Nic nowego pod słońcem

Wkrótce minie rok od czasu, gdy oficjalnie potwierdzono przybycie do Polski pierwszego zakażonego COVID-19. Od tego momentu całe nasze życie się posypało. Wszystkie rzeczy stałe, szanowane i niezmienne przestały takie być. Byt realny przeszedł na tryb zdalny. I nagle, po tylu miesiącach, mamy to, czyli powrót do normalności. Czujemy się jak Albercik i Maksiu z „Seksmisji”, gdy zobaczyli bociana. Uratowani jesteśmy. Zima jak co roku zaskoczyła drogowców i kierowców. Uratowani!
 
Driftujące po głównych arteriach miast ciężarówki i osobówki w letnich kapciach, nieliczne pługopiaskarki stojące razem z nimi w korkach, sól zjadająca buty zamiast śniegu. Jak za dawnych lat, kiedy jeszcze nie było wirusa. Prawdą jest, że owo tradycyjne zaskoczenie nastąpiło dopiero w lutym, a nie, jak to zwykle bywało, w grudniu, czy w styczniu, niemniej po miesiącach nienormalności nawet zima ma problemy z powrotem do trybu stacjonarnego. 
 
Jak co roku na początku lutego wiodące to tu, to tam portale odnotowały kolejny Dzień Świstaka. Phil wyszedł ze swojej norki w Pensylwanii, aby sprawdzić, czy widzi swój cień. Nie zobaczył, co rzekomo zwiastuje rychłe nadejście wiosny w Stanach. Prawdą jest, że w ciągu minionej dekady, aż sześciokrotnie wróżba Phila się nie spełniła, ale to szczegół. Podobny wynik dałby rzut monetą w zaspę, jednak efekt marketingowy byłby żaden. No i Phil straciłby robotę, a na wsparcie z żadnej tarczy, nawet 9.0, nie ma szans się załapać. Tym bardziej że jest jankesem, a nie Polakiem, jak np. bocian.
 
Polakami jak bocian są też niejaki Gowin i niejaki Bielan, koalicjanci słońca całej Polski. Chłopaki wdali się w konflikt na tle statutowo-prawnym i się poprztykali, kto powinien szefem partyjki noszącej nazwę Porozumienie Jarosława Gowina. Straszny tam burdel mają w papierach, a i inni szatani tam byli czynni, ale nie będziemy wnikać w kuchnię sporu. Jako ludzie z natury szukający kompromisu mamy dla obu panów propozycję. Zmieńcie nazwę na Nieporozumienie Gowina i Bielana. Nawet nie trzeba będzie wgłębiać się w statut. Od razu wszystko jasne. Jak słońce.
 
Co prawda zmiana nazwy partii Gowina spowodowałaby, że częścią Zjednoczonej Prawicy stałoby się Nieporozumienie. Ale to nie powinno być żadnym kłopotem, a raczej szansą. Szansą na pokazanie opinii publicznej, że reprezentanci prawej strony sceny politycznej też miewają poczucie humoru. Nawet, jeśli tego po nich nie widać.
 
Podróżny&Gospodzki