Solidar Śląsko Dąbrow

Dzięki Solidarności o tym się mówi

Miarą skuteczności związku zawodowego nie są tylko korzystne dla załóg porozumienia z pracodawcami czy też pomyślne dla pracowników polityczne decyzje rządu i parlamentu. Liczy się też umiejętność wprowadzania do dyskursu publicznego ważnych dla pracowników i związku problemów.

Mimo ciągłych ataków ze strony rządzących elit władzy i pieniądza, mimo nieskrywanej niechęci ze strony części mediów, Solidarność efektywnie uczestniczy w debacie publicznej. Liderzy związku umiejętnie wprowadzają do centrum debaty publicznej problemy, które elity chciałyby przemilczeć lub zepchnąć na margines.

Umowy śmieciowe
Rządzący, reprezentanci pracodawców i część publicystów długo opierali się przed problemem tzw. umów śmieciowych. Środowiska te najpierw długo ignorowały problem. Potem próbowały walczyć z niewygodnymi faktami w sferze językowej. Twierdzono, że pojęcie „śmieciowa” jest obraźliwe dla pracowników zatrudnionych na takich umowach. Argumentowano, że to pojęcie nieprecyzyjne, że właściwie nie ma czegoś takiego jak umowy śmieciowe. Jednak ta wymyślona i używana przez Solidarność nazwa zyskała ogromną popularność wśród pracowników, bo celnie opisuje to, jak czują się ludzie zatrudnieni właśnie za pośrednictwem umów czasowych, umów zleceń, umów, które nie dają im żadnego poczucia bezpieczeństwa czy stabilizacji. „Śmieciówka” zaczęła funkcjonować w języku dziennikarzy i publicystów oraz polityków. Skuteczne wprowadzenie tego pojęcia do języka dyskusji publicznej i cierpliwe, konsekwentne podnoszenie problemu przez Solidarność spowodowały, że rząd musiał zająć się problemem. Na razie zapowiedział, że podejmie działania na rzecz ograniczenia zjawiska nadużywania przez pracodawców „śmieciówek”. Czy z tej zapowiedzi się wywiąże? To osobna kwestia. Na pewno zostanie z niej rozliczony. Na „śmieciówce” pracuje co czwarty polski pracownik.

Polityka klimatyczna
Kolejnym przykładem skuteczności związku we wprowadzaniu pod dyskusję publiczną istotnych kwestii jest wpływ polityki klimatycznej UE na polską gospodarkę. Podobnie jak w przypadku umów śmieciowych długo bagatelizowano ten problem przy biernej postawie dziennikarzy i publicystów, którzy uważają się za specjalistów od gospodarki. Przez długi czas przedstawiciele elit politycznych „olewali” tę kluczową dla przyszłości polskiej gospodarki sprawę. To trudna tematyka, niemedialna. Niemniej bagatelizowanie problemu nie sprawi, że on zniknie. Solidarności udało się doprowadzić do tego, że problem pakietu klimatyczno-energetycznego stał się tematem szczegółowej analizy dokonanej przez Instytut Ekonomiczny Narodowego Banku Polskiego. Instytut szczegółowo wyliczył, jak groźne konsekwencje dla polskiej gospodarki, a tym samym dla polskiego społeczeństwa, niesie ze sobą polityka klimatyczna UE w obecnym kształcie. Pakiet klimatyczno-energetyczny i unijna polityka klimatyczna przestały być tematami dla wąskiej grupy specjalistów. Rządzący zaczęli sobie uświadamiać, iż nie można już dłużej udawać, że problemu nie ma. Dotarła do nich w końcu oczywista prawda, że albo Polska będzie twardo bronić węgla, albo przegra i to niezależnie od tego, jakie ugrupowanie będzie przy władzy. W ubiegłym roku kwestia postawy Polski wobec unijnej polityki klimatycznej stała się jednym z kluczowych tematów dyskursu publicznego.

Referendum dla obywatela
Solidarności udało się też postawić w centrum publicznej dyskusji sprawę referendum jako instrumentu wpływu na odrywającą się od rzeczywistości władzę. Obecne prawo nie pozwala obywatelom skutecznie współuczestniczyć w rządzeniu krajem. Dzięki Solidarności pojawił się nacisk społeczny na władzę, aby stworzyć w polskim systemie politycznym taki instrument, który pozwoli obywatelem na skuteczne przeciwstawienie się złym rządom czy złemu prawu. Obecne elity polityczne od lewa do prawa zaciekle bronią się przed tym naciskiem. Obywatel jest im potrzebny tylko raz na cztery lata. Ma zagłosować i się nie wtrącać. Solidarność najpierw uzyskując poparcie 2,5 mln Polaków dla referendum w sprawie wieku emerytalnego, a następnie wysuwając postulat zmian w prawie o referendum ogólnokrajowym, uruchomiła proces społecznego dążenia do odzyskania wpływu na władzę. Każde ugrupowanie polityczne, które wystartuje w następnych wyborach parlamentarnych, tego procesu nie może zbagatelizować. Musi się w swoich wyborczych kampaniach do tej kwestii odnieść, inaczej znacząco zredukuje swoje szanse na dobry wynik wyborczy.

Przywłaszczanie postulatów
Przykładów skutecznego wprowadzania przez Solidarność nowych pojęć i ważnych tematów do publicznej debaty jest oczywiście dalece więcej. Na łamach gazet wreszcie pojawiła się dyskusja nad podnoszonym od lat problemem nieadekwatności zarobków Polaków w stosunku do ich rosnącej wydajności. Polacy zarabiają zdecydowanie za mało. W końcu zaczęto o tym pisać, również o problemie płacy minimalnej. Do elit politycznych zaczyna docierać, że bez wyższych zarobków nie będzie wzrostu konsumpcji wewnętrznej i rozwoju gospodarczego. Solidarność cierpliwie walczy też z mitem mówiącym o rzekomo wysokich kosztach pracy w naszym kraju. Wysokie koszty pracy w kraju taniej siły roboczej to przecież absurd.

Oczywiście żaden z polityków nie przyzna się, że te wszystkie wyżej wymienione problemy nie byłyby mu znane, gdyby nie Solidarność. Przejmowanie postulatów Solidarności i przedstawianie ich jako swoich, to praktyka większości ugrupowań politycznych. Oto PO zapowiada walkę z umowami śmieciowymi. Oto SLD zapowiada, że przekona przedsiębiorców, aby nie kisili miliardów na lokatach, tylko zainwestowali i dali zarobić ludziom, a większa konsumpcja odda im z nawiązką to, co wyłożyli. Politycy PiS, SLD czy PSL coraz częściej mówią też o reindustrializacji, czyli o kolejnym postulacie Solidarności. Związek od dłuższego już czasu mówi o konieczności odbudowy przemysłu w Polsce, bezmyślnie wcześniej kasowanego przez zwolenników mitu, że można oprzeć gospodarkę głównie na usługach. Wiele spośród żądań i pomysłów związku znajdzie się z pewnością w programach wyborczych różnych ugrupowań politycznych. Solidarność nie będzie się od nich domagać zapłaty za prawa autorskie. Naprawdę wystarczy, że zrealizują przywłaszczane postulaty związku.

Erwin Kotowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *