Solidar Śląsko Dąbrow

To historia prawdziwych ludzi

17 grudnia w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach będzie można usłyszeć kultowe utwory z lat 80-tych ubiegłego wieku. Zabrzmią one jednak zupełnie inaczej…
– Nie mogą zabrzmieć tak samo. Wszyscy bardzo dobrze znamy pierwowzory, oryginalne wykonania tych utworów. Myślę, że nietaktem byłoby je dokładnie naśladować. To będą zupełnie nowe aranżacje. Na scenie 17 grudnia solistom prezentującym różne gatunki i style muzyczne będzie towarzyszył siedmioosobowy zespół Y-band. To będzie rockowo-balladowy koncert. 
 
Oprócz pieśni takich jak m.in. „Mury” Jacka Kaczmarskiego czy „Sen o Victorii” Dżemu zagracie np. piosenkę „Więzienne Tango” napisaną w stanie wojennym w obozie internowania przez osadzonych tam opozycjonistów. Chyba nie łatwo zmierzyć się z takim tekstem?
– Na pewno nie jest to zadanie łatwe. To nie są teksty rozrywkowe, to nie są piosenki o miłości czy innych prozaicznych rzeczach, które gra się podczas typowego koncertu. To są teksty zawierające opowieść o prawdziwych, dramatycznych wydarzeniach z najnowszej historii naszego kraju. Trzeba na nie spojrzeć w zupełnie inny sposób. 
 
Będzie też wiersz Tomasza Jastruna „Górnicy” napisany bezpośrednio po masakrze na kopalni Wujek. Łatwo będzie oddać te emocje na scenie po 35 latach?
– Za każdym razem, kiedy pojawia się śmierć, gdy nie śpiewa się o fikcyjnych postaciach,
tylko o ludziach, którzy zginęli naprawdę, pozostawiając ślad w historii, nie jest łatwo mówić
o tym w sposób lżejszy, przekazać to na estradzie. To zawsze jest wyzwanie. Praca nad takim materiałem jest wielokrotnie trudniejsza, bo dotyczy realnych, prawdziwych spraw. 
 
W 1981 roku był Pan już dorosłym człowiekiem, zawodowym muzykiem. 17 grudnia na scenie w Katowicach pojawią się też młodzi artyści, których 35 lat temu nie było na świecie lub byli wówczas małymi dziećmi. Jak oni czują tamte wydarzenia?
– Jedną z piosenek, które pojawią się scenie jest utwór „Nie gniewaj się na mnie Polsko” grupy Sztywny pal Azji. Ta piosenka opowiada historię człowieka, który urodził się już po stanie wojennym i nie zdążył się „załapać” na tę historię. Przeprasza, że go wówczas nie było,
że się spóźnił. Podobnie jest z tymi młodymi artystami. Oni tę historię przeżywają na swój sposób, opowiadają ją swoją muzyką, swoją ekspresją i przekazem. 
 
Pięć lat temu był pan współtwórcą koncertu pod kopalnią Wujek zorganizowanego w 30. rocznicę pacyfikacji. Da się jakoś porównać te dwa koncerty?
– Minęło kolejne 5 lat. Będzie więcej artystów, inne teksty. Natomiast samo sedno, rdzeń pozostaje taki sam. Tych 9 chłopaków naprawdę wtedy zginęło i to jest element, który pozostaje taki sam, którego zmienić nie można. To jest cały czas kluczem tej opowieści. Przychodzą nowe pokolenia grające inną muzykę, ale opowieść jest cały czas ta sama. Ona
za każdym razem zmusza człowieka do refleksji i za każdym razem wywołuje silne emocje. 
 
Właśnie o tym będzie koncert 17 grudnia?
– Za plecami artystów będzie ustawiony olbrzymi ekran, na którym będą wyświetlane filmy specjalnie przygotowane na ten koncert. Przez muzykę przebijać się będą fragmenty archiwalnych nagrań zarejestrowanych podczas wydarzeń sprzed 35 lat. To wszystko będzie tworzyło jedną, spójną całość, multimedialne widowisko. Ale to nie będzie akademia wspominkowa. To będzie bardzo ostre wydarzenie, które ma wywołać refleksję i przypomnieć, że to co stało się 35 lat temu nie było fabularnym filmem czy bajką. To jest fragment historii prawdziwych ludzi, którzy poświęcili swoje życie, abyśmy naprawdę we własnym kraju byli wolni.
 
Z Januszem „Yaniną” Iwańskim, kierownikiem muzycznym i aranżerem koncertu „Pamiętamy” rozmawiał Łukasz Karczmarzyk
 
źródło foto:pixabay.com/CC0
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *