Solidar Śląsko Dąbrow

Możemy się uczyć od siebie nawzajem

Rozmywają się granice między obszarami, gdzie związki zawodowe jeszcze są silne, a tymi, gdzie ich nie ma lub są bardzo słabe. Branże, które kiedyś wydawały się być bastionem związków zawodowych, już niekoniecznie tym bastionem są. Tu nie chodzi tylko o to, ile osób należy do związków, ale też o to, w jaki sposób aktywizować ich członków. W jaki sposób zastępować takie bierne członkostwo, członkostwem aktywnym, które jest budowaniem pewnej wspólnoty. Tu mamy do dyspozycji narzędzia socjologii, które pozwalają takie aktywizowanie skutecznie prowadzić – mówi prof. Adam Mrozowicki, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Opublikował Pan niedawno artykuł dotyczący historii relacji między socjologami, a światem pracy w Polsce. Wskazuje Pan, że nurt w socjologii, która jest bardzo blisko ruchu związkowego, ma w naszym kraju bardzo długą tradycję…
– W PRL w dużych przedsiębiorstwach państwowych zatrudniani byli „socjologowie zakładowi”. Pełnili oni rolę ekspertów rozwiązujących problemy takie jak rotacja pracowników, absencja, motywacja czy relacje pracownicze. W latach 80-tych duża cześć tych osób stanęła jednoznacznie po stronie „Solidarności”. Reakcją władz była likwidacja instytucji socjologów zakładowych. Niektórzy socjologowie akademiccy dołączyli do ruchu „Solidarności” jako doradcy, jak choćby nieżyjąca już prof. Jadwiga Staniszkis, a wielu innych jako zwykli członkowie. Jednak rozwój socjologii bliskiej świata pracy, zaangażowanej w dialog ze związkami zawodowymi, socjologii, którą możemy nazwać publiczną socjologią pracy, okazał się krótkotrwały.

Bo przyszły lata 90-te i realia radykalnie się zmieniły?
– W latach 90-tych zainteresowanie socjologii pracą może nie tyle zmalało, co zostało ukierunkowane bardziej na kwestie prywatyzacji, czy restrukturyzacji przedsiębiorstw. Dominowało myślenie o nieuchronności neoliberalnej transformacji, głosy krytyczne były nieliczne. Stosunkowo niewielu socjologów kontynuowało badania nad warunkami życia i pracy czy poglądami robotników. Z drugiej jednak strony w niektórych ośrodkach prace badawcze miały dalej taki krytyczny rys. Szczególnie myślę tutaj o zespołach prof. Leszka Gilejki i prof. Juliusza Gardawskiego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, prof. Wiesławy Kozek na Uniwersytecie Warszawskim czy prof. Jolanty Kulpińskiej na Uniwersytecie Łódzkim. Także na Uniwersytecie Śląskim były prowadzone badania, które spoglądały na transformację gospodarczą z punktu widzenia tych, którzy w największym stopniu ponieśli koszty przemian, czyli pracowników.

Dzisiaj tempo zmian, które zachodzą na rynku pracy przypomina nieco to z lat 90-tych. Praca platformowa, plaga fikcyjnego zatrudnienia, zarządzanie pracownikami przez komputerowe algorytmy. To wyzwania zarówno dla socjologów jak i dla związków zawodowych…
– Tych wyzwań jest znacznie więcej. Chociażby taki, a nie inny sposób wprowadzania polityki klimatycznej, który będzie miał potężne konsekwencje dla świata pracy. W tym przypadku widać mobilizację związków zawodowych, ale są też wyzwania, których wydaje się, że związki jeszcze nie dostrzegają.

Na przykład?
– Na przykład migracja. Dzisiaj mówi się w zasadzie wyłącznie w kontekście politycznym, a kolejne władze przekonują Polaków i Polki, że migracja jest zagrożeniem. Tymczasem pracownice i pracownicy migrujący są kluczowi na polskim rynku pracy: już teraz jest ich, według najostrożniejszych szacunków, ponad 1,2 miliona. Do tego dochodzą osoby pracujące w szarej strefie. To jest rzesza pracowników nie do zignorowania dla związków zawodowych. Jeżeli związki nie dostrzegą potencjału organizowania tych ludzi i konieczności dopasowania narzędzi związkowych, aby móc skutecznie przekonać ich do członkostwa, to już wkrótce, biorąc pod uwagę trendy demograficzne, czeka nas dalszy spadek uzwiązkowienia.
Te wszystkie nowe problemy polskiego rynku pracy z pewnością stanowią pole do współpracy między socjologami i związkami zawodowymi, ale nie tylko one. W tradycyjnych obszarach jest podobnie. Na przykład, w naszym kraju mamy do czynienia z postępującą liberalizacją i prywatyzacją usług publicznych. Proszę spojrzeć np. na to, co się dzieje w Poczcie Polskiej, cały ten dramat tysięcy pracowników. Takie sytuacje pokazują, że rozmywają się granice między obszarami, gdzie związki zawodowe jeszcze są silne, a tymi, gdzie ich nie ma lub są bardzo słabe. Branże, które kiedyś wydawały się być bastionem związków zawodowych, już niekoniecznie tym bastionem są. Tu nie chodzi tylko o to, ile osób należy do związków, ale też o to, w jaki sposób aktywizować ich członków. W jaki sposób zastępować takie bierne członkostwo, członkostwem aktywnym, które jest budowaniem pewnej wspólnoty. Tu znowu mamy do dyspozycji narzędzia socjologii, które pozwalają takie aktywizowanie skutecznie prowadzić.

Wspomniał Pan o usługach publicznych. W ubiegłym roku w Katowicach odbyła się konferencja na ten temat organizowana wspólnie przez Uniwersytet Wrocławski, Szkołę Główną Handlową w Warszawie oraz śląsko-dąbrowską „Solidarność”. Czy takie wydarzenia mogą stać się bazą do budowania jakiejś ściślejszej współpracy między związkami zawodowymi i przedstawicielami świata nauki, którzy naukowo zajmują się socjologią pracy?
– Jak najbardziej. W naszym środowisku znalazła się grupa ludzi zainteresowanych robieniem badań, które zachowując obiektywizm i dobre standardy metodologiczne, dążyłyby do poprawy sytuacji pracowników. Tę grupę udało się zbudować w kilku ośrodkach akademickich. Jest ona o tyle ciekawa, że większość z nas to osoby, które nie tylko robią badania, ale też są na różne sposoby zaangażowane w działalność związków zawodowych. To jest płaszczyzna, na której możemy się spotkać i różnych rzeczy nawzajem się od siebie nauczyć. Przecież wszyscy jesteśmy pracownikami. Widać bardzo wyraźnie, że na uniwersytetach, gdzie związki są silniejsze, polityka wzrostu wynagrodzeń jest dużo bardziej sprawiedliwa, transparentna i bardziej egalitarna.

Jaki powinien być ten docelowy model współpracy, bo wspólne konferencje raz na jakiś czas to chyba za mało?
– Mi się osobiście marzy, żeby udało się zbudować taką wspólną platformę dydaktyczno-badawczą ze związkami zawodowymi, z której korzystałyby obie strony, akademicka i związkowa, przy zachowaniu własnej autonomii. Tu nie chodzi o to, żeby nagle Uniwersytet stał się miejscem, które popiera wszystko, co robią związki zawodowe, a z kolei związkowcy zgadzali się ze wszystkim, co powiedzą profesorowie. Taka platforma nie może mieć zdefiniowanych celów wyłącznie przez jedną stronę. Powinniśmy się spotkać i podyskutować o tym, czego my tak naprawdę od siebie chcemy i jak możemy te wspólne cele zrealizować.

Z prof. UWr, dr. hab. Adamem Mrozowickim, kierownikiem Zakładu Socjologii Pracy i Gospodarki w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego rozmawiał Łukasz Karczmarzyk

Źródło foto. Paweł Piotrowski / Uniwersytet Wrocławski