Nie chodziło o to, czy wałecki Suski złapie taksówkę na Centralny i pociąg do Wałcza. Ci ludzie przy barierkach nie po to przyszli pod Sejm. Panie posłanki, panowie posłowie! Wysoki Przedpokoju Premiera! Parafrazując Piłsudskiego: „Wam sznaucery średnie szczać prowadzać, a nie politykę robić”.
Powszechnie wiadomo, iż w miarę ocieplania się, czyli wiosną i latem, u mieszkańców strefy umiarkowanej zwiększa się chęć do (jeśli mogę się tak unijnie wyrazić) redukcji liczby, wagi i powierzchni używanych na co dzień składników odzieżowych. Rzut oka na rozebranych osobników obu płci wystarczy, aby wskazać ofiarę dyskryminacji.
Miały być emerytury pod palmami, będzie praca do śmierci. Miała być nowoczesna szybka kolej, pociągi jeżdżą wolniej niż przed wojną. Jednym słowem miała być zielona wyspa, a znowu wyszła dupa blada. Choć pewnie w Arabii Saudyjskiej i innych emiratach premier snuje baśń 1001 nocy o zielonej oazie.
W finale, a właściwie po finale, sąsiad zawołał psa. - Debet! Debet!!! Do nogi!!!! - ryknął. A Debet go olał, a precyzyjnie rzecz ujmując, olał koła najbliższego samochodu. Czyli mojego. Próbowałem ten zbieg okoliczności obrócić w żart, ale kolega podesłał mi link do rządowych spotów. No i ręce mi opadły. Na klawiaturę.
Cóż w hucie nie było Kaczora, nie było Donalda, ani nawet Palikot nie biegał z gumowymi akcesoriami. Nikt nie chciał ściągać ze ścian krzyża, ani legalizować marihuany. Byli tylko zrozpaczeni ludzie, a to się nie sprzedaje. O wiele ważniejsze jest przecież, że mama Madzi z Sosnowca przefarbowała włosy, a Kasię Tusk nęka jakiś internetowy świr.
30 marca na sejmową mównicę wyszedł związkowiec. Dobitnie wykazał arogancję rządzących i pokazał dietobiorcom, jak powinno wyglądać wystąpienie z sejmowej mównicy. No i premier się wściekł, ale inaczej niż to ma w zwyczaju. Puściły mu nerwy.
Propagandowa iluzja z czasem musi prysnąć, co powoli dzieje się na naszych oczach. Męskie rozmowy premiera z ministrami budzą już tylko śmiech i politowanie, a straszenie Kaczorem przynosi podobny skutek, jakby premier straszył czarną wołgą, rózgą od świętego Mikołaja czy Babą Jagą.
Gdyby rząd Donalda Tuska rozwiązał problem psich kup na trawnikach i chodnikach, to przeszedłby do historii. Jego śmiała reforma zamknęłaby opozycji usta. Podjąć takie wyzwanie i mu sprostać! Przez potomnych stąpających po nieusranych chodnikach i trawnikach byliby czczeni jako autorzy prawdziwej transformacji społeczno-ustrojowej.
„Po wielkiemu cichu” dzieją się w naszym kraju różne rzeczy, różne pomysły usiłuje się przepchnąć. Właśnie po cichu zdrożały jaja. To efekt uboczny działań na rzecz poprawy karygodnych warunków, w jakich pracują kury nioski.
Mimo powszechnej świadomości, że jesteśmy 100 lat za Murzynami i jakieś 500 lat za Afroamerykanami, przeprowadzano tzw. transformację gospodarczą, która polegała na likwidacji własnych zakładów produkcyjnych. Likwidowano jak leci, po to, by stworzyć rynek dla zachodnioeuropejskich producentów.