Solidar Śląsko Dąbrow

Przemysł, głupcze

Kraje, które zachowały własny przemysł, lepiej radzą sobie w czasie kryzysu. Największe kłopoty mają dzisiaj te europejskie państwa, które uwierzyły w mit gospodarki opartej na usługach. W Polsce od 1989 roku zatrudnienie w przemyśle zmalało o 2 mln osób.

Według ubiegłorocznego badania Boston Consulting Group 20 proc. dużych amerykańskich firm przemysłowych jest w trakcie przenoszenia swoich zakładów produkcyjnych z powrotem do USA, bądź planuje taką operację w najbliższej przyszłości. Trend odbudowy rodzimego przemysłu trwa za oceanem już od kilku lat i wciąż przybiera na sile. Zmiana podejścia do przemysłu widoczna jest również w Unii Europejskiej zarówno w wypowiedziach najważniejszych polityków Wspólnoty, jak i na poziomie strategii gospodarczych poszczególnych krajów.

Strategia reindustrializacji UE
W październiku 2012 roku Komisja Europejska przyjęła strategię reindustrializacji Wspólnoty. Program zakłada zwiększenie udziału przemysłu w PKB Unii Europejskiej proc. do 20 proc. w 2020 roku. Przedstawiając strategię, komisarz UE ds. przemysłu Antonio Tajani podkreślał, że zwiększenie produkcji przemysłowej Unii jest sposobem na przezwyciężenie kryzysu. – Przemysł odgrywa kluczową rolę w Europie i potrzebujemy go, aby znaleźć rozwiązania dla wyzwań stojących przed naszym społeczeństwem, teraz i w przyszłości. Europa potrzebuje przemysłu, a przemysł potrzebuje Europy. Nie możemy nadal pozwalać, by przemysł przenosił się poza Europę. Nasze dane są jednoznaczne: europejski przemysł może być źródłem wzrostu i tworzyć miejsca pracy. Dlatego przyjęliśmy szczegółową strategię na rzecz reindustrializacji Europy – pisze na stronie Komisji Europejskiej komisarz Tajani.

Przemysł daje stabilność
Tezę, iż odbudowa przemysłu może stanowić skuteczną metodę przezwyciężenia spowolnienia gospodarczego, potwierdza również obserwacja gospodarek zachodnich państw UE w ostatnich latach. – Niemcy ze zrównoważoną gospodarką i silnym przemysłem rozwijanym w oparciu o solidne badania naukowe, dobrą kadrę techniczno-inżynieryjną, współpracę uczelni z przemysłem oraz konsekwentną rządową politykę przemysłową poradziły sobie w kryzysie znacznie lepiej niż np. Wielka Brytania z gospodarką skoncentrowaną wokół londyńskiego City. Gospodarka brytyjska, choć także bardzo konkurencyjna, jest znacznie bardziej podatna na wszelkiego rodzaju zawirowania giełdowe i inne tego typu tąpnięcia. Jeśli popatrzymy na pozostałe kraje europejskie, również okaże się, że kryzys największe szkody spowodował tam, gdzie przemysł jest słaby lub uległ zanikowi – mówi Paweł Szałamacha, były wiceminister Skarbu Państwa, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Utrata 2 mln miejsc pracy
W Polsce jeszcze do niedawna hasło gospodarski opartej na usługach traktowano jako niepodlegający dyskusji dogmat, a politykę przemysłową zdecydowanej większości ekip rządzących w ostatnim ćwierćwieczu streścić można za pomocą słynnych słów ministra Tadeusza Syryjczyka, który twierdził, że „najlepszą polityką przemysłową jest jej brak”. Skutki takiego myślenia były katastrofalne. W III RP zlikwidowano ponad jedną trzecią zakładów przemysłowych zbudowanych w PRL. W 1989 roku w przemyśle zatrudnionych było prawie 4,9 mln osób, w 2000 roku przedsiębiorstwa produkcyjne zatrudniały 3,2 mln pracowników, a w 2012 już tylko 2,9 mln. Jasne jest, że część PRL-owskich przedsiębiorstw nie miała szans, aby bez głębokiej restrukturyzacji przetrwać w warunkach wolnego rynku, to jednak nie tłumaczy gigantycznej skali spustoszenia w polskim przemyśle po 1989 roku.

Postrzeganie przemysłu wśród tzw. elit rządzących na szczęście ulega powolnej zmianie, a hasło reindustrializacji gospodarki przewija się coraz częściej w wypowiedziach najbardziej prominentnych polityków partii rządzącej. Jednak jak dotąd bardzo rzadko przekłada się to na konkretne działania i decyzje.

Rządzący nie rozumieją
W październiku 2012 roku premier Donald Tusk w tzw. drugim exposé zapowiedział utworzenie podmiotu o nazwie „Inwestycje Polskie”, który razem z Bankiem Gospodarstwa Krajowego miał budować wzrost polskiej gospodarki poprzez finansowanie kluczowych dla kraju projektów inwestycyjnych. Do 2014 roku spółka miała zostać wyposażona w 40 mld kapitału pochodzącego z prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Ministerstwo Skarbu Państwa zawiązało spółkę o nazwie Polskie Inwestycje Rozwojowe w grudniu 2012 roku. Powołano zarząd i 9-osobową radę nadzorczą.

Po ponad 1,5 roku działalności, PIR nie zrealizowała ani jednej inwestycji. Liczba projektów będących w trakcie realizacji lub choćby ostatecznie zatwierdzonych do realizacji również wynosi zero. – Rządzący w dalszym ciągu nie doceniają znaczenia przemysłu. W mojej ocenie wynika to z faktu, iż większość z nich dalej zakorzeniona jest mentalnie w tych prostych schematach z początku lat 90. Jeżeli nawet zapadają jakieś decyzje w stosunku do konkretnych branż czy przedsiębiorstw, to zazwyczaj dzieje się to w wyniku niesamowitej presji politycznej i społecznej. Bez przemysłu konkurencyjność naszego kraju będzie znacznie ograniczona. Chodzi zarówno o tradycyjne branże przemysłowe, produkujące masowe towary, jak i przemysły bardziej zaawansowane, nowocześniejsze z sektora mid-tech i hi-tech. Nie jesteśmy przecież w stanie wszyscy zajmować się sprzedawaniem polis ubezpieczeniowych, wycieczek czy kredytów – tłumaczy Paweł Szałamacha.

Łukasz Karczmarzyk

 

Dodaj komentarz