Po strajkach w 1980 r. pracownicy z Elektrowni Rybnik zarejestrowali NSZZ Solidarność. Zaraz też pojawiła się idea wykonania związkowego sztandaru. Związkowcy postanowili, że na sztandarze będzie widnieć postać patrona energetyków błogosławionego Ojca Maksymiliana Kolbe. Związkowy symbol ufundowali członkowie zakładowej Solidarności.
Jego poświęcenie odbyło się 7 listopada 1980 r. podczas mszy świętej, odprawionej przy bramie Elektrowni Rybnik, pod przewodnictwem bp. Damiana Zimonia.
- 13 grudnia szedłem do pracy na pierwszą zmianę. Na miejscu dowiedziałem się, że w kraju został wprowadzony stan wojenny. Zorganizowaliśmy zebranie załogi, bo chcieliśmy ustalić, co dalej robić. Ale dowiedzieliśmy, że Solidarność została zdelegalizowana. Poszliśmy do siedziby Komisji Zakładowej, żeby stamtąd zabrać związkowe dokumenty. Wyniosłem sztandar i przez kilka dni przechowywałem go w swoim dziale. Później schowaliśmy go na oddziale kolegi Karola Jeglorza. Tam nikomu nie wolno było wchodzić ze względu na zagrożenie wodorowe. Wkrótce postanowiliśmy, że koledzy wyniosą sztandar do hotelu robotniczego. Ale tam milicja również zaczęła węszyć – opowiada Bronisław Dziewior, działacz Solidarności z Elektrowni Rybnik.
Wtedy też Bronisław Mazurkiewicz, który w stanie wojennym zginął tragicznie w niewyjaśnionych okolicznościach, przeniósł sztandar w torbie do mieszkania Dziewiora. Pan Bronisław zwrócił się do proboszcza swojej parafii Franciszka Kubina z prośbą o jego przechowanie. Po kilku dniach do domu Dziewiora zapukał ministrant księdza i oznajmił, że przyszedł zabrać sztandar. – Ten ministrant obecnie jest księdzem, a nazywa się Bogdan Michalski – informuje pan Bronisław. Jak się okazało, proboszcz parafii ukrył sztandar w mieszkaniu swojej siostry w Katowicach.
W 1989 r. po reaktywacji związku, sztandar wrócił do siedziby zakładowej Solidarności.