Solidar Śląsko Dąbrow

Proces odzyskiwania wolności jest w toku

11 listopada 1918 roku. Konkretna data, konkretny symbol. Tego dnia w wagonie kolejowym w lesie Compiègne podpisany został rozejm pomiędzy państwami Ententy a Cesarstwem Niemieckim, kończący I wojnę światową. To było przypieczętowanie klęski Niemiec. W Polsce 11 listopada obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości.

To data symboliczna. Jeszcze długo po wojnie toczyły się spory o to, którą datę dzienną wskazać, jako tę przełomową, jako dzień odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli. Może 7 października 1918 roku? Wszak to w tym dniu Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość Królestwa Polskiego. A może jednak 12 listopada, kiedy to Rada Regencyjna powierzyła Józefowi Piłsudskiemu zwierzchnią władzę wojskową? A może jednak 14 listopada, bo tego dnia Rada Regencyjna się rozwiązała, przekazując całość władzy Naczelnemu Wodzowi Wojsk Polskich.

Można o tym dyskutować bez końca, a każdym razie bardzo, bardzo długo. Dość powiedzieć, że dopiero kilka miesięcy po przewrocie majowym, 8 listopada 1926 roku, marszałek Piłsudski wydał okólnik ustanawiający 11 listopada dniem wolnym dla urzędników państwowych. Ostatecznie 11 listopada świętem państwowym ogłoszono dopiero w kwietniu 1937 roku.

Daty są ważne nie tylko dlatego, że pozwalają w miarę precyzyjnie umieścić na osi czasu kluczowe wydarzenia historyczne. Pomagają też opisać te wydarzenia jako część procesu i podjąć próbę zrozumienia jego przyczyn i skutków. Rozbiór nie wydarzył się raz. To był trzy rozbiory, które nastąpiły na przestrzeni 23 lat. W tej grabieży ziemi i jej mieszkańców wzięło udział trzech naszych sąsiadów: Rosja, Prusy i Austria. 123 lata niewoli to też raczej liczba umowna. To czas od daty ostatniego rozbioru do listopada 1918 roku. Wiele polskich ziem było pod zaborami znacznie dłużej, zarówno przed 1795 rokiem, jak i po 1918 roku. Rodacy z Wielkopolski i Polacy ze Śląska walczyli w powstaniach, aby powrócić do macierzy. Walczyli też z wojskami czeskimi Polacy ze Śląska Cieszyńskiego. Decyzje dotyczące ostatecznego podziału Górnego Śląska pomiędzy odrodzoną Polską a Niemcami zapadły dopiero w październiku 1921 roku. Wojska polskie wkroczyły do Katowic 8 miesięcy później, w czerwcu 1922 roku. Heroiczna obrona przed sowieckim najazdem w 1920 roku była kolejnym dowodem na to, jak krucha była niepodległość Polski tuż po jej odzyskaniu.

Nasi przodkowie wykonali tytaniczną pracę w ciągu 20 lat międzywojennych, ale scalenie w tak krótkim czasie kilku części Ojczyzny, zszycie ich w jedną flagę biało-czerwoną, było zadaniem arcytrudnym. Przecież polskie ziemie przez pięć, sześć pokoleń, a czasami i dłużej, jak w przypadku Śląska, były częścią obcych monarchii, obcych państw. Również zróżnicowanie etniczne i językowe było znacznie większe niż obecnie. Także cywilizacyjne. Było więc oczywiste, że w takiej sytuacji proces scalania musi potrwać i że to nie będzie jedno pokolenie.

Los nie dał Polakom czasu. II wojna światowa, a potem kolejny zabór. Sowiecki. I kolejne powstania. Narodziny NSZZ „Solidarność”. I półtora roku później brutalna pacyfikacja marzeń o wolności. 4 czerwca 1989 roku euforia. Pierwsze po II wojnie światowej, częściowo wolne wybory. Orientujemy się na Zachód. Rozpoczyna się proces odzyskiwania wolności. Idzie nam różnie. I w gospodarce, i w działaniu państwa nie jest tak, jak sobie wymarzyliśmy. Proces odzyskiwania wolności jest w toku. I niestety wciąż nie można powiedzieć, że już niedaleko do mety. Wystarczy rozejrzeć się wokół.

11 lat temu wybuchł konflikt za naszą wschodnią granicą. Od blisko 4 lat toczy się na Ukrainie pełnoskalowa wojna z rosyjskim najeźdźcą. Mieszkańcy kraju carów, również tych czerwonych, nie potrafią inaczej. Z kolei sąsiedzi zza zachodniej granicy realizują swoje interesy na polskich ziemiach sposobem, jeśli tak to mogę określić, klimatyczno-energetycznym. Austriaccy potomkowie Franciszka Józefa nie są zainteresowani jakąś dominującą obecnością na części polskich ziem. Skurczyli się, wyciszyli się. Jednak nie ma co liczyć na to, że nasi pozostali sąsiedzi też tak się zestarzeją.

Od częściowo wolnych wyborów w 1989 roku minęło 36 lat. To znacznie dłużej niż te 20 lat, które otrzymali nasi przodkowie na początku XX wieku. Czy wykorzystaliśmy ten czas lepiej, czy gorzej? I ile go nam jeszcze zostało?

Jeden z Drugą;)
źródło foto: pexels.com, arch.IPN, public domain