Solidar Śląsko Dąbrow

Jak to było z sosnowiecką kopalnią

Walka pracowników ostatniej kopalni w Zagłębiu Dąbrowskim trwała wiele tygodni. Była wielka manifestacja, podziemny protest, całonocne negocjacje i wreszcie porozumienie, zabezpieczające interesy załogi. Gdy jedni głośno krzyczeli, inni ciężko pracowali na wspólny sukces. Dzisiaj, gdy emocje już opadły, warto jeszcze raz opowiedzieć o tamtych wydarzeniach.

O tym, że w sosnowieckiej kopalni kończy się węgiel wiedziano od dawna. Nikt jednak nie spodziewał się tak dramatycznego obrotu spraw, jaki mogliśmy obserwować w lecie i jesienią tego roku.

Jeszcze w 2010 roku zakładano, że wydobycie w Sosnowcu będzie prowadzone do 2018 roku. Później, ze względu na trudne warunki geologiczne, planowaną żywotność Kazimierza-Juliusza skrócono do 2016 roku, a następnie do połowy 2015 roku. W 2011 roku kopalnia, poszukując rozwiązań na przedłużenie funkcjonowania zakładu, zainwestowała z własnych środków spore sumy w odwierty rozpoznawcze w polu po byłej kopalni Jan Kanty w Jaworznie, gdzie znajduje się ok. 25 mln ton węgla. – Gdy pojawiła się szansa na uratowanie zakładu, zaczęliśmy działać. Byliśmy u ministra Piotra Woźniaka w sprawie koncesji na rozpoznanie złoża i ta koncesja została nam przyznana. Jesienią 2013 roku spotkaliśmy się w sprawie naszej kopalni z premierem Januszem Piechocińskim. Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, ale trudna sytuacja w branży spowodowała, że nie udało się znaleźć inwestora do realizacji tego projektu – mówi Grzegorz Sułkowski, przewodniczący Solidarności w kopalni Kazimierz-Juliusz.

Spontaniczny protest
W sosnowieckiej kopalni po raz pierwszy powiało grozą w lipcu tego roku. Wtedy to pojawiły się informacje o wcześniejszym niż planowano zamknięciu kopalni, o braku pieniędzy na wypłaty oraz o tym, że pracownikom zatrudnionym na czas określony nie zostaną przedłużone umowy. 10 lipca o świcie doszło do spontanicznego protestu załogi. Po zakończeniu nocnej zmiany 52 górników nie wyjechało na powierzchnię, chcąc w ten sposób solidarnie zaprotestować przeciwko nieprzedłużeniu umów o pracę 29 kolegom. Do kopalni przyjechali przedstawiciele zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego z prezesem Romanem Łojem na czele. Po kilkunastu godzinach negocjacji podpisano porozumienie, pracownicy zatrudnieni na czas określony dostali gwarancje pracy.

Nie chcieli do sztabu
Spokój nie trwał jednak długo. 1 września prezes Katowickiego Holdingu Węglowego Roman Łój zapowiedział podczas spotkania z załogą wygaszenie wydobycia w Kazimierzu-Juliuszu w ciągu miesiąca. – Pan prezes powiedział wtedy ludziom, że wszyscy pracownicy przejdą do struktur KHW na podstawie artykułu 23¹ Kodeksu pracy, jednak później nie chciał potwierdzić tych obietnic w pisemnym porozumieniu. Nasza reakcja była natychmiastowa. Powołaliśmy Międzyzwiązkowy Sztab Protestacyjno-Strajkowy, zorganizowaliśmy masówki z pracownikami i rozpoczęliśmy spór zbiorowy z pracodawcą, aby mieć podstawę prawną do prowadzenia akcji protestacyjnych i móc zabezpieczyć pracowników biorących w nich udział. Zaprosiliśmy do sztabu nowo powstały w kopalni związek Sierpień 80, jednak jego liderzy nie wyrazili chęci przystąpienia – mówi Bogusław Kapusta, przewodniczący Związku Zawodowego Ratowników Górniczych w Polsce przy KWK Kazmierz-Juliusz.

Nie kiwnęłi palcem
Międzyzwiązkowy Sztab Protestacyjno-Strajkowy, w skład którego weszły NSZZ Solidarność, ZZRG, ZZ Kadra, ZZG i ZZMW, podjął decyzję o przeprowadzeniu manifestacji w obronie kopalni. 17 września ok. 2 tysięcy osób – pracowników Kazimierza-Juliusza, mieszkańców Sosnowca oraz związkowców z innych zakładów i branż przemaszerowało kilkanaście kilometrów ulicami Sosnowca i Katowic. Akcja protestacyjna zakończyła się demonstracją przed siedzibą Katowickiego Holdingu Węglowego. – Cały wysiłek organizacyjny oraz koszty związane z manifestacją poniósł międzyzwiązkowy sztab. Dzięki zabiegom kolegów ze Związku Zawodowego Górników władze miasta zapewniły autobusy, którymi uczestnicy protestu przejechali odcinek z centrum Sosnowca do Katowic. Sztab zapewnił dodatkowo autokar, który cały czas jechał za uczestnikami marszu. Zorganizowaliśmy również nagłośnienie, karetkę, służby porządkowe itd. Jedynym wkładem Sierpnia 80 w całą akcję był udział niewielkiej grupki członków tego związku w marszu. Nie dołożyli ani złotówki i nie kiwnęli palcem, żeby pomóc przy organizacji – zaznacza Grzegorz Sułkowski.

