Zrobimy wszystko, żeby nie było zwolnień

25 listopada kolejarze obchodzą swoje święto, ale w tym roku nie mają zbyt wielu powodów do radości. Covid-19 boleśnie uderzył w branżę kolejową, przede wszystkim w przewozy pasażerskie...

– Z początkiem pandemii Covid-19 liczba pasażerów na kolei zaczęła gwałtownie spadać, z tygodnia na tydzień było coraz gorzej. Tylko w pierwszym okresie epidemii spółka PKP Intercity zrezygnowała z 60 proc. połączeń, zawieszono relacje międzynarodowe i kursy pociągów Pendolino, co przełożyło się na fatalną sytuację finansową spółek. Podpisaliśmy z pracodawcami porozumienia antykryzysowe obejmujące miesiące: czerwiec, lipiec i sierpień. Firmy dostały rządową pomoc, co podreperowało ich budżety, ale o jakichkolwiek podwyżkach nie mogło być mowy. Jedyne, co mogliśmy zrobić, to próbować utrzymać te miejsca pracy, które już są. I to się nam udało, bo uzgodniliśmy z przedstawicielami zarządów, że do końca roku nie będą zwalniać ludzi z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy. Zrobimy też wszystko, żeby uniknąć zwolnień w przyszłym roku, choć sytuacja nadal jest trudna. Ruch pasażerski w dalszym ciągu jest niewielki. Ze względu na zdalne nauczanie studenci przestali dojeżdżać na uczelnie, a w obawie przez zakażeniem wiele osób przesiadło się z powrotem z pociągów do samochodów. Przed pandemią liczba pasażerów na kolei sukcesywnie wzrastała, ludzie zaczęli się przyzwyczajać do pociągów, teraz to wszystko się odwróciło.

 
Czy nie obawiacie się zmniejszenia ruchu na kolei po zakończeniu pandemii, chociaż dzisiaj trudno przewidzieć, kiedy to nastąpi. Może się okazać, że część osób przejdzie na pracę zdalną, a korporacje zrezygnują np. z organizacji spotkań, czy konferencji biznesowych ...
– Niestety, jest to bardzo realne zagrożenie. Już widzimy, że pracodawcy zorientowali się, że praca zdalna generuje mniejsze koszty, nie trzeba utrzymywać biur, płacić za prąd i wodę. Zamiast spotkań biznesowych organizuje się telekonferencje, co najbardziej uderza w pociągi Pendolino. Do tej pory były one obłożone głównie przez osoby biorące udział w wyjazdach służbowych, do i z Warszawy oraz innych dużych miast. Obawiamy się, że Pendolino może stracić pasażerów, a te pociągi nie są dotowane z budżetu państwa, same na siebie muszą zarobić i jeszcze spłacać kredyty.
 
Nie tylko połączenia pasażerskie zostały ograniczone, z poważnymi problemami boryka się też spółka PKP Cargo. Kolejarskie organizacje związkowe alarmują, że firma traci udziały w rynku i żądają od zarządu opracowania sensownej strategii biznesowej na kolejne lata ...
– Rzeczywiście. Zeszły rok spółka PKP Cargo zakończyła z najgorszym wynikiem od czterech lat, a udział w rynku spadł z 56 do 45 proc. Z tego powodu kolejarskie związki wszczęły spór zbiorowy z pracodawcą, a 8 września w PKP Cargo powołany został Krajowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. Zarzucamy szefostwu spółki niewłaściwe zarządzanie skutkujące utratą rynku i brak perspektywicznego myślenia. Domagamy się opracowania strategii biznesowej na kolejne lata. Na rynku kolejowych przewozów towarowych jest dużo miejsca, ale o zlecenia trzeba walczyć. Z drugiej strony, domagamy się zmiany polityki transportowej rządu. Spółki należące do Skarbu Państwa, czyli takie jak PKP Cargo, powinny wozić towary wyprodukowane przez inne państwowe firmy, co byłoby wzmocnieniem narodowych przewoźników. Taką postępują chociażby Czesi i Niemcy.
 
Z Henrykiem Grymelem, przewodniczącym Krajowej Sekcji Kolejarzy NSZZ „Solidarność” rozmawiała Agnieszka Konieczny
źródło foto: pixabay.com/CC0/skk.org.pl