Szczypiorniak rządzi

Mimo że skończyło się tylko na wyjściu z grupy, to było kilka pięknych chwil. Polscy piłkarze ręczni pokazali, że potrafią grać, w dodatku efektownie, a nawet skutecznie. Ktoś powie, że zabrakło doświadczenia, choć skłonny jestem twierdzić, że to przede wszystkim kontuzja niedoświadczonego, ale znakomitego rozgrywającego Olejniczaka w meczu z Węgrami sprawiła, że Polacy nie dostali się do ćwierćfinału. Jednak mniejsza o to. Większość rodaków komentujących handballowy mundial zgadza się, że nasza odmłodzona kadra ze znakomitym Morawskim w bramce pokazała bardzo wysoki poziom i osiągnęła niezły wynik.
 
To się nie bierze z niczego. To efekt wieloletniej pracy, której owoce już od dłuższego czasu możemy oglądać w klubowej piłce ręcznej. Szkolenie młodych, płynna wymiana pokoleń i dopływ świeżej krwi z zagranicy. Nie tylko trenerów, ale też piłkarzy. I to z najwyższej półki. W Kielcach gra trzech podstawowych reprezentantów Hiszpanii (jeszcze pół roku temu czterech) oraz pierwszy bramkarz reprezentacji Niemiec. W Płocku mamy kadrowiczów z Węgier i Brazylii. A wymieniam tu tylko reprezentantów krajów, z którymi mierzyliśmy się podczas egipskiego mundialu. A są przecież znakomici gracze z całych Bałkanów i Skandynawowie. Kielce regularnie i z sukcesami grają w Lidze Mistrzów. W Lidze Mistrzów mogliśmy też podziwiać Płock, choć akurat w tym sezonie przyszło mu grać jedynie w Lidze Europejskiej. W polskiej lidze mamy sporo drużyn grających na wysokim poziomie. To jest dość sprawnie funkcjonujący system. 
 
Naprawdę mamy czym się pochwalić. I dlatego byłem zdumiony, że telewizja publiczna początkowo nie wykupiła praw do pokazywania meczów Polaków na mundialu. Jak to? Pamięć historyczna zawodzi? Przecież ta dyscyplina we współczesnej historii Polski pełni rolę szczególną. Wszak to legioniści Józefa Piłsudskiego w podkaliskim Szczypiornie kładli podwaliny pod polską piłkę ręczną. Nasza biało-czerwona reprezentacja to ich spadkobiercy. Podobno te symbole zeszły na dalszy plan, gdyż pośredniczący w sprzedaży praw telewizyjnych chcieli polską telewizję oszwabić. Żądali horrendalnych sum, dlatego nasi spece od sportu z TVP powiedzieli: basta! Ale mniejsza o meandry telewizyjnych biznesów. Nie znam się na tym. Wiem natomiast, że mimo iż płacę abonament i z podatków dorzucam dotacje do mediów publicznych pierwsze mecze byłem zmuszony oglądać na yotubku Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej IHF. I w sumie nie żałuję. Jakość fajna. Mimo pustych trybun, mocny doping biało-czerwonej ławki zmienników i trenerów. Znajome słowa wyrażające najgłębsze zdumienie i największą radość. A że nie było komentatorów? Szybko przestało mi to przeszkadzać.
 
Gdy się okazało, że ów rzekomo niszowy sport ogląda na youtubku IHF kilkaset tysięcy Polaków, a co więcej skazywani na pożarcie nasi przechodzą do następnej fazy turnieju, publiczna i narodowa zarazem kupiła prawa do kolejnych spotkań. Podobno już taniej. Może i oszczędzili, ale stracili dużo więcej. Masa ludzi została zmuszona do skorzystania z youtubka IHF i przekonała się, że można oglądać mecze polskiej reprezentacji w całkiem dobrej jakości przekazie bez korzystania z TVP. Okazało się też, że w przypadku niedomagań telewizji publicznej w pokazywaniu sportu nie jesteśmy skazani na kaprysy i pazerność telewizji komercyjnych. Można żyć obok tego systemu. I to zupełnie legalnie. I za to też naszym szczypiornistom należą się gorące podziękowania.
 
Jeden z Drugą;)
źródło foto: materiały prasowe IHF