Solidar Śląsko Dąbrow

Prawdziwa historia obietnic

Politycy przed wyborami są w stanie obiecać wszystko – to wie każde dziecko. Czym innym są jednak „gruszki na wierzbie”, takie jak 300 mld z UE czy 3 mln mieszkań, a czym innym kłamstwa w kwestii tak ważnej, jak wiek emerytalny. Obietnice góry unijnych pieniędzy czy milionów mieszkań są stosunkowo nieszkodliwe. Mało kto tak naprawdę traktuje je poważnie i raczej nie mają one większego wpływu na wynik wyborów. Według sondażu TNS OBOP przeprowadzonego przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2011 roku tylko 16 proc. Polaków wierzy w przedwyborcze deklaracje polityków.

Przyzwyczailiśmy się już, że politycy nie są niestety wzorem prawdomówności. Ale tak naprawdę ważne jest nie to, co obiecują, tylko to, o czym nie mówią. Czy gdyby premier Tusk i minister Rostowski przed 9 października 2011 roku uczciwie poinformowali wyborców o zamiarze podniesienia i zrównania wieku emerytalnego, PO wygrałaby wybory? Według marcowego sondażu CBOS, wydłużeniu wieku emerytalnego mężczyzn sprzeciwia się 84 proc. Polaków. Przeciwnych wydłużeniu wieku przechodzenia na emeryturę kobiet jest aż 91 proc. ankietowanych.

Dzisiaj premier, prezydent, minister finansów i inni czołowi politycy PO jak jeden mąż mówią, że podniesienie wieku emerytalnego jest absolutną koniecznością. A kto ma inne zdanie jest nieodpowiedzialnym populistą i warchołem. Co mówili przed wyborami?

„Nie wierzę, żeby wszyscy ludzie zbliżający się do siedemdziesięciu lat mogli pracować w swoich zawodach z równą wydajnością, jak robili to wcześniej. Trzeba znaleźć rozwiązanie elastyczne, miękkie, przede wszystkim dobre dla ludzi, zachęcające ich do dłuższej aktywności zawodowej, a w konsekwencji dobre dla równowagi demograficznej na rynku pracy.”  Donald Tusk, Gazeta Wyborcza, 19.03.2011.

„W Polsce nie ma potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego. Można stworzyć możliwość wyboru, na przykład łącznie z wyższą emeryturą. Nic na siłę.”  Bronisław Komorowski, debata przed wyborami prezydenckimi, 28.06.2010.

„Proste podwyższenie wieku emerytalnego jest w pewnym sensie pójściem na skróty i załatwianiem sprawy przy użyciu topora, a nie skalpela.”  Jacek Rostowski, Polska – Głos Wielkopolski, 9.06.2011.

„Nie chciałbym angażować się w reformy bolesne i niepotrzebne, jak np. podwyższanie wieku emerytalnego. Wprowadziliśmy system, który już zachęca do dłuższego pozostawania na rynku pracy i nie ma potrzeby podwyższania wieku emerytalnego.”  Jacek Rostowski w radiu TOK FM.

Co łączy te wszystkie wypowiedzi? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – wszystkie zostały wygłoszone przed wyborami, a dzisiaj ich autorzy mówią zupełnie co innego. Niewiele wspólnego z prawdą mają również dzisiejsze tłumaczenia rządzących na temat przyczyn „reformy” emerytalnej. Wbrew temu co powtarzają politycy PO, nie jest prawdą, że pracujemy najkrócej w UE i inne kraje podniosły już wiek emerytalny. Nie jest również prawdą, że podniesienie wieku przechodzenia na emeryturę jest ostatnią deską ratunku dla systemu emerytalnego. Kondycję systemu można poprawić chociażby za pomocą zwiększenia jego przychodów poprzez likwidację patologii w zakresie „umów śmieciowych”, fikcyjnego samozatrudnienia oraz zatrudniania „na czarno” – na co od dawna wskazuje Solidarność.

Nie jest wreszcie prawdą, że dłuższa praca zapewni nam w przyszłości wyższe emerytury. O co tak naprawdę chodzi w wydłużeniu wieku emerytalnego wyjawił, chyba przez przypadek, Jacek Rostowski w radiu TOK FM. „Żeby emerytura była godziwa, no to niestety przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia, nie była bardzo długa” – powiedział minister finansów. Tak naprawdę nie chodzi więc o to, żebyśmy dłużej gromadzili środki na przyszłą emeryturę, ale żebyśmy korzystali z niej jak najkrócej. Najlepiej pracując do śmierci.

Zapowiedzi podniesienia wieku emerytalnego próżno również szukać w programie wyborczym PO z 2011 roku. W przepastnym, liczącym blisko 200 stron dokumencie, o emeryturach jest zaledwie kilka zdań. Program rozpoczyna się od listy 21 priorytetów – zadań, które rząd PO miał realizować po wyborach. Jak brzmią te priorytety i jak wygląda ich realizacja dzisiaj, już po wygranych wyborach? Na liście znalazły się m.in.:

„Płace sfery budżetowej, zamrożone ze względu na kryzys, zaczną ponownie rosnąć.” Ani w tegorocznym, ani w budżecie na przyszły rok nie znalazły się środki na ten cel. Płace budżetówki są zamrożone od 4 lat.

„Do 2013 roku wprowadzimy rozwiązania gwarantujące Polsce wysokie przychody z wydobycia gazu łupkowego, które przeznaczymy na bezpieczeństwo przyszłych emerytur.”  Jak wyliczył Mariusz Orion-Jędrysek, były Główny Geolog Kraju, Polska sprzedała koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego warte 100 mld zł za 35 mln zł.

„W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Żeby temu zaradzić, radykalnie zwiększymy ulgę rodzinną na trzecie i kolejne dziecko.”  Po wyborach w expose Donald Tusk zapowiedział ograniczenie ulgi na dzieci i becikowego.

„Zapewnimy dostęp do szerokopasmowego Internetu w każdej gminie.” W expose premier zapowiedział likwidację ulgi internetowej.

„Będziemy dążyć do zrównoważonego budżetu przed końcem kadencji. Obniżymy relacje długu do PKB do 48% w 2015 roku i do 40% w 2018 roku.”  Według strony zegardlugu.pl dług publiczny Polski 26 marca wynosił ponad 945 mld zł. Mimo „kreatywnej księgowości” ministra Rostowskiego, zadłużenie naszego kraju stale rośnie.

„Obniżymy zasadniczą stawkę VAT do 22 proc. w 2014 roku.”  No i właśnie rząd Donalda Tuska podniósł VAT do 23 proc. w 2011 roku. Tak więc jednym z priorytetowych zadań PO jest wycofanie się z wcześniejszej decyzji.

Ile są warte słowa polityków PO? Pozostawiam odpowiedź Państwu.

Łukasz Karczmarzyk


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.