Solidar Śląsko Dąbrow

Odzyskać wpływ na władzę

Zmiana ustawy o referendum ogólnokrajowym i wzmocnienie demokracji bezpośredniej zmusiłoby polityków do podzielenia się władzą z obywatelami. A utraty monopolu na władzę politycy boją się jak ognia.

W ubiegłym roku wniosek Solidarności o przeprowadzenie referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego podpisało 2,5 mln Polaków. Posłowie wyrzucili te podpisy do kosza, podobnie jak te złożone pod wszystkimi wcześniejszymi wnioskami referendalnymi. W koszu ląduje również zdecydowana większość obywatelskich projektów ustaw. Tylko do października 2011 roku sejmowa niszczarka przemieliła ponad 4,5 mln podpisów złożonych pod takimi projektami. Nawet jeżeli posłowie nie odrzucą obywatelskiego projektu od razu, nie oznacza to, że kiedykolwiek zostanie on wprowadzony w życie. Przygotowany przez Solidarność projekt ustawy o płacy minimalnej od dwóch lat leży w sejmowej zamrażarce. – Dlatego chcemy więcej demokracji bezpośredniej. Chcemy, aby obywatele mieli możliwość decydowania o tym, co jest dla nich ważne. Właśnie to powinno nas motywować do udziału we wrześniowym proteście – mówił Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ Solidarność w niedawnym wywiadzie dla TŚD.

Doprowadzenie do przywrócenia właściwych relacji władza-obywatel jest zasadniczym celem wrześniowej akcji protestacyjnej. NSZZ Solidarność chce, aby obywatele odzyskali realny wpływ na to, jak rządzi władza. Instrumentem takiego wpływu ma być zmiana ustawy o referendum ogólnokrajowym. Chodzi o to, aby po zebraniu 500 tys. podpisów, rozpisanie referendum było obligatoryjne. Obecnie o tym, czy takie referendum się odbędzie, decyduje większość sejmowa, co sprawia, że instrument ten jest zupełnie martwy.

Obecne przepisy to fasada
Od 1989 roku w Polsce odbyły się 4 referenda ogólnokrajowe. Referendum uwłaszczeniowe i prywatyzacyjne w 1995 roku, referendum konstytucyjne z 1997 roku oraz referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej z 2003 roku. Za każdym razem głosowanie było zarządzane przez rządzących i miało na celu jedynie potwierdzenie ich decyzji. Referendum z inicjatywy obywateli nie odbyło się dotychczas ani razu. – Obecnie referendum funkcjonuje wyłącznie jako element legitymizacyjny. Ma ono uwiarygodniać i podnosić znaczenie konkretnych działań władzy. W innych sytuacjach politycy boją się referendum, bo dla nich oznacza ono utratę części posiadanej władzy.

W Polsce stworzono bardzo ładnie wyglądającą fasadę demokracji bezpośredniej, z której jednak niewiele wynika – podkreśla dr Piotr Uziębło, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego i Instytucji Politycznych Uniwersytetu Gdańskiego. – Gdyby było tak, że odpowiednia liczba podpisów obliguje Sejm do rozpisania referendum, wtedy politycy musieliby zaprezentować swoje racje i bronić ich w publicznej debacie. Wtedy partie musiałyby rozmawiać między sobą i ze społeczeństwem na argumenty, szukać kompromisów. Poza tym politycy mając świadomość, że obywatele mają w ręku narzędzie kontroli, jakim jest referendum, musieliby cały czas słuchać głosu tych obywateli. Dzisiaj zaszywają się na Wiejskiej na 4 lata i ten głos zazwyczaj ignorują – dodaje Rafał Górski, prezes Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi.

W samorządach to działa
Referenda jako skuteczny instrument dyscyplinowania władzy sprawdził się na poziomie lokalnym. 6 października w sprawie odwołania burmistrz Teresy Jankowskiej głosować będą mieszkańcy Brzeszcz. Tydzień później o losie Hanny Gronkiewicz-Waltz zdecydują warszawiacy. Jak wynika z wyliczeń INSPO w kadencji samorządowej 2006-2010, odbyło się 81 referendów w sprawie odwołania wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast. Prawie tyle samo zorganizowano do połowy obecnej kadencji, czyli w latach 2011-2012. – Kiedy głosujemy w wyborach to trochę tak, jakbyśmy zatrudniali pracownika. Bo przecież politycy mają pracować dla obywateli. Jeżeli polityk się nie sprawdza, powinniśmy móc go z tej pracy zwolnić. Możemy to zrobić w samorządzie i to działa. Dlaczego panowie z Wiejskiej są nietykalni? –  pyta pan Andrzej z Bytomia, gdzie w czerwcu ubiegłego roku odwołano w referendum prezydenta Piotra Koja i radę miasta.

Łukasz Karczmarzyk

Dodaj komentarz