Legendarne pingwiny z kultowego zoo

Gdy poziom irytacji naszą polityką zbliża się do stanów alarmowych, a fala bełkotu o koronawirusie przerwała już wszystkie wały ochronne, pozostaje nam udać się na tzw. łono przyrody, by odpocząć i wrócić do jako takiej równowagi. Gdy mieszka się w mieście, najbliższe łono przyrody to park pełen odgłosów ludzi świętujących złagodzenie tzw. obostrzeń. W wersji wypasionej owym łonem może być zoo. 
 
W tej dekadzie jeszcze nie byliśmy w chorzowskim zoo, a wypadałoby, bo, jak donosi lokalna prasa, po 43 latach przerwy wróciły tam pingwiny. Maj co prawda był wyjątkowo chłodny, ale nie spodziewaliśmy, że aż tak.
 
Wgłębiliśmy się w lekturę tekstów na temat nowego nabytku chorzowskiego zoologu i okazało się, że to nie efekt majowego ataku zimy, ale dawno zaplanowanej inwestycji. Pingwiny też nie miały daleko, bo można powiedzieć, że ich przyjazd do Chorzowa to efekt współpracy w ramach Grupy Wyszechradzkiej. Część stada pochodzi ze Słowacji, a część z Węgier, więc można powiedzieć, że to bratanki. Czyli niby egzotyczne, a nasze, środkowoeuropejskie. Podróżny się roztkliwił, bo ostatni raz pingwiny w Chorzowie oglądał, gdy miał cztery latka i nic już z tamtej wizyty nie pamięta. 
 
Nigdy nie byliśmy w zoo w Płocku i bardzo tego żałujemy, bo mieszka tam pewna sędziwa aligatorzyca - Marta. 30 maja gadzia seniorka obchodziła 90. urodziny, czyli żyje na tym świecie dwa razy dłużej, niż mieszkańcy Chorzowa czekali na powrót pingwinów. Ciekawostką jest fakt, że pół wieku temu zagrała w komedii „Hydrozagadka” Andrzeja Kondratiuka. W informacjach o filmie pisze się oczywiście, że jest to komedia „kultowa”, ale o dziwo o Marcie nikt nie napisał, że jest legendarną aktorką, a wydawało się, że teraz prawie każdy aktor, reżyser, sportowiec czy muzyk po 50-tce jest „kultowy” lub „legendarny”. Gdzie są obrońcy praw zwierząt, pytamy?
 
Zapowiadaliśmy, że nie będzie o polityce i koronie. Staraliśmy się dotrzymać słowa, ale nie wyszło nam do końca. Nie możemy bowiem nie wspomnieć o pewnej posłance partii rządzącej, która na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia, w momencie, gdy zaczęła przemawiać posłanka opozycji ze Śląska, ostentacyjne założyła maseczkę. Niech więc się nie dziwi później, jak wyborcy ze Śląska potraktują partię, którą reprezentuje i dlaczego to będzie gest przecierania palcem pod okiem.
 
Podróżny&Gospodzki