Przez 100 lat dawała ludziom pracę

Szkło okienne, baloniki żarówkowe czy szklanki - chyba nie ma w Polsce osoby pamiętającej II połowę ubiegłego wieku, która przynajmniej raz w życiu nie zetknęłaby się z wyrobami produkowanymi w Hucie Szkła „Szczakowa”.

Początki zakładu sięgają 1911 roku. To właśnie wtedy tarnowska Fabryka Szkła Kupfer & Glaser zakupiła obiekty należące do powiązanej z jaworznickimi kopalniami cesarsko-królewskiej Fabryki Sody Amoniakalnej. - Produkcję sody rozpoczęto na terenie Szczakowej już w 1885 roku. Na miejscu był piasek, a inne surowce m.in. sól dowożono koleją z Wieliczki. Jednak po pewnym czasie zakład został wchłonięty przez nowo wybudowaną fabrykę sody w Borku Fałęckim pod Krakowem. Po szczakowskiej firmie zostały jedynie hale i mieszkania dla robotników - opowiada Bartłomiej Cieszyński z Muzeum Miasta Jaworzna.

Ciężka ręczna praca
Kolonia robotnicza została szybko zasiedlona. Nowy właściciel sprowadził do Szczakowej kilkanaście rodzin z Tarnowa. Wszystkie przyjechały specjalnym pociągiem i rozpoczęły pracę w zakładzie. Pierwsza tafla szkła wyprodukowana została w 1911 roku. - To była ręczna praca. Wydmuchiwano długi balon, który trafiał w specjalnie uformowany kanał. Po ostygnięciu odcinano początek i koniec. Rurę, która zostawała przecinano, a następnie podgrzewano i walcowano. To pierwsze szkło można jeszcze czasem spotkać. Jest nierówne i posiada mnóstwo pęcherzyków powietrza - dodaje Bartłomiej Cieszyński.

Produkcję przerwała I wojna światowa. W tym czasie część obiektów została wykorzystana przez wojskowe władze austriackie na przytułek dla inwalidów wojennych. Po wojnie zakład na krótko został postawiony w stan upadłości, ale zdołał się wybronić. Po wznowieniu działalności, w dalszym ciągu podstawę produkcji stanowiła ręczna praca hutników. Tak było mniej więcej do 1928 roku, kiedy to sprowadzono pierwsze maszyny.

Z pokolenia na pokolenie
Przez dziesiątki lat w szczakowskiej hucie zatrudnione były całe rodziny. - Jeden mój dziadek zaczął pracę w hucie jeszcze przed II wojną światową, a drugi zaraz po wojnie. Tam pracowały moje ciocie i wujkowie. Również ja, chociaż tego nie chciałam. Przyszłam do huty tylko na chwilę, a zostałam 39 lat - opowiada Grażyna Kieszek, w latach 1995 -2003 przewodnicząca Solidarności w zakładzie. - Ludzie czasem narzekali, że widzą te same twarze w pracy i na ulicy, ale praca w hucie była zaszczytem. To był duży zakład, wiodący wśród innych polskich hut szkła, dobrze prosperujący, zarobki były niezłe - dodaje Grażyna Kieszek. Podkreśla, że praca hutnika nie była łatwa, a na jakość szkła mógł mieć wpływ nawet kierunek wiatru, mimo że produkcja prowadzona była w pomieszczeniach zamkniętych. - Pracownicy huty byli cenieni nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Wyjeżdżali m.in. do Indii, Iraku, Jugosławii, by pomagać w uruchamianiu budowanych tam zakładów - mówi Grażyna Kieszek.

Ciągłe modernizacje
Na pewno w historii szczakowskiej huty jest wiele momentów, o których można powiedzieć, że stanowiły przełom w jej rozwoju. Wszystkie trudno wymienić. - Dynamiczny rozwój zakładu rozpoczął się w 1958 roku, kiedy przystąpiono do rekonstrukcji wydziału szkła okiennego. Pierwszym etapem był kapitalny remont części topliwej wanny, drugim wymiana 6 starych zużytych maszyn do wymiany szkła, na 4 nowe sprowadzone z Belgii - mówi Bartłomiej Cieszyński. Niewątpliwie istotny wydarzeniem była budowa w 1959 roku rurociągu doprowadzającego gaz koksowniczy, który kilka lat później zamieniono na gaz ziemny. Modernizacja produkcji nastąpiła też w 1974 roku, dzięki zmianie technologii na metodę Pittsburgh, którą wykorzystywano przez kolejne lata.

Mieszkania i obiekty sportowe
Dla szczakowskich hutników ważna była nie tylko praca, ale i zaplecze socjalne, które zakład zapewniał. Już w latach 1950-1968 wybudowano osiem bloków mieszkalnych i zakładowe przedszkole, które jako placówka miejska funkcjonuje do dziś. - Kolejne bloki wybudowane zostały w latach 70. i 80., kiedy przechodzono na nową technologię produkcji szkła. Te mieszkania bardzo wiązały pracowników z zakładem. Była taka zasada, że jak ktoś odchodził z pracy to powinien zrezygnować z mieszkania - mówi Grażyna Kieszek. Zakład posiadał też Dom Kultury, domy wypoczynkowe w Krynicy i w Jelitkowie. Pod opieką huty rozwijał się istniejący od 1923 roku klub sportowy Szczakowianka, który posiadał własne boisko z trybunami, basen i halę sportową.

Szklanki zasypały Polskę
W latach 80-tych produkcję baloników żarówkowych przejęły inne huty. - Ktoś wpadł na pomysł, żeby maszyny dostosować do produkcji szklanek. Ruszyła produkcja. Szklankami zasypano całą Polskę, a część wyrobów szła na eksport - mówi Bartłomiej Cieszyński. - Podstawę produkcji stanowiło oczywiście szkło okienne. Produkowaliśmy dużo szklanek, ale nie dawały takiego zysku - wspomina Grażyna Kieszek.

Smutny koniec
W latach 90. huta zaczęła popadać w tarapaty finansowe. Nie pomogły ciągłe zmiany właściciela i zwolnienia pracowników. Zakład musiał wstrzymać produkcję, ograniczając działalność do przetwórstwa. Likwidację firmy ogłoszono w 2012 roku. Dzisiaj po hucie zostały tylko kominy i biurowiec. Hale i maszyny zostały już rozebrane.

Agnieszka Konieczny