Solidar Śląsko Dąbrow

Krytyczne błędy systemu

Raport NIK z kontroli w Krajowym Biurze Wyborczym to jeden wielki akt oskarżenia. System informatyczny do obsługi wyborów samorządowych zawierał krytyczne błędy i w ogóle nie powinien zostać dopuszczony do użytkowania. Były też inne nieprawidłowości, o czym NIK zawiadomiła Agencje Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuraturę.

Najwyższa Izba Kontroli potwierdziła większość zarzutów pod adresem systemu informatycznego wykorzystanego podczas wyborów samorządowych, które pojawiały się w mediach od listopada zeszłego roku. – Wykryte błędy mogły prowadzić m.in. do uzyskania nieautoryzowanego dostępu do systemu z zewnątrz. Przesłaliśmy informację na temat stwierdzonych błędów do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – powiedział po opublikowaniu raportu szef NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Jak wynika z ustaleń Izby, program do obsługi wyborów samorządowych w ogóle nie powinien zostać dopuszczony do użytkowania. – KBW przeprowadziło odbiór i zapłaciło za zamówione oprogramowanie bez żadnego sprawdzenia dostarczonego produktu. Wykonawcy zapłacono ponad 300 tys. zł za oprogramowanie niezgodne z zamówieniem oraz z podpisaną umową. W konsekwencji NIK zawiadomiła prokuraturę o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa – zaznaczył Kwiatkowski.

Nieprawidłowości na każdym kroku
Istotne błędy zostały popełnione już na etapie przetargu na dostarczenie oprogramowania, który w ocenie NIK został przeprowadzony nierzetelnie. – Niemal na każdym jego etapie doszło do naruszeń przepisów Prawa zamówień publicznych, co ostatecznie miało wpływ na wynik niektórych rozstrzygnięć. Komisja przetargowa rozstrzygała w oparciu o oceny dokonywane przez pracowników KBW, którzy formułowali swoje uwagi, nie dysponując precyzyjnymi i obiektywnymi kryteriami oceny ofert. Takie postępowanie zdaniem NIK stwarzało ryzyko wystąpienia korupcji – czytamy w komunikacie z kontroli.

KBW dopuściła do użytku wadliwe oprogramowanie pomimo tego, że nie przeszło ono testów. Z kolei kompletny audyt bezpieczeństwa systemu dotarł do KBW już po zakończeniu drugiej tury wyborów. Nie zadbano również o właściwe przeszkolenie osób, które miały się posługiwać programem w trakcie wyborów. – Szkoleni użytkownicy systemu nie mieli okazji ćwiczyć na rzeczywistym oprogramowaniu. Szkolenia przeprowadzono w oparciu o zrzuty ekranowe – podkreślił prezes NIK.

Kontrowersje pozostały
Warto zaznaczyć, że kontrola NIK dotyczyła wyłącznie systemu informatycznego zastosowanego do liczenia głosów. Z kolei kontrowersji wokół ostatnich wyborów samorządowych jest znacznie więcej. Wątpliwości budzi już sam termin publikacji ich ostatecznych wyników. Pełne statystyki wyników głosowania PKW opublikowała na swojej stronie internetowej w połowie marca, czyli 4 miesiące po wyborach. – Zawiedzione zostało zaufanie obywateli do państwa i mechanizmów demokracji. Od 1989 roku minęło już dostatecznie dużo czasu, aby elity polityczne mogły wypracować standardy przeprowadzania wyborów choćby zbliżone do tych, które obowiązują np. we Francji, gdzie wyniki ostatnich wyborów samorządowych były znane już w zasadzie kilka godzin po zakończeniu głosowania. Ten zarzut odnosi się do całej klasy politycznej. Każde ugrupowanie w jakimś okresie mogło coś w tej sprawie zrobić, ale tego nie uczyniło – mówi Rafał Górski, prezes Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi.

Co więcej, analiza danych opublikowanych przez PKW zamiast wyjaśnić kontrowersje narosłe wokół wyborów samorządowych, w wielu przypadkach jeszcze je pogłębia. Chodzi przede wszystkim o ogromną liczbę nieważnych głosów oraz ich nierównomierne rozmieszczenie na wyborczej mapie. Okazuje się bowiem np., że w wielu rejonach naszego kraju liczba głosów nieważnych przewyższyła liczbę głosów ważnych.

Niepokojące pytania prowokują również zdumiewające różnice w odsetku nieważnych głosów odnotowanych przez komisję wyborcze w sąsiadujących obwodach. Dla przykładu w wielkopolskiej gminie Powidz, w której znajdowały się dwa obwody wyborcze, w jednym nieważnych głosów było 23 proc., a w drugim aż 55 proc. – Takie informacje muszą rodzić wątpliwości. Nie jestem w stanie ocenić, czy podnoszone przez wiele osób i środowisk zarzuty o zafałszowaniu wyniku wyborów są uprawnione, ale rządzący dopuszczając do tak ogromnego bałaganu, sami stworzyli pole do tego typu spekulacji. Ja jako obywatel chciałbym na bieżąco być informowany, co się w tej sprawie dzieje i jak te wszystkie kontrowersje są wyjaśniane. Jednak takiego rzetelnego audytu jak dotąd nie przeprowadzono – wskazuje prezes INSPRO.

Brakuje społecznej kontroli
W jego ocenie metodą na większą przejrzystość procesu wyborczego mogłoby być zwiększenie społecznej kontroli nad wyborami. Problem jednak w tym, że zazwyczaj tego typu inicjatywy podejmowane przez różnego rodzaju środowiska i organizację społeczne są dyskredytowane przez polityków. – W wielu przypadkach, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, obywatele zwyczajnie boją się angażować w obawie, że np. stracą prace lub doświadczą innego rodzaju negatywnych konsekwencji. Politycy lubią mówić, że nasza demokracja dorównuje standardom funkcjonującym w krajach zachodnich, ale pod tym względem jeszcze długa droga przed nami – podkreśla Górski.

Łukasz Karczmarzyk

źródło foto:wikipedia.org/Materiał urzędowy Najwyższej Izby Kontroli

 

Dodaj komentarz