Solidar Śląsko Dąbrow

Marzenie o enerdowskiej kolejce

Zawsze marzyłem, żeby pod choinką znaleźć elektryczną kolejkę. Najpierw taką, jaką widziałem u kolegi. Później taką, jaką widziałem na wystawie w sklepie w NRD. NRD już nie istnieje, ale marzenie przetrwało. Niespełnione. Od lat obiecuję, że gdy będę miał kilka wolnych stówek, to kupię jakiś podstawowy zestaw, a potem rozbuduję do rozmiarów kolejki z wystawy w enerdowskim sklepie. Ale tę obietnicę spełniam tak, jakbym był premierem. Sami wiecie, co to znaczy. Kolejki jak nie było, tak nie ma.

Może i dobrze, że spełnianie tego marzenia idzie tak opornie. Pewien Adaś, mój rówieśnik nawiasem mówiąc, w spełnianiu swojego marzenia kolejkowego poszedł na całość i stracił robotę. Wyobraził sobie, że zbuduje taką prawdziwą kolej, jaką widział za granicą. A że nie wydawał z własnej kieszeni, tylko z pieniędzy podatników, to sobie nie żałował. Problem Adasia polega na tym, że jest niedorodnym dzieckiem głównej myśli Peło. Myśl tę można streścić w jednym zdaniu: Nieważna jest zawartość, ważne jest opakowanie. Ten piarowski balon, zwany Kolejami Śląskimi, walnął z hukiem prosto w twarz Adasia. Najpierw spadła mu z głowy kolejarska czapka, a potem fala uderzeniowa zmiotła go ze stołka. Jestem tylko ciekaw, czy Adasiowi zbierze się kiedyś na szczerość i ujawni, kto mu polecił do zarządu facetów z wyrokami, a w dodatku jednego z żółtymi papierami? Ja bym takim kolesiom nawet nie pozwolił tknąć mojej kolejki, gdybym ją miał, bo to strach, że zepsują. Podejrzewam, że Adaś uwierzył ojcu chrzestnemu, albo inny dorosły z tej „rodziny na cudzym” kazał mu bawić się z łobuzami. Tak czy inaczej, niedobrze to świadczy o Adasiu, a jeszcze gorzej o tej rodzinie.

Inna sprawa, że Adaś miał prawo myśleć, że mu się upiecze. Ważni ludzie z rodziny nie takie wyczyny mają na koncie i pozostają bezkarni. Wytresowane przez medialne ciotki społeczeństwo uprawia bezstresowe wychowywanie rządzących. Gdy ktoś zwróci uwagę rozwydrzonym bachorom, to ciotką wrzeszczą, że uprawia mowę nienawiści. A gdy ktoś straszy łobuzów wymierzeniem prostującego klapsa, to ciotki, powołując się na wartości unijne, są gotowe pakować do więzienia.

Ale tak, jak pękł balon Adasia, tak pękną dużo większe balony dmuchane przez resztę tej dysfunkcjonalnej (jak to się przemądrze teraz mówi) pełowskiej rodziny. I żadne krzyki ciotek i ich szemrane zabiegi nie pomogą. Stanie się tak prędzej czy później, lecz to nastąpi. A wtedy kupię wymarzoną kolejkę. Sobie albo synowi. I nie śmiejcie się z tego. Dopóki taka rozwydrzona rodzina jest u władzy, szanse na to, żeby mieć kilka wolnych stówek na spełnienie dziecięcych marzeń, nie tylko swoich, ale też własnych dzieci, maleją. Oby nie zmalały do zera.

Jednak świąteczno-noworoczny felieton chciałbym zakończyć innymi życzeniami. Fragmentem jednej z najpiękniejszych polskich kolęd pt. „Bóg się rodzi”:
Podnieś rękę, Boże Dziecię! Błogosław Ojczyznę miłą.
W dobrych radach, w dobrym bycie Wspieraj jej siłę swą siłą.
Dom nasz i majętność całą, I wszystkie wioski z miastami!
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.

Jeden z Drugą:)

Dodaj komentarz