Solidar Śląsko Dąbrow

Nie trzeba podnosić wieku emerytalnego

Zamiast podnosić wiek przechodzenia na emeryturę należy zwiększyć wpływy do systemu emerytalnego oraz usunąć patologię występujące na rynku pracy – to główne założenia projektów ustaw przygotowanych przez Solidarność.

Obecnie w ZUS ubezpieczonych jest ok. 14,5 mln Polaków. Nie oznacza to, że tyle osób w naszym kraju pracuje. Liczbę pracowników zatrudnionych na podstawie wszelkiego rodzaju „umów śmieciowych”, czyli między innymi umów zleceń i umów o dzieło, szacuje się na ok. 3 mln. Gdyby oskładkować „śmieciowe umowy”, według ostrożnych szacunków do systemu emerytalnego trafiałoby rocznie od 10 do 12 mld zł.

Jednak w związkowym projekcie nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych nie chodzi tylko o zwiększenie środków wpływających do ZUS. Dzisiaj liczba osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych jest tak ogromna z prostego powodu. Dla pracodawców zatrudnienie pracownika na umowę zlecenie jest po prostu o wiele tańsze, niż przyjęcie go na umowę o pracę. Bardzo często dochodzi tutaj do sytuacji na granicy prawa, w których nawet jeżeli charakter wykonywanych przez pracownika obowiązków spełnia wszystkie przesłanki stosunku pracy, pracownik ten zamiast etatu dostaje umowę cywilnoprawną. – Na konferencji organizowanej przez związki zawodowe i przez Ministerstwo Pracy dowiedziałem się od pani Głównej Inspektor Pracy, że zasoby kadrowe PIP nie pozwalają na kontrolowanie zakładów pracy pod tym kątem i eliminowanie tego zjawiska. Jest to dla mnie zdumiewające – mówi prof. Jan Wojtyła, dziekan Wydziału Finansów i Ubezpieczeń Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Ekspansję śmieciowych umów najdotkliwiej odczuwa pokolenie dzisiejszych dwudziestopięciolatków, którzy często mimo kilku lat pracy nie odłożyli na emeryturę ani złotówki. Solidarnościowy projekt nowelizacji ustawy emerytalnej ma za zadanie przeciwdziałać również tej patologii. Jego autorzy wyszli z założenia, że jeżeli wyrównamy obciążenia wynikające z podatków i parapodatków dla różnych form zatrudnienia, zniknie bariera przed zatrudnianiem na umowy o pracę, bo przyjmowanie pracowników na „śmieciówki” przestanie być tak bardzo opłacalne dla pracodawców.

To, że większości pracodawców nie stać na zatrudnianie „na etat”, jest mitem. Koszty pracy w naszym kraju należą do najniższych w Europie, a polscy przedsiębiorcy osiągnęli w ubiegłym roku ponad 100 mld zysku netto. Paradoksalnie nierzadko zdarza się tak, że przedsiębiorcy odprowadzają do ZUS niższe składki od zatrudnianych przez siebie pracowników. Dzieje się tak dlatego, że dzisiaj przedsiębiorcy płacą składki nie na podstawie rzeczywistych, lecz deklarowanych zarobków. Zgodnie z projektem „S” osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą miałyby odprowadzać składki od rzeczywistych zarobków, na podstawie deklaracji PIT. Obowiązkiem odprowadzania składek mieliby być też objęci członkowie rad nadzorczych. Dzisiaj ich dochody w ogóle nie są oskładkowane.

Zadaniem nowelizacji ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych jest przede wszystkim objęcie tych pracowników większą ochroną oraz przeciwdziałanie licznym wynaturzeniom, do których często dochodzi w tym segmencie rynku pracy.
Przepisy o pracy tymczasowej w założeniu miały ułatwiać pozyskiwanie pracowników do prac sezonowych i do branż szczególnie narażonych na wahania koniunktury. Przykładowo, kiedy dana firma otrzymuje dodatkowe zlecenie, zatrudnia dodatkowych pracowników na czas jego realizacji. Tyle o teorii. W praktyce agencje pracy tymczasowej stały się poręcznym narzędziem do omijania Kodeksu pracy i obniżania kosztów przedsiębiorstw.

W naszym regionie tylko w ostatnich kilkunastu miesiącach wielokrotnie mieliśmy do czynienia z praktyką przerzucania etatowych pracowników danej firmy do agencji pracy tymczasowej, za pośrednictwem której wykonywali oni te same obowiązki, w tym samym zakładzie, ale na znacznie gorszych warunkach. Taka sytuacja miała miejsce m.in w Hucie Batory czy Fiat Auto Poland. Z podobnym procederem na wielką skalę spotykamy się również w niemal wszystkich sieciach hipermarketów. – Z punktu widzenia polityki pracy i wszystkich wartości pracy taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. Ona się oczywiście pracodawcom bardzo podoba, bo w ten sposób obniżają koszty. W tej materii rozwiązania zaproponowane przez Solidarność są krokiem w dobrym kierunku – mówi dziekan Wydziału Finansów i Ubezpieczeń UE w Katowicach.

Projekt przygotowany przez Solidarność ma nie tylko ograniczyć możliwość przerzucania pracowników do agencji, ale również zminimalizować zjawisko „stałej tymczasowości” pracy. Choć przepisy obecnie obowiązującej ustawy regulują dopuszczalny okres, w którym agencja może kierować pracownika do pracy w danym zakładzie, to w praktyce są one łatwo obchodzone. Po upływie tego okresu pracodawcy zamiast przyjmować pracownika tymczasowego na stałe, kierują go do kolejnych agencji pracy. W efekcie taka „tymczasowość” może trwać wiele lat.

Jak wskazuje prof. Wojtyła, aby propozycje „S” mogły odnieść zamierzony skutek potrzebna jest większa kontrola Państwowej Inspekcji Pracy nad rynkiem pracy tymczasowej. W projekcie Solidarności znalazły się zapisy wyposażające tę instytucje w dodatkowe kompetencje, a ponadto w dokumencie wprowadzono zasadę solidarnej odpowiedzialności agencji pracy tymczasowej oraz pracodawcy użytkownika, czyli pracodawcy, do którego agencja kieruje pracownika tymczasowego.
Koncepcja solidarnej odpowiedzialności została zaczerpnięta z projektu Indywidualnego Kodeksu Pracy przygotowanego przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Pracy, w której zasiada m.in. prof. Jan Wojtyła czy prof. Michał Seweryński. – W skrócie chodzi tutaj o to, że jeżeli pracownik tymczasowy nie będzie w stanie wyegzekwować należnych świadczeń czy odszkodowań np. od pracodawcy użytkownika, to będzie mógł ściągnąć całość od agencji pracy tymczasowej. Taki model z pewnością poprawi bezpieczeństwo tych pracowników – tłumaczy prof. Wojtyła.

Autorzy związkowych projektów ustaw podkreślają, że gdyby zostały one przyjęte, podnoszenie wieku emerytalnego nie byłoby do niczego potrzebne. Premier Donald Tusk podczas spotkania z delegacją „S” zapowiedział, że trafią one do odpowiednich ministrów. Czy rzeczywiście się tak stanie? Czas pokaże.

Łukasz Karczmarzyk


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *