Słynny polski kombajn

Kombajny marki Bizon do dziś można spotkać na polach. Fabryka Maszyn Żniwnych, gdzie produkowano Bizony, przez dziesięciolecia była chlubą i wizytówką naszego przemysłu maszyn rolniczych. Dzięki determinacji załogi i zagranicznemu inwestorowi dzisiaj w Płocku nadal produkuje się kombajny, ale już pod zupełnie innym szyldem.

Tradycja produkcji maszyn rolniczych w Płocku sięga lat 60 XIX wieku. Wtedy to niejaki Mojżesz S. Sarna założył zakład produkujący m.in. pługi i sieczkarnie. W momencie wybuchu II wojny światowej w mieście funkcjonowały już trzy przedsiębiorstwa produkujące maszyny i narzędzia rolnicze. W lutym 1940 roku okupant połączył warsztaty w jedno przedsiębiorstwo pod nazwą Landmaschinen Fabrike Plock Maschinen-Industrie, którego produkcję podporządkowano potrzebom niemieckiej armii. Po wojnie fabrykę przekształcono w Płockie Zakłady Maszynowe i już w czerwcu 1945 roku uruchomiono produkcję m.in młocarni, kieratów, sieczkarni i śrutowników.

Od Stalińca do Vistuli
W latach 50. wraz z odbudową rolnictwa po wojnie w Płocku zaczęto myśleć o uruchomieniu produkcji samobieżnej maszyny żniwnej, czyli kombajnu. Pierwszy kombajn wytwarzany w Polsce, czyli ZMS-4 nie był jednak efektem prac naszych konstruktorów. Była to maszyna produkowana na licencji radzieckiego kombajnu Staliniec S-4. Premierowe egzemplarze ZMS-4 wyjechały z płockiej Fabryki Maszyn Żniwnych im. Marcelego Nowotki w 1954 roku (patrona zakład uzyskał rok wcześniej). Maszynę zaprezentowano po raz pierwszy oficjalnie – jakżeby inaczej – podczas pochodu pierwszomajowego.

Po 4 latach produkcji Staliniec przestał przystawać do współczesnych standardów. Wtedy też zapadła decyzja o rozpoczęciu prac nad nową, własną konstrukcją. Nowy kombajn z FMŻ otrzymał handlową nazwę Vistula. W 1960 roku Vistula zadebiutowała na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Rok później płocka fabryka wyprodukowała już 560 tych maszyn. Lwia część płockich kombajnów trafiała na rodzimy rynek. Jednak w owych czasach Vistulę można było również oglądać na polach we Włoszech, Francji, Wenezueli, Hiszpanii, Grecji, Syrii i Maroku. Na Kubę trafiło 230 Vistul przystosowanych do zbioru ryżu. W latach 60. FMŻ osiągnęła moce produkcyjne na poziomie kilku tysięcy kombajnów rocznie.

Pod koniec dekady Vistula zaczęła tracić na popularności. Co gorsza wytyczne planu na lata 1971-1975 przewidywały zaprzestanie produkcji kombajnów zbożowych w Polsce i powrót do importu tego typu maszyn z ZSRR. FMŻ miało zwolnić część pracowników i przestawić produkcję na podzespoły dla przemysłu ciężkiego.

Nadchodzi Bizon
Płoccy konstruktorzy nie dali jednak za wygraną i pod przykrywką prac nad częściami zamiennymi do Vistuli, nieoficjalnie przygotowywali projekt nowego kombajnu. Prototyp kombajnu KZS-3 Bizon okazał się znakomitą konstrukcją. To zachęciło komunistyczne władze do podpisania się pod cudzym sukcesem, który na dodatek osiągnięto niejako wbrew ich zaleceniom. W marcu 1970 roku Rada Ministrów podjęła uchwałę o rozpoczęciu produkcji Bizona.

Pierwszego września 1971 roku z taśmy montażowej FMŻ zjechała ostatnia Vistula, a na taśmę wjechał Bizon. Cztery lata później płocką fabrykę opuścił egzemplarz Bizona o numerze 15000. Na przestrzeni lat powstało kilka modeli tego kombajnu. Ostatni z nich, Bizon Z058 Rekord był produkowany w zmodernizowanej wersji do 2004 roku.

Wizytówka Płocka
Dzisiaj Płock kojarzony jest głównie z przemysłem petrochemicznym. Kiedyś wizytówką miasta był Bizon. Stefan Boczek, przewodniczący Solidarności w CNH Polska, zakładu powstałego na bazie FMŻ, rozpoczął pracę w płockiej fabryce w połowie lat 70. Jak wspomina w tamtych czasach wokół zakładu koncentrowało się życie sporej części mieszkańców miasta. - Firma zatrudniała kilka tysięcy osób. Praca w FMŻ przechodziła często z pokolenia na pokolenie. Działała przyzakładowa szkoła zawodowa, pracownicy mogli starać się o zakładowe mieszkania - mówi przewodniczący.
Fabryka była niemal samowystarczalna. Zdecydowana większość podzespołów do produkcji kombajnów powstawała na miejscu. W latach 80. zakład przystosowano do produkcji 6 tys. kombajnów rocznie. Inwestycje realizowane w FMŻ finansowane były ze środków własnych oraz z otrzymanego kredytu inwestycyjnego, który w całości został spłacony w 1991 roku. Do 1989 roku kondycja finansowa spółki była co najmniej przyzwoita.

Początek końca
Potem sytuacja zmieniła się diametralnie. FMŻ bardzo szybko odczuło mordercze dla przemysłu skutki reform Balcerowicza. Z dnia na dzień kilkakrotnie wzrosły ceny materiałów, odsetki od kredytów czy dywidenda. - Jednak największym ciosem dla nas była nagła likwidacja PGR-ów, które były głównym odbiorcą naszych kombajnów. Rynek krajowy się załamał, a na wejście na rynki zagraniczne w ówczesnej sytuacji nie mieliśmy praktycznie żadnych szans - podkreśla Stefan Boczek.
Na początku lat 90. znalezienie rolnika, którego byłoby stać na zakup nowego kombajnu, graniczyło z cudem. Innym problemem było otwarcie polskiego rynku na napływ starych, używanych kombajnów zza granicy. Warto tutaj zaznaczyć, że władze zezwoliły na sprowadzanie tego typu maszyn bez jakiegokolwiek cła. To doskonale pokazuje, jakie było podejście ówczesnej klasy politycznej do ochrony rodzimego przemysłu.

W miarę pogarszania się sytuacji zakładu walka pracowników o jego przetrwanie stawała się coraz bardziej dramatyczna. Kolejne protesty, apele do rządzących i pomysły działań naprawczych nie doczekały się żadnej reakcji decydentów. - Bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę, że jeżeli chcemy przetrwać, musimy trzymać polityków z dala od naszego zakładu. Przykłady z innych firm pokazywały, że jak politycy zabierali się za ich ratowanie, najczęściej kończyło się to tym, że zakład przestawał istnieć - mówi Boczek.

W 1992 roku powołano do życia firmę pod nazwą Bizon Sp. z o.o. ze stuprocentowym udziałem FMŻ. W nowej spółce kontynuowano produkcję kombajnów i innych maszyn rolniczych, które miały szanse na zbyt. Po tym jak spółkę Bizon kupił Bank Handlowy, powstał pomysł stworzenia konsorcjum z lubelską fabryką maszyn rolniczych Sipma. - Sipma jako podmiot dominujący miała dokapitalizować Bizona, jednak wycofała się z tego po wpłaceniu pierwszej transzy. Doszło do rozwodu spółek i Bank Handlowy postanowił nas sprzedać - tłumaczy przewodniczący.

Nowe życie bez Bizona
Wtedy pojawił się zagraniczny inwestor, czyli należący do grupy Fiata koncern New Holland (obecnie Case New Holland) i kupił fabrykę. Dzisiaj CNH Polska produkuje dwa modele kombajnów oraz podzespoły dla innych zakładów koncernu. Spółka zatrudnia ok. 1300 osób, do których w sezonie zwiększonej produkcji dochodzą pracownicy tymczasowi. Wieloletnia batalia załogi płockiej fabryki o utrzymanie zakładu przy życiu zakończyła się sukcesem, ale już nie pod szyldem Bizona. - Sentyment do Bizona pozostaje, ale patrząc pragmatycznie, dla nas najważniejsze było utrzymanie miejsc pracy i to się udało. Jesteśmy częścią międzynarodowego koncernu, mamy dostęp do zagranicznych rynków, a w naszym zakładzie prowadzone są inwestycję. Gdyby nie determinacja pracowników i Solidarności tego dzisiaj by nie było - podkreśla Stefan Boczek.

Łukasz Karczmarzyk