Solidar Śląsko Dąbrow

Dwutygodniowy turnus w Brazylii za miliard dolarów

W Brazylii dobiegła końca konferencja COP30. Jak co roku na szczyt klimatyczny ONZ zleciało kilkadziesiąt tysięcy delegatów z całego świata. Wydarzenie trwało dwa tygodnie i jak co roku, zakończyło się niczym. Koszty organizacji szczytu szacuje się na ok. 1 miliard dolarów. Kolejny COP odbędzie się w Turcji, w listopadzie… jak co roku.

Jeszcze do niedawna kolejne, doroczne konferencje klimatyczne COP były uważnie śledzone przez największe światowe media. Z roku na rok zainteresowanie jednak wyraźnie słabnie. Uwagę szerszej publiczności przyciągają co najwyżej doniesienia opisujące przepych kolejnych szczytów czy hipokryzję ich uczestników, którzy na debaty o ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych zwykli podróżować prywatnymi odrzutowcami. Z czasem nawet ikona walki z „katastrofa klimatyczną” Greta Thunberg wyczuła słabnącą koniunkturę i zapominając o rzekomej zagładzie, która grozi naszej planecie, przerzuciła się na inny odcinek aktywizmu.

Front zmienił też m.in. Bill Gates, który przez wiele lat był wielkim orędownikiem „zielonej rewolucji”. W głośnym tekście opublikowanym tuż przed COP30 twórca Microsoftu skrytykował „apokaliptyczne” podejście do zmian klimatu, które – jak wskazał – wcale nie doprowadzą do unicestwienia ludzkości. W ocenie Gatesa zamiast koncentrować się na cięciu emisji, należy się skupić na inwestycjach w adaptację do zmian klimatycznych, szczególnie w krajach, które są najbardziej narażone na negatywne skutki tych zmian i jednocześnie mają najmniej zasobów, by sobie z nimi poradzić. Straszenie „klimatyczną katastrofą” ewidentnie wyszło z mody. Przestało być łatwym sposobem na zdobywanie popularności i zarabianie pieniędzy.

Tegoroczny szczyt pod względem rozmachu nie ustępował poprzednim. Do położonego na skraju amazońskiej puszczy miasta Belém przybyło ponad 50 tys. delegatów. Koszt całego przedsięwzięcia brazylijski rząd szacuje na ok. 5 mld reali, czyli niespełna miliard dolarów. Jednak najważniejszy dokument szczytu, czyli tzw. porozumienie końcowe nie zawiera nic oprócz górnolotnego pustosłowia.

Według szumnych zapowiedzi efektem COP w Brazylii miała być mapa drogowa odchodzenia od paliw kopalnych z konkretnymi datami i wiążącymi zobowiązaniami ze strony państw. Nic takiego się nie stało. Co więcej, w liczącym 8 stron dokumencie termin „paliwa kopalne” nie pada ani razu.

Organizatorzy COP30 próbowali ratować się wizerunkowo, ogłaszając, że na szczycie zapadła decyzja o potrojeniu finansowania działań na rzecz adaptacji do zmian klimatu dla krajów rozwijających się. W rzeczywistości w dokumencie nie ma nawet wzmianki o żadnej decyzji w tej sprawie. Kraje uczestniczące w szczycie zgodziły się jedynie „kontynuować wysiłki” zmierzające do zwiększenia tego finansowania, co w praktyce nic konkretnego nie znaczy.

W porozumieniu końcowym znalazł się za to przeforsowany przez Chiny zapis, że działania podejmowane w celu zwalczania zmian klimatu „nie powinny stanowić środka arbitralnej lub nieuzasadnionej dyskryminacji ani ukrytego ograniczenia handlu międzynarodowego”. Fragment ten jest jednoznacznie wymierzony w Unię Europejską i w stworzony w Brukseli graniczny podatek węglowy CBAM, który ma zacząć obowiązywać już od przyszłego roku. W ramach tego mechanizmu import określonych towarów do UE ma zostać obciążony dodatkową opłatą, która wyrównywałaby klimatyczne koszty ponoszone przez przedsiębiorstwa unijne. CBAM ma objąć sektory żelaza i stali, cementu, aluminium, nawozów, produkcji energii elektrycznej, wodoru i innych produktów pochodnych.

W założeniu węglowy podatek graniczny ma chronić europejski przemysł, który jako jedyny na świecie ponosi tak znaczące obciążenia związane z polityką klimatyczną. W praktyce jednak jest on krytykowany nie tylko poza Europą, ale również wewnątrz UE przez ekspertów, środowiska przemysłowe oraz związki zawodowe. Przeciwnicy CBAM wskazują, że system ten został źle zaprojektowany, zawiera luki, które umożliwią unikanie płacenia podatku, a jego wprowadzenia skończy się wojną handlowa, w której UE jest skazana na porażkę.

Unii Europejskiej po raz kolejny nie udało się skłonić innych państw, aby zaczęły naśladować jej szaleńczą politykę klimatyczną. Co więcej, w dokumencie końcowym brazylijskiego szczytu otwarcie skrytykowano jeden z filarów tej polityki, czyli mechanizm CBAM. Stany Zjednoczone, które w przeszłości były jedynym wśród liczących się gospodarek sojusznikiem Europy, decyzją prezydenta Donalda Trumpa w ogóle nie wysłały swoich przedstawicieli na COP30.

Trudno spodziewać się, że Unia Europejska wyciągnie jakiekolwiek wnioski po fiasku konferencji klimatycznej w Belém i trudno mieć o to pretensje. 21 listopada, czyli w dniu zakończenia COP30 temperatura w Brukseli wynosiła 4 stopnie, padał lekki deszcz. W Belém termometry pokazywały ok. 30 stopni. W przyszłym roku szczyt klimatyczny ma się odbyć w Antalyi na Tureckiej Riwierze. Chętnych na dwutygodniowe darmowe wakacje w listopadzie z pewnością również nie zabraknie.

łk
źródło foto: flickr.com/UNclimatechange