Człowiek musi czasami polatać

dodano: 14-02-2012 12:17
Człowiek musi czasami polatać

Wznosi się na wysokość 600-800 metrów. Loty na paralotni wyzwalają w nim adrenalinę, a zarazem totalnie go wyluzowują. 30-letni Tomasz Pinkowski, górnik z kopalni Bolesław Śmiały w Łaziskach Górnych i związkowiec z tamtejszej Solidarności już jako dziecko marzył o lataniu. - W dzieciństwie często jeździłem na rowerze na lotnisko w Rybniku, a rodzicom mówiłem, że odwiedzam kolegę. Oni nie chcieli słyszeć o mojej fascynacji lataniem. Wciąż przekonywali, że jest to bardzo niebezpieczne - opowiada Tomasz Pinkowski.

Gdy miał 15 lat zaczął grać w zespole weselnym. Za zarobione pieniądze wykupywał 10-minutowe loty w towarzystwie pilota. - Wtedy jeden lot sporo mnie kosztował, około 70 zł. Na lotnisku byłem bardzo częstym bywalcem, wszyscy mnie tam znali. Z czasem piloci zaczęli przymykać oko na opłaty za te podniebne przejażdżki. A ja wciąż marzyłem o niezależności w lataniu. To marzenie zrealizowałem dzięki motolotni - mówi pan Tomek. Właścicielem motolotni był jego starszy kolega, doświadczony pilot. - Z nim na tym sprzęcie wylatałem blisko 20 godzin - wspomina Tomasz Pinkowski. Od 2002 roku pan Tomek zaczął latać na paralotni. Kupił ją zaraz po swoim ślubie. - To była najtańsza paralotnia, bez napędu. Mogłem na niej latać tylko w górach. Obowiązki rodzinne nie zawsze pozwalały mi na takie eskapady, więc jeździłem do Siewierza na Górkę Siewierską. Wznosiłem się tam tylko kilka metrów nad ziemią, ale dla mnie istotne było, że miałem kontakt z aerodynamiką. Wobec niej każdy paralotniarz musi nauczyć się ogromnej pokory - mówi pan Tomasz.

Długo zbierał pieniądze na napęd do paralotni. Gdy już go kupił, to koledzy-paralotniarze podszkolili go w lataniu. W 2009 roku zdobył kwalifikacje członka personelu lotniczego, wydane przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. - Musiałem ukończyć specjalny kurs, wylatać 20 swobodnych lotów bez napędu i 3 motogodziny z napędem. Egzamin kończyły pisemne testy. Pamiętam, że pytania były bardzo trudne - wspomina Tomasz Pinkowski.

Pan Tomek przyznaje, że największą frajdą dla paralotniarza jest latanie w sezonie letnim w godzinach wieczornych, kiedy jest największa termika i ustabilizowany wiatr. - Lubię latać nad Gostynią i Wyrami. Z góry domy wyglądają, jak maleńkie kamyczki, a ludzi w ogóle nie widać. To jest coś pięknego, zwłaszcza, że w powietrzu o niczym się nie myśli, tam człowiek się resetuje. Gdy już wyląduję, to jestem totalnie wyluzowany. Nikomu nie pozwoliłbym na odebranie mi tej przyjemności. Już kombinuję, żeby na wakacje z rodziną zabrać ze sobą paralotnię i w wolnych chwilach gdzieś polatać. Na szczęście moja żona jest bardzo wyrozumiała - mówi Tomasz Pinkowski.
 

Stop 67


Sala konferencyjna

Górnicza Solidarność