Solidar Śląsko Dąbrow

Równy dostęp do opieki zdrowotnej w praktyce

Wiem, że po tym, jak przez lata różni politykierzy wycierali sobie gębę słowem Konstytucja (bo przecież nie cytowali jej zawartości), wielu z nas alergicznie reaguje na argument, że coś jest konstytucyjne lub też konstytucyjne nie jest. Niemniej ta Konstytucja jest i zawiera zapisy, które wskazują, jakie ma prawa obywatel naszej Ojczyzny. Każdy obywatel, a nie tylko taki z naszego plemienia politycznego, czy, szerzej rzecz ujmując, z naszego elektoratu. Każdy.

Otóż art. 68 Konstytucji wskazuje, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia i że obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Proste? Tylko na pierwszy rzut oka. Obrońcy Konstytucji z Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi raczyli właśnie maluczkim przekazać, że jednak nie każdemu przysługuje to prawo. Uchwalili sobie i swoim poplecznikom, że ich zdaniem najsłabsi i najbiedniejsi, czyli tzw. przedsiębiorcy będą płacić niższą składkę zdrowotną niż pospólstwo zatrudnione na umowach o pracę. Pospólstwo, któremu wiadomo gdzie się poprzewracało od tzw. pisowskiego rozdawnictwa. Taki mają rządzące chłopaki i dziewczyny obraz świata i nic na to poradzisz. I tak realizują w praktyce art. 68 Konstytucji.

Żeby było jasne. Nie wszyscy w tej politycznej koalicji są aż tak głupi, tak cyniczni, czy też tak niezdolni do powiązania przyczyn ze skutkami i nieposiadajcy umiejętności przewidywania konsekwencji swojego postępowania. Na przykład pani minister zdrowia Izabela Leszczyna wyraźnie artykułowała, że nie może zagłosować za obniżeniem składki zdrowotnej, bo ma świadomość, iż NFZ tego nie udźwignie. Po czym zagłosowała wbrew swojej deklaracji, wbrew własnemu zdrowemu rozsądkowi, czyli za obniżeniem składki. Dlaczego? Partia jedna wie…

Przedstawiciele lewicy zwrócili uwagę, że rząd doprowadził do sytuacji, w której salowa zatrudniona na umowę o pracę w szpitalu i zarabiająca płacę minimalną będzie płacić wyższą składkę zdrowotną niż zarabiający 14 tysięcy informatyk, który prowadzi własną działalność gospodarczą. Przedstawiciele PiS podawali inny przykład. Prowadząca własną działalność fryzjerka zyska 100 zł na obniżonej składce zdrowotnej, a adwokat zarabiający przeszło 20 tys. zyska nawet 2 tys. zł. Ale przecież wszyscy będą mieli równy dostęp do publicznej służby zdrowia, czyż nie? Tylko pan informatyk, czy pan mecenas wyłożą na ten równy dostęp mniej, dzięki czemu będą mogli wspomóc np. budżety stomatologów, którzy biedują, bo pospólstwo twierdzi, że nie stać ich na dentystyczne usługi. Dobra, zagalopowałem się. Nie biedują, ale żyją nie tak komfortowo, jakby chcieli. Na szczęście dentyści na NFZ nie muszą już robić praktycznie nic poza usunięciem kamienia raz w roku czy protezą doszklankową przysługującą pacjentowi raz na 5 lat.

Nawiasem mówiąc, gdyby ten numer, który odwalił się w stomatologii, powtórzyć w innych specjalizacjach lekarskich, to jaskiniowi liberałowie pialiby z zachwytu. Wreszcie, k…, wolny rynek. Wreszcie rządzi tylko „piniondz”. Tylko czemu w placówkach finansowanych z publicznych pieniędzy na sprzęcie kupionym za publiczne środki? I czemu wszyscy składamy się na kształcenie lekarzy, którzy później tzw. przedsiębiorców będą leczyć taniej, a resztę za ciężkie pieniądze?

Jeden z Drugą;)