Solidarność z kopalni Borynia najprawdopodobniej jako pierwsza organizacja związkowa z branży górnictwa kamiennego wykonała swój związkowy sztandar. Świadczy o tym tradycyjna czcionka liter wyhaftowanych na sztandarze, bo wówczas jeszcze nie obowiązywała tzw. solidaryca. Ufundowany został ze składek członków związku. - Sztandar poświęcił nieżyjący już ks. biskup Czesław Domin jeszcze w 1980 r. Równocześnie z nim poświęcona została kapliczka Świętej Barbary, znajdująca się w kopalni Borynia - opowiada Kazimierz Kowalczuk, działacz zakładowej Solidarności, który w 1983 r. został zmuszony przez komunistyczną władzę do wyemigrowania do Szwecji.
13 grudnia 1981 r. związkowcy z Solidarności ukryli sztandar w kopalnianej łaźni dozoru wyższego. - Stwierdziliśmy, że najbezpieczniejszym dla niego miejscem będzie kabina dyrektora zakładu, bo żaden z esbeków nie wpadłby na pomysł, by tam szukać związkowego symbolu - mówi Kazimierz Kowalczuk. Jeszcze w czasie trwania stanu wojennego związkowcy wywieźli sztandar z kopalni, ukrywając go w rurze załadowanej na samochód ciężarowy.
- Konspiracja wśród nas była ogromna. Wyszliśmy z założenia, że aby skutecznie uratować sztandar, to o kolejnym miejscu jego przechowywania mogą wiedzieć tylko jednostki. Dlatego ja nie znam dalszych losów sztandaru i do dziś nie wiem, kto może je znać. Najważniejsze, że po reaktywacji Solidarności sztandar wrócił nienaruszony do siedziby zakładowej Solidarności - mówi Kazimierz Kowalczuk.