Solidar Śląsko Dąbrow

Po co nam polityka?

W latach 90-tych modne stało się mówienie, że Kościół powinien trzymać się z dala od polityki. Tłuczono to ludziom do głowy młotkami i zadziałało. Ktoś, kto powiedziałby, że Kościół ma obowiązek reagowania na działania polityczne, od razu trafiał do szufladki z etykietą „oszołom”. Podobną strategię zastosowano wobec związków zawodowych. Zarzutem „mieszania się do polityki” kwitowano każde działanie związku, które było kontestacją postępowania rządzącej elity. Też zadziałało. Większość tzw. obywateli RP poddała się modzie na gadanie, że związki nie powinny „mieszać się do polityki”. Platforma Obywatelska, osiągając szczyty hipokryzji, zagrała na tej nucie podczas wyborów parlamentarnych i głosząc niechęć do robienia polityki, wygrała jak najbardziej polityczne wybory. I ta właśnie partia od siedmiu lat jest głównym rozgrywającym w polskiej polityce. Sprawa wygląda absurdalnie, ale większość głosujących w wyborach obywateli, na ten właśnie absurd się zgodziła.

Kluczowe są tu słowa: „mieszać się” i „polityka”. Czasownik „mieszać się” jest nacechowany pejoratywnie. Miesza się w coś ktoś nieuprawniony, ktoś, kto się nie nadaje, kto na pewno zepsuje. Tym „mieszaniem się” można bić jak cepem każdą organizację społeczną, która nie jest partią polityczną. Z kolei słowo „polityka” dzięki samym politykom stało się synonimem obrzydliwego, podstępnego działania służącego wąskiej grupie niegodziwców. Z niecierpliwością czekam na to, że czujący obrzydzenie do polityki zrozumieją, iż ta obrzydliwość to nieodłączna część ich życia, że bez działań politycznych są niewolnikami, a nie wolnymi obywatelami. To, ile zarabiamy, jak nam się żyje, nasze zdrowie, nasza teraźniejszość, nasza przyszłość zależą od naszych politycznych wyborów, czy nam się to podoba, czy nie. I aktywne uczestnictwo w polityce jest naszym żywotnym interesem.

Określanie „mieszanie się do polityki” wymyślili ci politycy, którzy chcą uniknąć kontroli społecznej. Ja „mieszam się do polityki”. Pisząc ten tekst, zapisując się do NSZZ Solidarność czy idąc na wybory. Nie chcę być niewolnikiem. Jest jasne, że nie ma takiego Chucka Norrisa, który jednym kopnięciem przywróciłyby porządek. Ale są Ewa Kowalska i Jan Kowalski, którzy na chwilę usiedli, pogadali i zrozumieli, że marketingowy chwyt „z mieszaniem się do polityki” to arcyoszustwo. Głos Kościoła (katolickiego, ewangelickiego i każdej innej wspólnoty wiary) na temat moralnych skutków działań rządzącej ekipy politycznej i opozycji to niezbędny element życia politycznego. Głos Solidarności na temat społecznych i gospodarczych efektów działań rządzących i opozycji – tak samo. Głos innych stowarzyszeń i grup społecznych też. Głos Kowalskiej i Kowalskiego również jest takim elementem.

I pointa dla szczególnie dotkniętych propagandą „nie mieszania się”. Są takie czynności, których nie lubimy robić. Ale wiemy, że zrobić trzeba. Umyć naczynia, umyć zęby, odetkać zlew, wynieść śmieci, poodkurzać, krótko mówiąc – wyczyścić. Wyobraźcie sobie, co by było, gdybyście tego nie zrobili.

Erwin Kotowski

Dodaj komentarz