W przeddzień marszu w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim odbyły się rozmowy dotyczące sytuacji w kopalni z udziałem wojewody śląskiego Piotra Litwy. O pilne zwołanie spotkania do wojewody zwrócił się Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności. – To było bardzo ważne spotkanie. W tym dniu po raz pierwszy udało się wciągnąć w sprawę naszej kopalni przedstawiciela rządu, jakim w województwie jest pan wojewoda. Bez interwencji Dominika Kolorza oraz  błyskawicznej odpowiedzi i zaangażowania Piotra Litwy nie byłoby późniejszego spotkania z delegacją rządową i nie byłoby porozumienia -zaznacza przewodniczący „S” w sosnowieckiej kopalni. – Pan wojewoda mógł się przekonać, jak bardzo różni się to, co pan prezes Łój mówi mediom, od tego, co jest skłonny dać pracownikom naszej kopalni na piśmie – dodaje Bogusław Kapusta.

Międzyzwiązkowy sztab pracował,
Sierpień uprawiał propagandę

Napięcie w kopalni narastało. Załoga wciąż nie dostała pełnych wynagrodzeń za sierpień. Pojawił się strach o zakładowe mieszkania, które jako cześć majątku kopalni w przypadku jej likwidacji, mogły trafić pod młotek. 24 września po nocnej zmianie część górników nie wyjechała na powierzchnię, po kolejnych zmianach do protestujących dołączali następni pracownicy. – Sztab protestacyjno-strajkowy od razu podjął decyzję o zorganizowaniu zaopatrzenia dla kolegów na dole – wskazuje szef ZZRG. – W pierwszych dobach sztab organizował wszystkie posiłki dla protestujących. Koledzy z innych zakładów przywieźli koce, ubrania i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Gdy zapytaliśmy związkowców z Sierpnia, czy dołożą się do jedzenia dla chłopaków przebywających pod ziemią, powiedzieli, że nie mają pieniędzy. Z kolei liderzy struktur Sierpnia 80 czy to z KHW, czy z władz krajowych przyjeżdżali tylko wtedy, gdy mieli okazję pokazać się w mediach – mówi Sułkowski.
– My byliśmy tam non stop. Wyjeżdżałem z dołu na powierzchnię o piątej, o ósmej zjeżdżałem z powrotem na dół. Gdy paru chłopaków źle się poczuło i lekarz powiedział, że to przez spadek cukru w organizmie, lecieliśmy po coca-colę dla nich. Jak od gumowców zaczęły odparzać im się nogi, jechaliśmy do hurtowni po onuce. My pracowaliśmy, Sierpień 80 robił sobie propagandę – dodaje przewodniczący.

W miarę upływu kolejnych godzin protestu na kopalnię zgłaszało się coraz więcej osób oferujących pomoc. Przychodzili okoliczni mieszkańcy, przynosili ubrania i termosy z ciepłą herbatą i jedzeniem. Właścicielka apteki mieszczącej się tuż przy kopalni zaoferowała środki medyczne, pobliska przychodnia opiekę lekarską. – Regularnie przyjeżdżał też do nas Jego Ekscelencja ks. biskup Grzegorz Kaszak, który przekazał pieniądze dla protestujących i udzielił nam duchowego wsparcia, które wtedy było tak bardzo potrzebne. Pomoc w postaci dowozu gorących posiłków zapewnił też prezydent Sosnowca Kazimierz Górski. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy udzielili nam w tych dniach wsparcia – mówi Bogusław Kapusta.

Skuteczność współdziałania
Determinacja pracowników Kazimierza-Juliusza przyniosła skutek. W sobotę 27 września w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim rozpoczęły się rozmowy związków zawodowych z KWK Kazimierz-Juliusz z przedstawicielami pracodawcy, właściciela kopalni oraz Ministerstwa Gospodarki i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Po blisko 12 godzinach rozmów, nad ranem zawarto porozumienie zabezpieczające interesy załogi. – To były bardzo trudne negocjacje, ale zakończone powodzeniem. Pracownicy zyskali gwarancje pracy, uregulowana została kwestia mieszkań zakładowych. Co ciekawe, nie przypominam sobie, aby liderzy Sierpnia 80 z naszej kopalni, którzy wcześniej i później mieli bardzo wiele do powiedzenia, chociaż raz zabrali głos podczas tych negocjacji. Podobnie było podczas wcześniejszych rozmów – konkluduje Grzegorz Sułkowski.

Łukasz Karczmarzyk

 

Dodaj komentarz