Solidar Śląsko Dąbrow

Na co czekamy?

W ramach wspólnego noszenia różnych małżeńskich brzemion, podjąłem wysiłek odwiedzin sklepów zagranicznych sieci sprzedających różne, różniste, choć produkowane głównie w Chinach, pierdoły i pierdółki, ozdoby i ozdóbki, słodycze, napoje i przekąski, czyli, jak to się drzewiej mówiło, mydło i powidło. Głównym celem naszych zakupów były słodycze i foremki do ciastek. Szukaliśmy też kalendarza adwentowego, ale uniwersalnego. W tym staroświeckim znaczeniu, że nie produktu tej czy innej firmy sprzedającej czekoladki, cukierki i żelki, ale takiego kalendarza, w którym sam możesz wybrać, co w danym dniu adwentu otrzyma małoletni beneficjent oczekujący na wigilijny wieczór.

Kiedyś, w latach, gdy np. Halloween było jeszcze przez wielu uznawane za coś dość egzotycznego, udało nam się kupić taki uniwersalny kalendarz na jarmarku w Katowicach. Płócienny, z doszytymi 24 filcowymi woreczkami, do których można włożyć jakąś drobnostkę, smakołyk, owoc. Jako że ów kalendarz przeżył już wiele adwentów jednego dziecka i kilka adwentów kolejnej pociechy, wygląda na mocno nadgryziony zębem czasu. Zapobiegliwa żona zaproponowała, abyśmy poszukali nowego, ale równie ładnego, funkcjonalnego, jak poprzedni. Problem w tym, że takich kalendarzy, podobnie jak trwałych samochodów, trwałego sprzętu AGD i innych rzeczy, które powinny nam służyć latami, już się nie produkuje, a w każdym razie są to raczej tzw. produkty niszowe. Możesz kupić skandynawskie trolle i krasnale, anglosaskie wieńce adwentowe, santaklausy w stu rozmiarach, gwiazdki, bombki, światełka i pierdylion innych świątecznych ozdóbek, a takiego kalendarza nie ma. Jest pełno adwentowych reklamówek koncernowych marek słodyczy, a uniwersalnego nie udało nam się znaleźć.

W trakcie poszukiwań dotarliśmy na sam koniec regału z gumowymi kurczakami, plastikowymi kośćmi i drapakami. I co tam znaleźliśmy? Kalendarze adwentowe dla psów i dla kotów! Nie wierzyłem własnym oczom. Żeby było jasne, nie zdziwiło mnie, że psy i koty mają osobne. Byłem zdumiony, że takie kalendarze w ogóle istnieją. Oczywiście mógłbym sobie teraz pokpić, że czekam na kalendarze adwentowe dla chomików, świnek morskich, szynszyli, białych myszek, papużek, welonów i gupików. Ale po chwili zastanowienia uznałem, że tu nie ma się z czego śmiać. To się przecież nie wzięło znikąd. Na przykład wół i oślątko w Ewangelii nie występują, ale w szopkach już tak. Są wręcz ich nieodłącznym elementem. Od wieków. Ba, w wielu szopkach są całe stada zwierząt. Co więcej, od lat popularne są tzw. żywe szopki. Kolorowy opłatek podawany przez gospodarzy trzodzie to stosunkowo niedawny, ale powszechnie akceptowany zwyczaj. Więc czemu nie kalendarz adwentowy dla zwierzęcych domowników? Przyznaję, że mnie ta nowinka razi, odbieram to jako naruszenie granic sacrum i profanum. Z drugiej jednak strony, zważywszy na fakt, że Święta Bożego Narodzenia to dla wielu raczej czas zwiększonej konsumpcji, a adwent to czas przygotowań do tej konsumpcji, to ów kalendarz dla psów i kotów jest w sumie nieistotną drobnostką. Są przecież kalendarze adwentowe z kosmetykami, z zabawkami, z biżuterią i innymi rzeczami, które krok po kroczku zbliżać nas mają do świątecznego obżarstwa i wysypu prezentów. Czyli do winter holidays (d. Święta Bożego Narodzenia).

Tak na marginesie. Nie udało nam się kupić nowszej wersji uniwersalnego kalendarza adwentowego. 1 grudnia ponownie powiesiliśmy stary, wypełniając go wcześniej drobnymi smakołykami. Działa bez zarzutu. Tradycyjnie , chciałoby się powiedzieć, choć my z żoną takich kalendarzy w dzieciństwie nie mieliśmy. Dni do końca adwentu odliczaliśmy podczas rorat, obserwując jak figurka Jezuska codziennie jest coraz bliżej żłóbka.

Jeden z Drugą;)