Solidar Śląsko Dąbrow

Dobry początek roku dla pracowników

Od 1 stycznia zaczęła obowiązywać minimalna stawka godzinowa w wysokości 13 zł brutto dla pracujących na umowach-zleceniach oraz na tzw. samozatrudnieniu.
Do 2 tys. zł brutto wzrosło też najniższe wynagrodzenie za pracę na etacie. To zmiany niezwykle ważne dla setek tysięcy pracowników. 
 
Polska znajduje się w ścisłej czołówce państw Unii Europejskiej pod względem liczby pracowników zarabiających najniższe wynagrodzenie. Eurostat wyliczył, że w naszym kraju zarobki co dziesiątego pracownika nie przekraczają 105 proc. płacy minimalnej. W większości państw UE ten odsetek mieści się w przedziale od 2 do 4,7 proc. ogółu zatrudnionych. 
 
Jedyna szansa na podwyżkę 
Jak wynika z najnowszego Rocznika Statystycznego Pracy opublikowanego przez Główny Urząd Statystyczny, pensje w wysokości minimalnego wynagrodzenia pobiera ok. 1,3 mln pracujących Polaków. Ta liczba od lat utrzymuje się na stałym poziomie, a nawet nieznacznie rośnie.
To oznacza, że dla ogromnej rzeszy Polaków jedyną szansą na podwyżkę jest wzrost płacy minimalnej. 
 
W tym roku minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 2000 zł brutto. Pensje najniżej uposażonych pracowników wzrosły o 150 zł, czyli o 8,1 proc w stosunku do roku ubiegłego. Dzięki znacznej podwyżce płaca minimalna stanowi 47 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na 2017 rok. Jej wysokość zbliżyła się do rekomendowanego przez Międzynarodową Organizację Pracy pułapu 50 proc. średniego wynagrodzenia. 
 
Wraz ze wzrostem płacy minimalnej rosną także inne świadczenia, takie jak odprawa przy zwolnieniu grupowym, wynosząca 15-krotność płacy minimalnej, dodatek za pracę w porze nocnej, wynagrodzenie za czas przestoju czy podstawa wymiaru zasiłku chorobowego i macierzyńskiego. 
 
Skorzysta więcej pracowników 
GUS w swoich statystykach dotyczących liczby pracowników zarabiających na poziomie płacy minimalnej ujmuje wyłącznie osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Nie są do nich wliczane setki tysięcy osób pracujących na różnego rodzaju umowach śmieciowych, choć wynagrodzenia znacznej części z nich są równe lub nawet niższe od ustawowego minimum. 
 
W 2017 roku te osoby po raz pierwszy odczują wzrost najniższego wynagrodzenia dzięki wprowadzeniu minimalnej stawki godzinowej za pracę. Nowymi przepisami objęci zostali pracownicy zatrudnieni na umowach-zleceniach oraz na tzw. samozatrudnieniu, czyli jednoosobowo świadczący usługi na rzecz firm. W praktyce na ustanowieniu minimalnej stawki godzinowej skorzystają pracownicy najgorzej opłacanych branż, czyli m.in osoby zatrudnione
w handlu, budownictwie, ochronie, gastronomii, czy branży usług sprzątających. 
 
Nowe podejście
Jak podkreślają rządzący, wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej ma wyeliminować patologiczne sytuacje, w których pracodawcy oferowali pracownikom za godzinę pracy stawki na poziomie kilku zł brutto. Z drugiej strony skutkiem nowych regulacji ma być promocja zatrudniania na etat i ograniczenie nadużywania umów śmieciowych. Wraz z określeniem stawki minimalnej za prace na tego typu umowach zniknie jedna z zachęt do ich stosowania. 
Minimalna stawka godzinowa stanowi nową jakość w podejściu państwa do problemu zatrudniania pracowników na umowach cywilnoprawnych zamiast na umowie o pracę,
który w naszym kraju przybrał ogromne rozmiary. Poprzednie ekipy rządzące nie tylko nie przeciwdziałały rozpowszechnieniu umów śmieciowych, ale wręcz promowały te formy zatrudnienia poprzez ciągłą liberalizację przepisów dotyczących rynku pracy. 
 
Szersze uprawnienia PIP
W nowelizacji ustawy o minimalnym wynagrodzeniu, w której zawarto zapisy o stawce godzinowej, rozszerzono również uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Inspektorzy bez uprzedzenia i o dowolnej porze będą mogli skontrolować czy wynagrodzenia w odpowiedniej wysokości są wypłacane pracownikom zatrudnionym na umowach-zleceniach i świadczących usługi na podstawie samozatrudnienia. Za wykroczenia w tym zakresie pracodawcy będzie grozić kara grzywny od tysiąca do 30 tyś zł. 
 
Wątpliwości budzi jednak to, czy PIP podoła nowym obowiązkom. Od wielu lat pojawiają się głosy, że Inspekcja dysponuje zbyt małą liczbą pracowników oraz funduszy, aby w pełni efektywnie wykonywać powierzone zadania. Na dodatek w tym roku budżet PIP będzie
o 10 mln zł niższy, niż pierwotnie planowano.
 
Łukasz Karczmarzyk
źródło foto:pixabay.com/CC0
 

Dodaj komentarz