Dzień Nauczyciela inny niż dotychczas

Obchody Dnia Edukacji Narodowej, czyli Dnia Nauczyciela, przesłoniła pandemia COVID-19. Zamiast tradycyjnych akademii i życzeń, mamy ograniczenia epidemiczne i zakazy organizowania spotkań z udziałem dużej liczby uczniów i pracowników oświaty ...
– Dzień Nauczyciela wygląda inaczej niż do tej pory. Radosne zwykle święto dziś obchodzimy w niewesołych nastrojach, pełni obaw o przyszłość. Cały system oświaty został przewrócony do góry nogami, a rozpoczęty ponad miesiąc temu rok szkolny stoi pod jednym wielkim znakiem zapytania. Nie wiemy, co nas czeka. Rośnie liczba pracowników oświaty zarażonych koronawirusem, kolejne szkoły są zamykane, bądź przechodzą na nauczanie zdalne lub hybrydowe. Nauczyciele obawiają się o swoje zdrowie i o dobro uczniów, bo wszyscy mamy świadomość, że nauczanie zdalne nie jest dobrym rozwiązaniem. Nauczanie tradycyjne byłoby jak najbardziej wskazane, ale coraz więcej ekspertów twierdzi, że to właśnie szkoły są inkubatorami nowych ognisk koronawirusa. Dla nauczycieli jest to sytuacja trudna, niekomfortowa, powodująca frustrację i zniechęcenie. Dobrze wiemy, że średnia wieku w oświacie jest jaka jest, co oznacza, że mamy duże ryzyko zachorowania.  Dzieci często przechodzą COVID-19 bezobjawowo, a dla nauczycieli wirus może oznaczać bardzo poważną chorobę.
 
Czy szkoły są dzisiaj lepiej przygotowane do ewentualnego przejścia na zdalne nauczanie, niż wiosną?
– Na pewno jesteśmy bardziej doświadczeni, posiadamy większą wiedzę i umiejętności, niż w marcu, kiedy zostaliśmy zaskoczeni zdalnym nauczaniem. Jeśli chodzi o kwestię dostępu szkół do sprzętu, to sytuacja nieco się poprawiła, jednak trudno uznać ją za zadowalającą. Wyposażenie szkół w odpowiedni sprzęt jest związane z ogromnymi kosztami dla samorządów, a te mają finanse, jakie mają. Pomoc rządowa była, ale niewystarczająca. Natomiast jeżeli chodzi o dostęp do internetu, to nic się nie zmieniło. Zapowiedź, że w każdej szkole będzie internet szerokopasmowy, okazała się pustą obietnicą. Trzeba też pamiętać, że koszty związane z prowadzeniem zdalnej nauki w dużej części przerzucane są na barki nauczycieli i rodziców uczniów. I szans na zmianę w tym obszarze nie widać.

 
Dyrektorzy szkół powinni mieć więcej swobody w podejmowaniu decyzji dotyczących przechodzenia na nauczanie zdalne, bądź hybrydowe?
– Dając taką swobodę dyrektorom, tak naprawdę dajemy swobodę organom prowadzącym szkoły. I tutaj pojawia się ogromne niebezpieczeństwo, bo wielu dyrektorów jest „ubezwłasnowolnionych” przez gminy w podejmowaniu decyzji. A dla gmin z ekonomicznego punktu widzenia zamknięcie szkół jest po prostu bardziej korzystne, wiąże się z oszczędnościami na mediach, czy wynagrodzeniach pracowników administracji i obsługi, których mogą skierować na postojowe. Niestety jest wiele gmin, może nawet większość, które patrzą nie przez pryzmat dobra dziecka i pracownika, a ekonomii. Z drugiej strony, na pewno w wielu przypadkach należałoby usprawnić współpracę i komunikację na linii dyrektorzy szkół - sanepid. Urzędnicy z sanepidu powinni się wsłuchiwać w argumenty dyrektorów i brać pod uwagę warunki lokalowe szkoły, by zdecydować, jaka forma nauczania w danej placówce w danym momencie będzie najlepsza.
 
Czego w takim razie powinniśmy życzyć nauczycielom?
– Życzenia zdrowia w całej tej trudnej sytuacji są po prostu najważniejsze. Także wytrwałości i wytrzymałości psychicznej, bo świadomość, że jesteśmy na drugiej linii frontu, zaraz po pracownikach służby zdrowia, nie jest łatwa do udźwignięcia.
 
Z Lesławem Ordonem, przewodniczącym Regionalnego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” w Katowicach rozmawiała Agnieszka Konieczny