Solidar Śląsko Dąbrow

Młodzi stawiają na indywidualizm

Bunt z 1980 roku były zrywem ludzi młodych. Dlaczego dzisiaj protestują przede wszystkim starsi?

– Wtedy buntowali się głównie trzydziestolatkowie i starsi, którzy pamiętali wydarzenia z 1970 roku. Dwudziestolatkowie wzięli udział w strajkach w 1988 roku, które zostały częściowo sprowokowane przez władzę, żeby pokazać zdolność Wałęsy do gaszenia protestów, ale w nich nie zaistnieli. W protestach z lat 80-tych obecne były doświadczenia różnych faz komunizmu. Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna, bardzo trudna, ale inna. Mamy wysokie bezrobocie, wydłużony wiek emerytalny, elastyczny czas pracy, który w wydaniu polskim oznacza arbitralne zarządzenie człowiekiem, ale stworzono przekonanie, że sukces albo przegrana zależą od indywidualnych starań. Ludzie nie mają poczucia tego, że wspólnie można coś trwale wywalczyć. To powoduje, że ci energiczni z młodszego pokolenia wybierają emigrację. I to jest wentyl bezpieczeństwa dla władzy. Z drugiej strony ludzie z Solidarności z 1980 roku nie potrafili przekazać swoim dzieciom moralnego wymiaru protestów. Nie nauczyli ich tego, co znaczy bunt w imię godności. Nie nauczyli ich używania języka: prawda, fałsz, godność i sprawiedliwość dla opisania konfliktu. Postawy młodych wynikają więc ze splotu wielu czynników. W warunkach demokracji ludzie mogą też myśleć, że wszystko załatwi polityka, a ich bierność jest usprawiedliwiona.

Ale sytuacja ludzi młodych pogarsza się najszybciej. To głównie oni nie mają pracy, a jeżeli zostaną zatrudnieni, to przeważnie na umowach śmieciowych …

– Ludzie zostali przekonani, że jest to kwestia ich indywidualnych zdolności. Nie traktują tych problemów jako zbiorowego doświadczenia. Uważają, w dużym stopniu słusznie, że władza jest bezradna. Nie dostrzegają systemowych uwarunkowań trudnej sytuacji społeczno-gospodarczej. Z drugiej strony zdają sobie sprawę z tego, że przy tak wysokim bezrobociu protest jest ryzykiem, bo władza dokładnie patrzy, kto protestuje. Dlatego stawiają na indywidualne strategie przetrwania swojego i swojej rodziny.

Czy taka postawa dwudziesto- i trzydziestolatków może się zmienić?

– Trudno powiedzieć. W 1980 roku też wydawało się, że scena jest całkowicie zamurowana. We wcześniejszych wyborach Gierek uzyskał 90 proc. poparcia. Dzisiaj pewnym problemem jest zdefiniowanie konfliktu. W warunkach wolnego rynku trudno go wyrazić. Ludziom mówi się, że taka a nie inna sytuacja jest wynikiem globalnego kryzysu czy wymogów Unii Europejskiej, a władzę można zmienić kartką wyborczą. Więc to nie jest konflikt tylko z władzą, która podejmuje złe decyzje, przerzuca koszty kryzysu na pracowników lub nie potrafi zlikwidować korupcji. Natomiast w sierpniu 1980 roku ludzie dostrzegali, że konflikt z władzą komunistyczną to jest też konflikt moralny. Czuli, że mówiąc „nie”, odbudowują swoją godność. Dzisiaj taka artykulacja nie pasuje. Pracownicy są podzieleni. Nie ma tej solidarności, bo sytuacja każdej branży jest trochę inna. Ten podział ułatwia złe rządzenie.

Ta część trzydziestolatków, której się udało i ma dobrą pracę, kieruje się konformizmem i nie widzi potrzeby protestowania w imieniu innych. Natomiast ci, którzy czują się przegrani, winią samych siebie. Jednak bunty ludzi młodych w krajach europejskich nie są rzadkością. W 2010 roku francuscy licealiści masowo przyłączyli się do protestów przeciwko reformie podnoszącej wiek emerytalny …

– Może tam jest inny poziom edukacji albo inna sytuacja w mediach? Może francuscy licealiści mieli poczucie, że swoimi działaniami mogą coś zmienić? Na pewno Francuzi traktują poważnie państwo. Myślą krótkim horyzontem czasowym, oczekują od rządu konkretnych decyzji i chcą widzieć ich efekty. W naszych warunkach nastąpiło to wahnięcie, o którym już wspomniałam. Ludzie myślą, że tylko indywidualnie mogą walczyć o siebie. Stawiają na własny wysiłek i szukają oparcia w sobie. Jest to też efekt tego, że protesty z 1980 roku nie przyniosły do końca tego, o co walczono – społeczeństwa żyjącego według takich wartości jak sprawiedliwość czy przyzwoitych warunków pracy. W sytuacji wysokiego bezrobocia trudno mówić o godności, bo ludzie się boją. W urzędach państwowych ewidentne są przypadki zastraszania pracowników o innych przekonaniach politycznych. Sądzę jednak, że jeżeli protest organizowany przez związki będzie trafiał w te kluczowe problemy, np. sposób zatrudniania, który obraca się przeciwko rozwojowi, to te postawy mogą się zmieniać. Potrzebny jest też sojusz środowisk inteligenckich, które teraz głównie otaczają partie, z robotnikami. Tutaj chodzi o coś więcej, niż tylko o demokrację. Chodzi o odbudowanie realnej gospodarki, o rozwiązania także unijne, odpowiadające naszej fazie rozwoju.

Z prof. Jadwigą Staniszkis rozmawiała Agnieszka Konieczny


Dodaj komentarz