Duże firmy wciąż czekają na wsparcie

Komisja Europejska zaakceptowała dwa z trzech instrumentów wsparcia dla dużych przedsiębiorstw w ramach Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju. To m.in. efekt działań NSZZ „Solidarność”. Jednak żeby program mógł ruszyć, potrzebna jest jeszcze zgoda Brukseli dotycząca trzeciego i ostatniego instrumentu pomocowego. Nie wiadomo też, jak bardzo unijni komisarze zmienili pierwotny kształt Tarczy. 
 
Warty 25 mld zł program pomocowy skierowany do dużych przedsiębiorstw zatrudniających ponad 250 pracowników składa się z 3 instrumentów finansowych, które mają pomóc firmom przetrwać kryzys wywołany epidemią koronawirusa. Są to: finansowanie płynnościowe (10 mld zł), finansowanie preferencyjne (7,5 mld zł) i finansowanie kapitałowe (7,5 mld zł). Według informacji PFR zainteresowanie skorzystaniem ze wsparcia zgłosiło już ok. 500 firm. Jak łatwo oszacować, chodzi tu o przyszłość nawet kilkuset tysięcy miejsc pracy. Choć pieniądze z Tarczy Finansowej PFR to w całości środki krajowe, nie można uruchomić programu bez zielonego światła Brukseli. Stanowi on pomoc publiczną, a ta zgodnie z unijnym prawem musi być notyfikowana, czyli – mówiąc prościej – zaakceptowana przez Komisję Europejską. 
 
Wniosek notyfikacyjny strona polska złożyła w Brukseli 23 kwietnia, a tam utknął on na kolejne tygodnie. 21 maja Piotr Duda w imieniu prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” skierował do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Layen stanowisko, w którym zaapelował o jak najszybszą notyfikacjię Tarczy. Związek ocenił jako niezrozumiałą sytuację, w której uruchomienie wsparcia jest tak długo wstrzymywane przez unijną biurokrację w sytuacji, gdy każdy dzień zwłoki grozi utratą kolejnych setek miejsc pracy. – Ten instrument (Tarcza Finansowa PFR – przyp. red.) jest szczególnie istotny dla uprzemysłowionych regionów Polski, których gospodarka opiera się właśnie na dużych przedsiębiorstwach przemysłowych. Wiele z tych przedsiębiorstw, m.in. z branży hutniczej, motoryzacyjnej czy górniczej, przechodzi w związku z epidemią ogromne trudności i bez szybkiego wsparcia może nie przetrwać kryzysu – podkreślił w stanowisku przesłanym do przewodniczącej Komisji Europejskiej szef „Solidarności” Piotr Duda.
 
Wystąpienie związku przyniosło efekty. 25 i 29 maja Komisja Europejska zaakceptowała pierwszy i drugi instrument pomocowy zapisany w Tarczy. Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, ogłaszając tę informację przyznał, że apel NSZZ „Solidarność” był jednym z elementów, które pomogły przyspieszyć pracę unijnych urzędników. Na notyfikację wciąż czeka jednak ostatnia część programu, przez co uruchomienie wyczekiwanej przez polskie firmy pomocy wciąż jest niemożliwe.
 
informacji, do których dotarła NSZZ „Solidarność”, przyczyną zwłoki w notyfikacji polskiego programu pomocowego jest nie tylko opieszałość unijnych urzędników. O wsparcie w ramach Tarczy PFR mogą się ubiegać zakłady z wszystkich branż, czyli również z przemysłu energochłonnego, czy sektora wydobywczego, a to nie podoba się Brukseli. – To branże, których zgodnie z forsowanym przez KE Europejskim Zielonym Ładem, mamy się z Europy pozbyć. Wygląda na to, że unijne elity uznały kryzys spowodowany COVID-19 za dobrą okazję, żeby zrobić to jeszcze szybciej i jeszcze bardziej bezwzględnie – mówi Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”. 
 
W ocenie prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju proces notyfikacji Tarczy Finansowej powinien zakończyć się w najbliższych dniach i już wkrótce program będzie mógł wystartować. To jednak nie oznacza, że zagrożenie odcięcia od pomocy przemysłu energochłonnego i górnictwa jest zażegnane. Szczegóły notyfikacji nie zostały na razie ujawnione. Paweł Borys w jednej z publicznych wypowiedzi przyznał, że zasady udzielania pomocy pod naciskiem Brukseli będą zmodyfikowane i zaostrzone. – Doświadczenie uczy, że za każdym razem, gdy Komisja Europejska miała możliwość zaszkodzenia polskiemu górnictwu i przemysłowi, to z tej okazji korzystała. Oby tym razem było inaczej. Oby w obliczu potężnego kryzysu gospodarczego spowodowanego koronawirusem, konieczność ratowania miejsc pracy przeważyła nad ideologicznymi pomysłami, takimi jak Europejski Zielony Ład. Jeśli będzie inaczej, to wiele polskich przedsiębiorstw czeka gwałtowna i brutalna likwidacja – podkreśla Dominik Kolorz.
 
Łukasz Karczmarzyk
źródło foto:pixabay.com/CC0