Solidar Śląsko Dąbrow

Przeszkolony nadal bezrobotny

Staże i szkolenia dla bezrobotnych nie pomagają w znalezieniu zatrudnienia. Resort pracy zawyża statystyki dotyczące skuteczności programów aktywizacji bezrobotnych. Setki milionów złotych przeznaczane co roku na ten cel to często pieniądze wyrzucone w błoto.

Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, dane podawane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej dotyczące efektywności programów aktywizacji bezrobotnych są przeszacowane nawet o jedną trzecią. Resort ujmuje w swoich statystykach wszystkie osoby, które zostały wykreślone z rejestru bezrobotnych i zakwalifikowane do udziału w jednym z projektów aktywizacyjnych. Bez względu na to, czy później znalazły pracę, czy wróciły do pośredniaka.

Bezużyteczne szkolenia i staże
Jak wskazuje raport NIK, w rzeczywistości po roku od ukończenia szkoleń dla bezrobotnych organizowanych przez Powiatowe Urzędy Pracy zatrudnienie posiada jedynie od 12 do 17 proc. uczestników tych kursów. – Łatwo jest wydawać środki, nie oglądając się na efekty. W praktyce często wygląda to tak, że firma szkoleniowa przychodzi do urzędu pracy, urząd podpisuje umowę i nie dba o to, jak będą prowadzone te szkolenia i czy ich profil jest dostosowany do potrzeb lokalnego rynku pracy – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Polityki Społecznej w Warszawie.

W ocenie kontrolerów NIK znacznie przeszacowana jest również efektywność staży, na które kierowani są bezrobotni. Po roku od ich ukończenia pracę ma zaledwie od 23 do 29 proc. stażystów. – Kontrola pokazała także naganną, choć niestety nagminną, praktykę nadużywania staży jako źródła darmowego wsparcia kadrowego. Wielu pracodawców organizowało we współpracy z urzędami nawet po kilkadziesiąt staży, przyjmując na nie nawet po kilkudziesięciu bezrobotnych. Po zakończeniu aktywizacji w tej formie nie zatrudniali najczęściej ani jednego bezrobotnego stażysty, bądź zatrudniali tylko pojedyncze osoby – podkreślono w komunikacie NIK.

Zmienić system kształcenia
Prof. Mieczysław Kabaj zaznacza, że pomimo wadliwej konstrukcji programów stażowych, są one często jedyną okazją do zdobycia przez młodych ludzi jakiegokolwiek doświadczenia zawodowego. – Programy stażowe można by ograniczyć lub nawet całkiem zlikwidować, ale najpierw należałoby przebudować system kształcenia zawodowego i wprowadzić kształcenie dualne. Model ten polega w uproszczeniu na tym, że uczeń czy student połowę czasu kształcenia spędza w sali wykładowej, a połowę na praktykach w przedsiębiorstwach. Przewaga konkurencyjna niemieckiego przedsiębiorcy nad polskim wynika m.in. z tego, że w Niemczech, gdzie obowiązuje kształcenie dualne, wdrożenie absolwenta do obowiązków w miejscu pracy trwa od 1 do 2 miesięcy. W Polsce wg danych OECD potrzeba na to nawet 2 lat – tłumaczy ekonomista.

Można szkolić z sensem
W tym roku na aktywne formy walki z bezrobociem resort zamierza przeznaczyć łącznie prawie 5,6 mld zł. Znaczną część tej kwoty pochłoną właśnie szkolenia dla bezrobotnych i programy stażowe, których skuteczność, jak wykazała NIK, jest bardzo mizerna.

Jak tłumaczy prof. Kabaj, środki te można by wydać znacznie bardziej efektywnie. – Po pierwsze szkolenia finansowane przez urzędy pracy powinny mieć charakter umów trójstronnych, których stronami byłyby osoby bezrobotne, urząd pracy i przedsiębiorcy. W takim modelu szkoli się bezrobotnych na potrzeby konkretnego zakładu pracy. Jak pokazały programy pilotażowe, przy wykorzystaniu tej metody pracę po ukończeniu szkolenia znajduje od 85 do 90 proc. bezrobotnych – wskazuje ekspert IPiPS. – Druga metoda to stały monitoring zawodów deficytowych i nadwyżkowych. Chodzi o to, aby szkolić bezrobotnych w tych zawodach, w których są na rynku oferty pracy, a nie w takich, gdzie jest 10 kandydatów na jedno miejsce. To oczywiście wymagałoby większego nakładu pracy od urzędników, ale efekty byłyby naprawdę znakomite – podkreśla prof. Kabaj.

Łukasz Karczmarzyk

 

Dodaj komentarz