Solidar Śląsko Dąbrow

Szanse Polaków na własne lokum

Według najnowszego raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera, w ubiegłym miesiącu w Katowicach za metr kwadratowy mieszkania pochodzącego z rynku wtórnego trzeba było zapłacić średnio 3910 zł. To astronomiczna kwota, ale i tak niewygórowana. Taniej było tylko w Łodzi, gdzie metr kwadratowy kosztował 3740 zł.

W pozostałych dużych miastach ceny metra kwadratowego wahały się od 4180 zł w Opolu do 9100 zł w Sopocie. We Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Gdyni m kw przekroczył 5000 zł, w stolicy 7500 zł. – Sytuacja na rynku mieszkaniowym stała się trudniejsza niż kilka czy kilkanaście lat temu. Ceny mieszkań są niewspółmierne do zarobków – ocenia dr Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista z Politechniki Radomskiej oraz europarlamentarzysta PiS. Jeszcze dekadę temu za przeciętną pensję można było kupić 1,4 mkw mieszkania, dzisiaj o połowę mniej. Rodzina, w której oboje małżonków zarabia po 2 tys. zł na rękę, na własne cztery kąty o powierzchni 50 m2 w Katowicach musi odkładać przez 20 lat. Wyliczenie to dotyczy rodziny, która wynajmuje mieszkanie i może sobie pozwolić na systematyczne odkładanie ok. 20 proc. zarobków.

Klapa za klapą
Dostęp do mieszkań miały ułatwić Polakom dwa rządowe programy, które okazały się kompletną porażką. Zamiast służyć ludziom, nabijają i tak już pełne kieszenie deweloperów. Pierwszy z nich, program „Mieszkanie dla Młodych” został uruchomiony w 2014 roku i jest adresowany do ludzi, którzy nie przekroczyli 35. roku życia. Mieszkanie, które można kupić dzięki temu programowi, musi pochodzić z rynku pierwotnego, czyli od deweloperów. Takich lokali jest niewiele, stanowią ok. 10 proc. rynku i przeważnie są droższe od tych pochodzących z drugiej ręki. – Program „Mieszkanie dla Młodych” zakończył się skandalem, został skrytykowany przez Najwyższą Izbę Kontroli i Narodowy Bank Polski. Miał wspierać rodziny z dziećmi, a skorzystały z niego bezdzietne małżeństwa i single – dodaje dr Kuźmiuk. Podkreśla, że MdM zastąpił program „Rodzina na Swoim”. – Ten projekt też można było krytykować, ale skorzystało z niego blisko 200 tys. rodzin – dodaje dr Kuźmiuk.

Kompromitacją koalicji rządzącej okazał się też uruchomiony w styczniu tego roku projekt o nazwie „Fundusz na Wynajem”. Pierwszym miastem, w którym program zaczął działać, był Poznań. Już na początku roku w ofercie pojawiło się 49 mieszkań, ale ceny ich wynajmu rozczarowały wielu chętnych, ponieważ okazały się zbliżone do rynkowych. Za wynajęcie na okres od 6 do 23 miesięcy lokum o powierzchni 23 m kw trzeba było zapłacić 860 zł plus media, za mieszkanie o powierzchni 71 m kw – 2480 zł plus media.

Starań o własne „M” nie ułatwiła też zmiana zasad przyznawania kredytów hipotecznych, która weszła w życie na początku tego roku. Od stycznia warunkiem uzyskania hipoteki jest posiadanie wkładu własnego w wysokości 10 proc. wartości mieszkania. W efekcie w pierwszym kwartale tego roku sprzedaż kredytów hipotecznych spadła o 5 proc.

Tanie budownictwo
Dla tych, których nie stać na własne mieszkanie, alternatywą mogły być mieszkania komunalne, ale kolejki oczekujących na takie lokum są ogromne, w niektórych miastach trzeba czekać nawet kilkanaście lat. Jedną z osób, które w takiej kolejce musiały się ustawić, jest pani Ania, fryzjerka zatrudniona na trzy czwarte etatu. Razem z mężem zarabiają niespełna 2,3 tys. zł, wychowują dwoje dzieci. – Wynajmujemy niewielką kawalerkę od znajomych, na nic innego nas nie stać. Na mieszkanie komunalne na razie nie mamy szans, a na własne nigdy nie uzbieramy – mówi.

Zdaniem Zbigniewa Kuźmiuka jedynym sposobem jest uruchomienie taniego budownictwa na gruntach samorządowych lub należących do Agencji Nieruchomości Rolnych. – Ludzie mogliby te mieszkanie wynajmować przez 20, 25 lat i powoli stawać się ich właścicielami. Są takie koncepcje, są też przedsiębiorcy, którzy chcieliby takie projekty realizować, tylko musi się nimi zainteresować państwo – mówi dr Zbigniew Kuźmiuk.

Agnieszka Konieczny

 

Dodaj komentarz