimo kłód, które nam rządzący rzucają pod nogi. Osiągamy sukcesy dzięki ciężkiej pracy, dzięki rodzinie, przyjaciołom i nauczycielom. Dzięki wartościom, z którymi ten rząd, zdaje się, nie ma nic wspólnego. 
 
Erwin Kotowski

Dodaj komentarz