Solidar Śląsko Dąbrow

Absolwent, czyli bezrobotny

W ubiegłym roku aż 559 tys. osób po raz pierwszy w życiu było zmuszonych zarejestrować się jako bezrobotni. W sumie od 2001 roku w urzędach pracy zarejestrowało się 8,3 mln Polaków – wynika z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Większość z nich to absolwenci szkół. Po ukończeniu nauki rejestrują się w pośredniakach, ale już na starcie przekonują się, że skuteczność urzędów pracy jest marna.

– Prawo do pracy jest podstawowym prawem w każdym państwie. I każdy rząd ponosi odpowiedzialność za jego realizację. Wszystkie kraje UE znacznie zwiększają wydatki na aktywne programy przeciwdziałania bezrobociu, na poprawę ich efektywności, a polski rząd nie potrafi rozwiązać tego elementarnego problemu – ocenia prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w Warszawie. Zdaniem ekonomisty bierność rządu w zakresie przeciwdziałania bezrobociu wśród absolwentów jest bardzo niebezpieczna dla dalszego rozwoju gospodarczego kraju. Bo bezrobocie młodych jest kosztowne ekonomicznie. Na ich edukację z państwowej kasy poszły miliony, a gospodarka nie ma z tego żadnych korzyści. – Badania rynku pracy z ostatnich lat wyraźnie pokazują, że absolwenci z dyplomami szkół zawodowych, średnich i wyższych uczelni co najmniej rok po zakończeniu nauki pozostają bez pracy. Eliminuje ich m.in. brak doświadczenia oraz bardzo mała liczba ofert zatrudnienia. Coraz więcej absolwentów szuka pracy nawet przez kilka lat – informuje prof. Kabaj.

Przychodzą, by złożyć podpis
Po ukończeniu szkoły rejestrują się w pośredniakach, ale już na starcie przekonują się, że skuteczność urzędów pracy jest marna. Dobrych doświadczeń z pośredniakiem nie ma 27-letni Kornel z Bytomia. Po raz pierwszy zarejestrował się tam 6 lat temu, po skończeniu technikum o profilu logistycznym. I do urzędu wraca co jakiś czas. Od trzech miesięcy po raz kolejny jest na bezrobociu. – W pośredniaku nigdy nie dostałem żadnej oferty. Przychodzę tam co miesiąc tylko po to, by się podpisać. Szukam pracy na własną rękę, ale znajduję tylko okresowe zajęcia za minimalną krajową. Zależało mi na skończeniu kursu obsługi koparko-ładowarki, po którym na pewno znalazłbym pracę. Zamiast tego zaproponowano mi półroczny staż za 400 zł na miesiąc. Musiałem przyjąć tę ofertę, bo inaczej zostałbym skreślony z rejestru bezrobotnych – opowiada Kornel.

Ale są absolwenci, dla których nawet staż za kilkaset złotych miesięcznie jest niczym wygrana na loterii. To przeważnie ci, którzy na bezrobociu tkwią już ponad rok. Do tej grupy należy 26-letnia Karolina, absolwentka socjologii z Dąbrowy Górniczej. – To miała być moja pierwsza praca. Po cichu liczyłam, że staż zaprocentuje zatrudnieniem na stałe. Czekałam prawie pół roku, niestety okazało się, że nastąpiła pomyłka. W projekcie mogły wziąć udział tylko osoby do 25. roku życia – informuje Karolina.

Według prof. Kabaja działalność pośredniaków nie może przynosić dobrych efektów choćby dlatego, że liczba zarejestrowanych tam bezrobotnych jest dalece wyższa od  liczby ofert pracy. – Tych ofert brakuje nam już blisko 2 mln. A nie da się dokonać cudu, gdy pośredniak ma 200 bezrobotnych i 10 ofert pracy – mówi prof. Kabaj.

Doświadczenie? Niby skąd?
Bezrobotni szukają więc pracy na własną rękę. Zarzucają pracodawców tysiącami CV. Po kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych wielu z nich traci pewność siebie. Bo okazuje się, że pracodawcy bardziej od ich dyplomów cenią doświadczenie. – Dla nich to podstawa. A niby skąd mamy je mieć? Gdzie mamy je zdobyć, skoro nikt nie daje nam na to szansy. Po każdym „castingu” słyszałem, że na pewno się odezwą. I na tym się kończy. Nigdy też nie wiedziałem, na jakie preferencje zwracali szczególną uwagę. Na przykład w jakim celu pytali: czy jestem jeszcze kawalerem, czy mieszkam sam – opowiada 27-letni Kuba z Katowic, bezrobotny przez ponad rok absolwent prawa.

W ocenie prof. Kabaja obecnie aż 50 proc. absolwentów nie tylko nie ma doświadczenia, ale też nikt nie przygotował ich do wykonywania pracy. Ich umiejętności wyniesione ze szkół nie są adekwatne do potrzeb pracodawców. Profesor jest przekonany, że ten problem znakomicie udałoby się rozwiązać poprzez wprowadzenie zmian w systemie oświaty. Takich, które pozwoliłyby uczniom zdobywać doświadczenie zawodowe już na wczesnym etapie nauki. – Chodzi o uruchomienie w Polsce dualnego systemu kształcenia. Polega on na tym, że młodzi ludzie uczą się teorii w szkole, a wiedzę praktyczną zdobywają na konkretnych stanowiskach w zakładach pracy. W krajach zachodnich ten system pozwala na przejście ze szkoły do pracy w miesiąc. W Polsce to trwa nawet do dwóch lat. Ale rządzących to rozwiązanie zupełnie nie interesuje – mówi prof. Kabaj.

Stracimy ogromny potencjał
Rządowych zaniechań w zakresie przeciwdziałania bezrobociu wśród absolwentów jest więcej. Ich jaskrawym przykładem jest zamrożenie w 2011 roku przez resort finansów środków z Funduszu Pracy. A to właśnie składki odprowadzane przez pracodawców na konto tego funduszu miały wspierać walkę z bezrobociem. – Tu politycy najbardziej zawiedli absolwentów i za to trzeba ich rozliczać. Zamiast o nich walczyć, zamrozili od 10 do 12 mld zł. Gdyby 70-80 proc. tych środków przeznaczyć na aktywizację zawodową młodych ludzi, to mielibyśmy prawie pół miliona nowych miejsc pracy. Wielki wyż absolwentów skończy się w 2015 roku. Jeśli nie zaoferujemy im pracy i godziwego wynagrodzenia, to wyjadą za granicę. Polska na zawsze straci ich ogromny potencjał, gdy wielka fala absolwentów zamieni się w nową wielką falę emigracji zarobkowej – ostrzega prof. Kabaj. Kornel z Bytomia już zapowiada, że jeśli pracy nie znajdzie, to wyjedzie do Anglii. – Tam już jest wielu moich kolegów. Gdy szukali pracy, nikt ich o doświadczenie nie pytał – podkreśla bezrobotny absolwent.

Beata Gajdziszewska

 

Dodaj komentarz