Budowa cepa

Na pozór mogłoby się wydawać, że nadeszły ciężkie czasy dla ludzi, którzy wszystko wiedzą najlepiej, znają się na wszystkim i na wszystko mają receptę. Dość powszechne, szczególnie wśród tzw. zachodnich społeczeństw, przekonanie o wszechmocy nauki i wiedzy, o wszechogarniającej dobroci postępu technologicznego, o nieprzerwanym marszu do dobrobytu, można sobie w buty włożyć i tak nie stając się ani odrobinę wyższym. Pandemia obnażyła to bezlitośnie. Ale paradoksalnie właśnie w sytuacji powszechnej niepewności „znający się na wszystkim” czują się jak ryba w wodzie, jak SARS-CoV-2 w gęstym tłumie, bezkarnie zarażając na prawo i na lewo wyssanymi z palca głupotami. W mediach nieliczne i nieśmiałe próby racjonalnej oceny zjawiska pomieszane z ewidentnymi głupotami oraz polityczną młócką, potęgują wrażenie chaosu. Jeśli ktoś jeszcze utrzymywał, że doniesienia o śmierci rzetelnej informacji są stanowczo przesadzone, musi zweryfikować swoje stanowisko. Ów zgon to niestety prawda. 
 
W naszej Ojczyźnie na to wszystko nałożyła się kampania wyborcza. Wybory, czyli tzw. święto demokracji, ze swej natury odwołują się głównie do emocji, a rzadziej do racjonalnych argumentów. Na większość działają emocje właśnie, ale bywa i tak, że racjonalne argumenty są w stanie przechylić szalę zwycięstwa w jedną bądź drugą stronę. W tej kampanii dominuje chaos, a argumenty racjonalne zdają się być zupełnie bez znaczenia. Tylko emocje. Plemienna walka na maczugi. I lepiej nie będzie. Ktoś wymyślił, a ludzie bez większego buntu już dawno przyjęli, że to wojna pomiędzy PiS a antyPiS i koniec. To przynajmniej jest proste. Tu nawet nie ma sporu, czy maseczki są cacy, czy be, albo raz cacy, a raz be. Tu nikt nie bawi się w próbę rozstrzygnięcia, co prędzej się wypłaszczy, epidemia czy gospodarka, a może wszystko jednocześnie łącznie z domowymi budżetami. Ma być prosty dylemat i proste rozstrzygnięcia, a głosować nie można bezobjawowo. Alboś za naszym, alboś przeciw, bo zagłosowałeś nie na naszego. Proste? Proste jak budowa cepa. Dwa złączone rzemieniem kije. Jeden dłuższy, drugi krótszy. Trzymając za dłuższy, młóci się krótszym.
 
Ale do pointy. Obawiam się skutków tych wyborów. I nie chodzi o to, że przegra kandydat, którego ja byłbym skłonny poprzeć, a wygra ten, którego wygranej bym nie chciał. Obawiam się, że niezależnie od wyniku, skutkiem tych wyborów będzie jeszcze ostrzejsza wojna plemienna. Co to oznacza dla naszej gospodarki, naszego życia społecznego, przyszłości naszych dzieci, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Nikomu, poza tymi, którzy wiedzą wszystko najlepiej i na wszystkim się znają.
 
Jeden z Drugą;)
źródło foto:commons.wikimedia.org/CC BY-SA 4.0/HenkvD