Węgiel z importu jest tańszy? Liczby mówią co innego

Polski węgiel od lat jest bardzo wygodnym chłopcem do bicia. Za każdym razem, gdy cena tego surowca na świecie spada, podnoszą się głosy o stratach generowanych przez górnictwo. W rzeczywistości w ostatniej dekadzie węgiel wydobywany w naszym kraju był znacznie tańszy od importowanego, a różnica cen pozwoliła spółkom energetycznym zarobić „na czysto” ponad 6 mld zł. 
 
Temu, jak naprawdę wypada konkurencyjność polskiego węgla w zestawieniu z surowcem sprowadzanym zza granicy, a także jak ta zależność wpływała w ostatnich latach na kondycję spółek energetycznych, poświęcona jest opublikowana niedawno przez Instytut Staszica analiza „Drogi Polski Węgiel? Mity Kontra Rzeczywistość” autorstwa dr. Dawida Piekarza. 
 
Na pewno droższy?
Głosy o rzekomo drogim i niekonkurencyjnym polskim węglu pojawiają się zwykle, gdy cena tego surowca w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia),  która jest wyznacznikiem ceny surowca w Europie ( tzw.  rynkowym benchmarkiem), spada poniżej 50 dolarów za tonę. Tak stało się w kwietniu tego roku, głównie z powodu spowolnienia gospodarczego spowodowanego koronawirusem (obecnie cena węgla w ARA wynosi ok. 50,5 dol./t). Jednak, jak wskazuje dr Dawid Piekarz na podstawie analizy cen z ostatnich kilkunastu lat, tak głębokie spadki zdarzają się niezwykle rzadko i stanowią wyjątki potwierdzające regułę, że węgiel produkowany w Polsce jest tańszy od sprowadzanego zza granicy. - Po raz ostatni i zresztą jedyny węgiel potaniał podobnie 4 lata temu, w maju 2016 r. (...) We wszystkich pozostałych okresach wykresy cen ARA falowały na znacznie wyższych poziomach: np. w 2008 r. aż 220 dol./t, w 2011 r. 120 dol./t. Lata 2016 i 2017 kończyły się ceną powyżej 90 dol./t. a w 2018 r. notowania przebiły poziom 100 dol./t. - czytamy w opracowaniu.
 
Jak wskazuje ekspert Instytutu Staszica, sumarycznie w okresie od 2010 do końca 2019 roku ceny polskiego węgla dla energetyki były niższe o ok. 2 zł za gigadżul wyprodukowanej energii od cen, które producenci prądu musieliby zapłacić za surowiec importowany, doliczając koszt jego transportu i przeładunku. - Różnica zapewniała zysk kontrahentom kopalń, bezpieczeństwo energetyczne krajowi, a tysiącom górników pracę dzięki wykorzystaniu polskiego węgla – pisze dr Piekarz. 
 
6,3 mld oszczedności
Według zawartych w raporcie wyliczeń cztery polskie grupy energetyczne: PGE, Tauron, Enea i Energa zaoszczędziły na zakupach tańszego polskiego węgla w ciągu ostatniej dekady ok. 6,3 mld zł. Co więcej, w ocenie autora opracowania również wcześniej, współpraca z rodzimym przemysłem wydobywczym była dla energetyki bardzo opłacalna. - Wielokrotnie to właśnie węgiel płacił rachunki rozwoju energetyki. Pomijając już dziesięciolecia przedrynkowego okresu PRL, przypomnijmy chociażby osławioną kotwicę antyinflacyjną z lat 90. XX w., gdy urzędowe ceny surowca z polskich kopalń dla elektrowni mocą ustawy utrzymywano na sztucznie niskim poziomie, poniżej kosztów produkcji, tylko po to, by energetyka nie podnosiła swoich cen dla odbiorców. Kosztem kopalń, które nie mogły zdziałać cudów i musiały upadać wskutek zupełnie antyrynkowej manipulacji, stabilizowano terapię szokową początku lat 90. i transformację kraju do gospodarki rynkowej – podkreśla dr Piekarz. 
 
Zachwiana równowaga
Receptą na uzdrowienie relacji między górnictwem i energetyką węglową miały być wprowadzone kilka lat temu długoterminowe kontrakty zawierane przez producentów węgla z grupami energetycznymi. Takie rozwiązanie jest korzystne dla obu stron. Energetykę zabezpiecza przed nagłymi wzrostami cen węgla na światowych rynkach, a spółkom górniczym zapewnia stabilne przychody, w okresach gorszej koniunktury.  
 
Osiągnięta w ten sposób równowaga, została zachwiana przez rosnący do poziomu kilkunastu milionów ton rocznie import węgla, głównie z Rosji. Węgla, którego cena jest ustalana zawsze przez Moskwę na poziomie niższym od cen portach ARA o ok. 5 dolarów za tonę. Odbiorcami importowanego surowca są m.in. grupy energetyczne, które jednocześnie nie realizują kontraktów z krajowymi producentami i nie odbierają zamówionego węgla z polskich kopalń. - Większościowym ich właścicielem (spółek energetycznych – przyp. łk), tak jak i kopalń, jest Skarb Państwa, a zatem nie powinny wyniszczać się wzajemnie i operować wobec siebie wrogo na rynku – zauważa ekspert Instytutu Staszica. Co warte podkreślenia grupy energetyczne są także udziałowcami największej polskiej spółki węglowej – Polskiej Grupy Górniczej.  
 
Na tę patologiczną sytuację górnicza „Solidarność” wskazuje od wielu miesięcy. W wyniku interwencji związku rząd zadeklarował opracowanie programu naprawczego zarówno dla sektora wydobywczego, jak i górniczego. Premier Mateusz Morawiecki podczas niedawnego spotkania z liderami górniczych central związkowych zapowiedział, że rozmowy na ten temat rozpoczną się jeszcze w czerwcu.
 
łk
źródło foto: pixabay.com/CC0