Solidar Śląsko Dąbrow

Powstrzymanie Zielonego Ładu staje się realne

Zielony Ład niszczy rolnictwo według tego samego schematu, który od lat jest stosowany wobec górnictwa, hutnictwa czy energetyki konwencjonalnej. Do tej pory każda branża protestowała osobno. Na naszych oczach zaczyna się to zmieniać.

Twórcy unijnej polityki klimatycznej osiągnęli spektakularny sukces, którego pewnie żaden z nich nie przewidział. Zielony Ład zjednoczył grupy społeczne, które dotąd nie miały ze sobą wiele wspólnego, a nierzadko interesy tych grup były zupełnie rozbieżne. To wydarzenie bez precedensu. Protesty rolników, do których przyłączają się przedstawiciele kolejnych sektorów gospodarki, są od wielu dni jednym z głównych tematem publicznej debaty. Niewiele jednak ukazało się dotąd tekstów wyjaśniających, dlaczego Zielony Ład budzi tak ogromny sprzeciw rolników.

Powrót do „trójpolówki”?
Po pierwsze chodzi o obowiązek ugorowania, czyli pozostawiania odłogiem 10 proc. gruntów rolnych. Wprawdzie pod wpływem rolniczych protestów Komisja Europejska zapowiedziała obniżenie obowiązku ugorowania do 4 proc., ale jedynie na rok, więc nie jest to tak naprawdę żadne ustępstwo. W Polsce grunty orne to 14 mln hektarów. Zielony Ład oznaczałby więc de facto likwidację 1,4 mln hektarów. W polskich realiach to odpowiednik kilkudziesięciu tysięcy dużych gospodarstw.

Kolejna kwestia to radykalne ograniczenie użytkowania nawozów sztucznych oraz środków ochrony roślin. Z pozoru brzmi to całkiem nieźle. Któż nie chciałby, aby żywność była produkowana bez „chemii”. Mało kto dodaje, że wówczas ta żywność będzie znacznie droższa. Co więcej, w Unii Europejskiej już dziś obowiązują najbardziej rygorystyczne w skali świata normy dotyczące stosowania nawozów i środków ochrony roślin. Podobne obostrzenia nie dotyczą jednak żywności sprowadzanej do Europy z innych rejonów świata. Z krajów, w których stosuje się np. pestycydy od wielu lat zakazane na terenie UE.

Decydować ma klient
Następny element Zielonego Ładu przewiduje, że do 2030 roku 25 proc. gruntów rolnych w UE ma być przeznaczone na tzw. uprawy ekologiczne. Z dostępem do produktów „eko” już dziś nie ma w UE najmniejszych problemów. Można je dostać w każdym większym sklepie. Odgórny administracyjny nakaz nie sprawi, że ekologiczna żywność stanieje. Spowoduje wyłącznie to, że żywność bez znaczka „eko”, będzie w większym stopniu importowana z krajów o znacznie niższych standardach produkcji żywności.

Eksperci alarmują
Unijni biurokraci zapewniają, że Zielony Ład wzmocni rolnictwo w UE i sprawi, że żywność będzie tańsza i zdrowsza. Tymczasem będzie dokładnie na odwrót i wcale nie trzeba w tej kwestii wierzyć na słowo protestującym rolnikom. Raporty dotyczące skutków Zielonego Ładu dla rolnictwa publikowały już m.in. Departament Rolnictwa USA, Uniwersytety w Kilonii i Wageningen czy zespół naukowców reprezentujących Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN w Warszawie i Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach. Wszystkie te opracowania jednoznacznie wskazały, że Zielony Ład jest nieprzemyślany i niedostosowany do realiów. Jego wdrożenie spowoduje radykalny spadek efektywności produkcji i drastyczny wzrost cen.

Analogiczne efekty obserwujemy w przemyśle, który również miał na Zielonym Ładzie wyłącznie zyskać. Europejskie huty padają pod ciężarem klimatycznych obciążeń jedna po drugiej, a produkcja stali jest przenoszona do krajów, gdzie nie obowiązują żadne normy dotyczące emisji CO2. Zamykanie kopalń i elektrowni węglowych spowodowało wyłącznie to, że energia elektryczna w UE jest najdroższa w skali świata. Z kolei zarówno wydobycie węgla, jak i produkcja energii z tego surowca, w ujęciu globalnym co roku bije kolejne rekordy. W kolejce do likwidacji czeka motoryzacja, branża cementowa i wiele innych.

Coś się zmieniło
Schemat działania unijnej biurokracji jest zawsze ten sam bez względu na to, o jaki sektor gospodarki akurat chodzi. Najpierw na daną branżę są nakładane niemożliwe do udźwignięcia obciążenia finansowe związane z polityką klimatyczną. W efekcie kopalnie, huty, czy gospodarstwa nie są w stanie konkurować z importem spoza UE. Wówczas ogłasza się, że są one nierentowne i trzeba je zlikwidować.

Do tej pory ta metoda działała. Pracownicy zamykanych zakładów protestowali oddzielnie. W swojej branży i w swoim kraju. Teraz próbują się jednoczyć i bronić razem. Protesty zamiast z czasem słabnąć, przybierają na sile. Szansa na wyrzucenie Zielonego Ładu do kosza jeszcze nigdy nie była tak realna. Nie można jej zmarnować, bo następnej już prawdopodobnie nie będzie.

Łukasz Karczmarzyk